Częściowe i Cała Prawda

Czas czytania: 30 minut

Komentarz do parszy „Bereszit” (części „Na_początku”):
Bereszit/1Moj/Genesis/Rdz 1,1-6,8; Iz 42,1-43,13; J 1,1-18.
Cała prawda jest inna od części faktów.

Rozważanie należy zacząć od samodzielnego
przeczytania lub wysłuchania fragmentów Biblii.

1. Stworzenie Słowem Boga

Najważniejsze teologiczne zagadnienie z tego czytania
zostało już omówione w 1. części komentarza „Na początku…„,
gdzie są też omówione inne tematy z tego czytania.

2. Cała Prawda – Fakty o Stworzonej Ziemi

Biblijna relacja mówi o procesie stwarzania bardzo niewiele i ogólnie,
w języku nie posiadającym późniejszej specjalistycznej terminologii,
w podobieństwach opisujących nieznane przy pomocy znanego,
wyrażając objawione prawdy w formie przeznaczonej dla prostych ludzi;
a nie mając możliwości zobaczenia i zmierzenia co się wtedy działo
możemy nigdy nie dowiedzieć się w jaki sposób Bóg to wtedy uczynił
(lub jak próbują tego naukowcy wywnioskować to też z innych faktów
i Praw Natury odkrytych jako nadal działających w innych procesach);
możemy też mieć o tym różne, lepsze lub gorsze wyobrażenia i opinie,
jakie różni ludzie, np. teologowie, filozofowie i fizycy tworzyli przez wieki,
które warto rozważyć i sprawdzić, poznać ich mocne i słabe strony,
żeby dzięki temu móc wybrać najwłaściwszy w świetle znanych faktów
i w razie potrzeby poprawiać go w miarę odkrywania i poznawania nowych…

Nawet jeśli po czasie ostatecznie jakieś poglądy okazują się błędne,
to warto je rozważyć po to, żeby rozumieć argumenty w sporach o to,
żeby zdawać sobie sprawę z tego, czemu mówiono o tym w taki sposób,
co dzięki pełniejszemu obrazowi sytuacji może też pozwolić
zrozumieć lepiej zupełnie inne sprawy…

„I_powiedział Bóg: '[Niech]_będzie światło' I_nastało światło.
I_widział Bóg oto to_światło, że dobre_[jest]
i_podzielił Bóg między tym_światłem i_między tą_ciemnością
i_nazwał Bóg dla_światła dzień i_dla_ciemności nazwał noc.”

(Bereszit/1Moj/Genesis/Rdz 1,3-5)

„I_powiedział Bóg: '[Niech]_będą światła tych_niebios
dla_oddzielania między tym_dniem i_między tą_nocą
i_będą za_znaki i_dla_pór_[wyznaczonych] i_dla_dni i_lat
i_będą za_światła na_przestworze tych_niebios dla_świecenia nad tą_Ziemią'.
I_nastało tak i_uczynił Bóg te dwa te_światła te_wielkie:
oto to_światło to_wielkie dla_rządzenia tym_dniem
i_oto to_światło to_małe dla_rządzenia tą_nocą i_oto te_gwiazdy.
I_dał je Bóg na_przestworze tych_niebios dla_świecenia nad tą_Ziemią
i_dla_rządzenia w_dzień i_w_nocy
i_dla_dzielenia między światłem i_między_ciemnością
i_widział Bóg, że dobre i_był wieczór i_był ranek dzień czwarty.”

(Bereszit/1Moj/Genesis/Rdz 1,14-19)

Według historii początków świata opisanej w Biblii
Bóg światło stworzył w pierwszej dobie i nazwał je dniem,
ale Słońce, Księżyc i gwiazdy umieścił na niebiosach w czwartej dobie,
więc początkowo jasność nie zależała od widoczności ciał niebiańskich
(co wcale nie oznacza, że one musiały powstać później niż Ziemia,
bo choć zgodnie z odkryciami nauki niektóre były znacznie wcześniej,
to ich światło nie było widoczne, bo nie dopuszczała go atmosfera,
podobnie też mędrcy judaizmu twierdzą, że gwiazdy powstały „1. dnia”);
co wyraźnie pokazuje, że właściwej i ogólnej definicji dnia ani doby
nie należy utożsamiać późniejszym z cyklem widoczności Słońca
,
nie był to więc cykl o zmiennej długości około 24 godzin, jaki dziś znamy;
ale źródłem wieczorów i ranków mogły być inne ciemnienia i jaśnienia
związane z takimi [różnymi] światłościami, jakimi wtedy posługiwał się Bóg…

Ponieważ biblijny opis stwarzania mówi o kolejnych 7 dobach, które są dla całego świata,
wszystkich roślin, ryb, ptaków i lądowych zwierząt znajdujących się wszędzie na Ziemi,
to w dawnych czasach doprowadziło to ludzi do interpretacji i wyobrażenia takiego świata,
według którego kolejno dni i noce powinny trwać na całej Ziemi równocześnie

Gdyby źródło światła w dniach stwarzania utożsamić z widocznym Słońcem,
to prowadzi to do popularnego w starożytności postrzegania Ziemi jako płaskiej,
którą Słońce, Księżyc i gwiazdy okrążają z góry (gdy je widać) i z dołu (ukryte)
i wschodzą i zachodzą ukrywając się za horyzontem na końcach świata.
zatem wcale nie takiej, jak to przedstawiają współczesne wymysły spiskowe…
W takim wyobrażeniu podczas gdy Słońce znajduje się i porusza nad Ziemią
nic go nie zasłania i byłoby ono widoczne na całej planecie, więc wszędzie jest jasno
niezależnie od tego czy to bliski brzeg Ziemi, miejsca w środku czy odległy skraj
(oczywiście są obszary w cieniach gór, drzew czy budowli, które zasłaniają Słońce,
ale wciąż atmosfera nad nimi jest oświetlona i niebo wszędzie wokół jest jasne);
zaś gdy Słońce znajduje się pod poziomem Ziemi wszędzie na niej jest ciemno
(można to przedstawić do zobaczenia np. przy pomocy latarki i talerza).

Od wielu wieków wiemy jednak, że rzeczywistość jest inna od tego wyobrażenia,
bo ani Słońce, ani Księżyc ani gwiazdy nie zachodzą wszędzie jednocześnie,
ale im dalej na wschód tym wcześniej, a im dalej na zachód tym później
(można w porze wschodu lub zachodu Słońca skontaktować się z osobami,
które mieszkają w miejscach odległych o kilkaset kilometrów w tych kierunkach,
np. podczas zachodu Słońca w Krakowie zadzwonić do rodzin i braterstwa
przebywających w okolicach Kijowa, Lwowa i Rzeszowa oraz Wrocławia i Dortmundu,
z których pierwsi zaświadczą, że już zaszło, a drudzy że jest jeszcze wysoko
i w każdym z tych miast ten sam zachód Słońca będzie o znacząco innej porze
lub też zobrazować do zobaczenia przy pomocy latarki i globusa lub piłki.
Na tej podstawie wiadomo nie tylko, że Ziemia na pewno nie jest płaska
(nawet dwustronna, gdzie ten podział wyznaczałaby stała ostra krawędź,
która nie przesuwałaby się ciągle po powierzchni każdego wieczora i ranka),
ale że znajdujemy się na wypukłej zewnętrznej powierzchni kulistej,
bo tylko na takiej pora zachodu Słońca może zmieniać się płynnie
gdy na Ziemi w kolejnych miejscach Słońce „chowa się” za horyzontem
czyli względem nich znajduje się w kierunku poniżej krzywizny powierzchni,
w związku z czym sama Ziemia je zasłania i uniemożliwia jego widoczność
a jednocześnie jest ono nadal nad horyzontem w miejscach na zachodzie
(nie jest ono wszędzie zawsze wysoko na niebie, ale zasłaniane czymś innym,
nie jest też jak w wymyśle płaskoziemców, że świecący Księżyc „emituje ciemność”,
co niby miało by powodować noc w obszarach pod Księżycem i daleko od Słońca;
a faktycznie w dniach blisko nowiu jak dziś Księżyc jest w kierunku blisko Słońca
i znajduje się wtedy po dziennej, jasnej stronie nieba, a nie widać go nocą,
bo także wschodzi rano i zachodzi wieczorem, krótko przed lub po Słońcu,
co przy dobrej pogodzie można zaobserwować w najbliższe wieczory i ranki).

W tej rzeczywistej sytuacji, którą każdy może zaobserwować pojawia się problem:
noc nie jest jednocześnie wszędzie, a potem dzień nie trwa jednocześnie na całej Ziemi,
ale podczas gdy na około połowie Ziemi jest dzień, na około połowie jest wtedy noc
i w każdej chwili zmienia się na Ziemi obszar, na którym są wtedy te różne pory doby,
zatem i dzień i noc trwają cały czas, ale dotyczy to tylko części stworzonego świata.

Czy podważa to biblijną historię stwarzania?
Tylko jeśli błędnie utożsami się tamte dni ze słonecznymi
i będzie upierać przy tym, że musiały one być takie same jak teraz,
czego judaizm nie nauczał nawet długo przed odkryciami naukowców…
Jeśli zaś uznaje się to, co zostało już tutaj wspomniane wcześniej:
w dniach stwarzania była inna światłość i jej inne źródło niż Słońce,
to możliwe jest, że cały (wszech)świat był oświetlony równocześnie,
a także że opisane noce i dni mogły mieć bardzo różne długości
(tak jak np. za kołami podbiegunowymi trwają one po pół roku)
od krótkich ułamków sekund, po długie wiele miliardów lat…

Jeśli ktoś nie chce zagłębiać się w fizykę i astronomię,
to może poprzestać na tym, że była to „duchowa światłość Boga„,
co niewątpliwie jest prawdą w pewnym sposobie rozumienia
i z punktu widzenia wiary wystarcza osobom o innych zainteresowaniach,
które nie muszą być specjalistami w tej sprawie, bo mają swoje tematy
i są ekspertami w innych dziedzinach, którymi się dobrze zajmują.
Ponieważ jednak sam Bóg mówi o tym, że uczynił ciała niebiańskie,
żeby świeciły i oddzielały dni, miesiące i pory [corocznych świąt];
można z tego wnioskować, że duchowość wyraża się w fizyczności
i owa światłość Boga została objawiona przez pewne ciała i procesy, np.:
– można utożsamiać światłość z gorącem na początku wszechświata,
w którym wtedy świeciło praktycznie wszystko, każdy atom,
ale potem temperatura spadła i nastała ciemność;
– można widzieć, że otoczenie gwiazd początkowo było jasne,
kiedy znajdowały się one w mgławicach, z których powstały,
ale potem zostały one rozproszone i została ciemna pustka;
– można dopuszczać możliwość, że źródłem światła na Ziemi
do czasu były wybuchy wulkanów i gorąca magma (jak na Wenus),
ale potem chmury dymu zasłoniły niebo i na Ziemi było ciemno;
– można dopuszczać możliwość, że dawniej w Układzie Słonecznym
w obszarze gdzieś pomiędzy orbitami Ziemi oraz Marsa mógł istnieć
pas planetoid zbudowanych z lodu lub innej jasnej substancji,
a odbijane przez nie światło Słońca oświetlało nocną stronę Ziemi,
dlatego podczas jego istnienia jasne dni mogły trwać wiele lat,
aż do momentu, gdy wiatr słoneczny je roztopił i zdmuchnął…

Niezależnie od tego które z tych możliwości wydarzyły się faktycznie,
a które są tylko hipotezami opartymi na istnieniu podobnych zjawisk
sam fakt, że człowiek może wymyślić prawdopodobne sposoby
na istnienie światłości dnia bez widoczności Słońca jako jej źródła
dowodzi, że Bóg tym bardziej potrafiłby coś takiego uczynić
być może używając właśnie tych, a być może lepszych metod…

Właściwe zrozumienie faktów opisanych w Biblii
nie może opierać się na samych zapisanych słowach,
które opisują prawdę, ale tylko małą część faktów,
które pozostawiają dużą swobodę ich interpretacji.
Żeby móc rozumieć biblijne objawienia właściwie
trzeba łączyć je z innymi znanymi i pewnymi faktami
takimi jak opisane obserwacje otaczającej rzeczywistości
i jej dokładne pomiary, które można powtarzać i sprawdzać.

3. Cała Prawda – Fakty o Stworzonych Ludziach

W tej parszy stworzenie człowieka różnie opisane jest 2 razy,
ale rozważanie tego tym razem zacznie się od innego fragmentu:

„Uczynił też z jednego [człowieka] każdy naród ludzi
zamieszkujący na całym obliczu tej Ziemi
ustanowiwszy wyznaczone pory i granice
tego zamieszkiwania ich.”

(Dz 17,26)

Choć sama Tora(h) ani ten tekst nie mówią o tym jednoznacznie,
te słowa są zwykle tłumaczone z dodaniem słowa „[człowieka]”,
prowadząc do wniosku, że Adam był pierwotnie jedynym na Ziemi
i właśnie od niego jednego zawsze wywodzili się wszyscy ludzie,
co jednak powoduje pewne trudności wobec faktów z tej historii:

„Oto wypędzasz mnie tego_dnia z oblicza tej_ziemi
i_sprzed_oblicza_Twego ukryję_(się)
i_będę tułączem i_zbiegiem na_ziemi
i_będzie_(że) każdy spotykający zabije_mnie.
I_powiedział do_niego יהוה [Bóg]:
dlatego każdy zabijający Kaina siedmiokrotnie ukarany_[będzie]
i_dał יהוה [Bóg] dla_Kaina znak aby_nie zabił_go każdy spotykający.”

(Bereszit/1Moj/Genesis/Rdz 4,14-15)

Jeśli Kain obawiał się, że ktoś może go spotkać i zabić po odejściu,
a Bóg dał mu znamię, które miało go chronić przed zemstą,
to jakich [innych] ludzi Bóg i Kain mieli wtedy na myśli?

Ponieważ Pismo Święte samo nie mówi o tym wprost,
można i trzeba rozważać różne hipotezy na ten temat:
– Kain i Bóg wybiegali myślami w bardzo daleką przyszłość
gdy kolejni potomkowie Adama dojrzeją i zaludniając Ziemię
dotrą tam, gdzie uciekł Kain, którego rozpoznają i zechcą zabić;
spisy potomków Adama nie są napisane chronologicznie
i Adam mógł mieć inne dzieci przed Kainem, (H)eblem i Szetem,
a oni są wyróżnieni z powodu szczególnego znaczenia ich historii,
więc Kain miał już innych krewnych, którzy mogliby chcieć zemsty;
na Ziemi wtedy żyli także inni ludzie oprócz rodziny Adama,
więc wielu różnych ludzi mogłoby chcieć go ukarać za zabójstwo.

Zemsta ze strony obcych ludzi jest mało prawdopodobna,
bo nawet gdyby tacy gdzieś już istnieli i mieli okazję spotykać Kaina,
to nie ma powodu by znali jego historię i chcieli zemsty za jego brata.
Pokrzywdzonymi są członkowie rodziny – Adam, Chawa(h) i ich dzieci,
przy czym zemsty mogłyby chcieć raczej tylko te znające (H)ebla,
a zatem starsze niż Szet, co wymaga niechronologicznego opisu,
czego przykład to Bereszit/1Moj/Genesis/Rdz 5,32; 7,6; 11,10; 10,21;
gdzie Szem jest wymieniony jaki pierwszy choć urodził się później,
na co wskazuje jego młodszy wiek przy narodzinach Arpakszada;
a w rzeczywistości ostatni wymieniony Jefet jest najstarszym bratem
(taki jest sens „יפת הגדול” („Jefet ha_gadol”) – „Jefet ten_[naj]starszy”):
Biblia podaje tych synów, którzy są przodkami ludzkości po potopie,
a potem wyróżnia z nich tego, który jest praojcem Narodu Iszraela
i właśnie dlatego czytamy rodowód od Adama do Noacha i Szema;
zatem rodowód potomków Adama nie wymienia pierwszych synów,
ale raczej tych, którzy są najważniejsi dla naszej późniejszej historii.
Jest jednak w tej historii jeszcze inny, poważniejszy problem:

I_poznał Kain oto żonę_swoją
i_poczęła i_urodziła oto Chanokha
i_było_(że) budując miasto
i_wezwał imię tego_miasta jak_imię syna_jego Chanokh.
I_urodził_(się) dla_Chanokha oto Airad
i_Airadowi urodził_(się) oto Machujael
i_Machujaelowi urodził_(się) oto Metuszael
i_Metuszaelowi urodził_(się) oto Lamek.
I_wziął dla_siebie Lamek dwie żony,
imię tej_jednej Ada(h) i_imię tej_drugiej Cila(h).”

(Bereszit/1Moj/Genesis/Rdz 4,17-19)

Jeśli Kain miał żonę i wiele pokoleń potomstwa,
to pytanie jakie kobiety on i jego potomkowie brali za żony?

Ponieważ Pismo Święte samo nie mówi o tym wprost,
można i trzeba rozważać różne hipotezy na ten temat:
Kain czekał aż Adam będzie miał córkę [i ona dojrzeje],
żeby móc [ją porwać i] pojąć za żonę swoją siostrę,
podobnie jak później musiałyby czynić też jego dzieci;
spisy potomków Adama nie są napisane chronologicznie
i Adam mógł mieć inne dzieci przed Kainem, (H)eblem i Szetem,
a oni są wyróżnieni z powodu szczególnego znaczenia ich historii,
więc jeszcze przed grzechem Kain miał już braci i siostry,
z którymi lub z których dziećmi mógłby się związać w małżeństwo;
na Ziemi wtedy żyli także inni ludzie oprócz rodziny Adama,
więc kandydatkę na żonę można było wybrać z pośród wielu osób,
które zamieszkiwały różne obszary Ziemi, także Nod, dokąd uciekł.

Ponieważ Kain mógł obawiać się zemsty głównie ze strony swego ojca
oczekiwanie na córkę jego lub kogoś z rodzeństwa jest wykluczone;
a inne rodzeństwo z czasów przed zabójstwem też byłoby groźne,
bo siostry lub bracia mogliby mieć taką samą chęć ukarania za brata.
Małżeństwa z siostrą zakazuje Tora(h) (Wajikra/3Moj/Leutikon/Kpł 18,11)
i choć można się spierać czy ten zakaz był potrzebny przed potopem,
gdy ludzie mogący żyć znacznie dłużej nie mieli tylu wad genetycznych
i kazirodztwo mogło jeszcze wcale nie stanowić problemu praktycznego;
a Bóg kodeks Tory dał Iszraelowi w drodze z Micraim, na Synaju i pustyni
czyniąc to stopniowo, pewne części dopiero w miarę pojawiania się pytań;
to według tradycji Bóg ustanowił Torę już przed stworzeniem świata,
zatem z punktu widzenia Ojca etyka od początku powinna być taka sama
nawet jeśli nie została jeszcze skodyfikowana i formalnie objawiona ludziom;
co potwierdzają różne świadectwa historyczne opisane w księdze Bereszit,
gdzie ludzie już spełniają Przykazania dane w Prawie znacznie później, np.:
– (H)ebel, Abraham i inni potrafią właściwie składać oddania (ofiary) dla Boga;
– Abimelekh i faraon unikają cudzołóstwa z żonami Abrahama i Icchaka
(które ci przedstawiają jako swoje siostry, bo były z nimi blisko spokrewnione,
ale Saraj – Jiska, to córka (Ha)rana, brata, zaś Ribka(h), córka Betuela, kuzyna),
więc pochodziły od tego samego ojca (przodka), ale jednak nie bezpośrednio);
– Jahuda(h) i Tamar stosują lewirat – zachowują to nawet inne narody;
o czym mówi także apostoł Szaul (Paweł) w jednym z listów – Rz 2,14-15,
gdzie wspomina nieświadome spełnianie Prawa wypisanego w sercu,
czyli po prostu stanowiącego naturalne postępowanie człowieka
niezależne od tego czy już rozumem zna pouczenia i wymagania.

„Kiedy bowiem narody te nie Prawa mając
(z)_natury oto to Prawo czyniłyby,
ci Prawa nie mając [sami]_dla_siebie są Prawem
które ukazują te dzieła tego Prawa zapisanego w tych sercach ich

świadczące_razem im to sumienie i pomiędzy między_sobą
te zamierzenia oskarżająch lub i broniąc.”

(Rz 2,14-15)

Z tych powodów opisane małżeństwa Kaina i jego potomków
powinny być zawarte z niespokrewnionymi z nimi kobietami,
które nie wywodziły się od Adama, a pochodziły od innych ludzi.
Ale czy jest to możliwe w świetle słów zapisanych w Biblii?

„I_ulepił יהוה Bóg oto tego_człowieka (z)_prochu z tej_ziemi
i_tchnął w_nos_jego oddech [neszemot] tego_życia
i_stał_(się) ten_człowiek za_duszę [nefesz] żyjącą.
I_zasadził יהוה Bóg ogród w_Eden na_wschodzie
i_umieścił tam oto tego_człowieka, którego ulepił.”

(Bereszit/1Moj/Genesis/Rdz 2,7-8)

Warto zwrócić uwagę na fakt, że historia stworzenia człowieka
w rzeczywistości poprzedza wzięcie Adama i umieszczenie w Edenie,
który to ogród jest tworzony przez Boga pomiędzy tymi wydarzeniami
i nie wiadomo jak długo to trwa, jaka jest przerwa między wydarzeniami;
zatem faktycznie nie musi wcale chodzić ciągle o tę samą osobę,
a słowo „אדם” („adam”) może być wyrazem pospolitym lub imieniem,
oznaczać „człowieka” ogólnie – po prostu jako nazwę gatunku,
którym obejmuje wiele istnień tego samego jednego rodzaju
lub wskazywać konkretną osobę, której nadano takie imię.
Bóg stworzył najpierw ogólnie „człowieka” jako gatunek,
a następnie od wybranego z nich zaczął naszą historię;
wziął go z pośród stworzonych przez siebie ludzi,
żeby umieścić w specjalnym miejscu i doświadczyć…

Jak zatem można rozumieć słowa z Dz 17,26
mówiące o wywiedzeniu całej ludzkości od jednego [człowieka]?
Zwykle w interpretacji Biblii dopowiada się tam Adama,
bo to on pierwszy kojarzy się jako wspólny przodek wszystkich;
ale sam tekst nie wskazuje o którego jednego człowieka chodzi;
zaś wszyscy ludzie żyjący na Ziemi obecnie, już po potopie,
są według Biblii potomkami Noacha, jednego z potomków Adama,
a także wszystkich patriarchów podanych w rodowodzie pomiędzy nimi;
zatem niezależnie od tego jak wielu ludzi i jak długo żyło wcześniej,
jest nie tylko jeden wspólny przodek, ale cała linia przodków wszystkich!

Można to porównać do drzewa, które ma wiele korzeni, jeden pień i wiele gałęzi:
– korzenie są wcześniejszymi przodkami z czasów przed potopem (i przed Adamem?);
– pień to pokolenia od Adama do Noacha – wspólni przodkowie wszystkich później;
– gałęzie to wszystkie narody i rodziny ludzkości, jaka istnieje obecnie.
Dla nas Bóg istotnie wywiódł całą ludzkość od jednego człowieka – Noacha,
więc po prostu nie był to ten człowiek, który pierwszy przychodzi na myśl,
ale inny ważny bohater tej samej historii i wzór do naśladowania…

Właściwe rozumienie Biblii może być bardzo różne
w zależności od tego czy czyta się i rozważa całość czy nie;
czy jest to wnikliwe analizowanie i sprawdzanie wszystkich faktów
czy wyciąga się pochopne wnioski z pojedynczych wersetów;
czy jest to uczciwe i rzetelne badanie treści tej księgi
czy wyrywanie z kontekstów i manipulacja tekstem.
Jeden krótki fragment może prowadzić do innych wniosków
niż zebrane i połączone wszystkie świadectwa na temat;
dlatego dla poznania prawdy ważne jest ich uwzględnianie
i słuszne jest stanowisko oparte na pełnych danych,
a nie np. wyborze tylko treści pasujących do założeń.

4. Cała Prawda – Inne Aktualne Przykłady

Przykłady interpretacji biblijnych początków dziejów
pokazują mnogość możliwych sposobów rozumienia,
na które pozwalają cząstkowe informacje z tekstu,
który nie podaje wszystkich faktów i ograniczeń,
które trzeba poznawać i uzupełniać z innych źródeł,
w tym dalszych części Biblii, świadectw historycznych,
a także własnych obserwacji otaczającego świata,
bez czego wiele spraw można rozumieć błędnie.

Rozważania biblijne nie są jedyną sprawą, w której tak jest,
ale w wielu innych zagadnieniach działa to bardzo podobnie
i z małej części faktów można wyciągać pochopne i błędne wnioski,
dlatego ważne jest douczenie w temacie, szukanie i sprawdzanie,
a nie przyjmowanie opinii opartej na 1 prostym zdaniu…

Dobrym przykładem może być obecna pandemia koronawirusa SARS-CoV-2,
o której powtarza się wiele prawdziwych, ale zmanipulowanych informacji,
którymi ludzie są wprowadzani w błąd i przyjmują szkodliwe postawy,
którymi bardziej narażają nie tylko samych siebie, ale też innych….

Jednym z takich faktów jest to, że koronawirusy istnieją od dawna
i rzeczywiście ta kategoria rodzajów wirusów jest znana od dziesięcioleci
i dzieli się na 4 podgrupy oznaczane greckimi literami alfa, beta, gamma i delta,
a zaliczają się do nich wirusy oznaczane np. B814, 229E,NL63, HKU8, OC43;
HKU1, HKU5, HKU9, MERS-CoV, SARS-CoV, SARS-CoV-2; SW1; HKU11, HKU15;

których jak widać na tej liście rozpoznanych jest już całkiem sporo różnych,
a z pośród których niektóre powodują u ludzi łagodne choroby, a inne poważne.
Pierwsze z nich zidentyfikowano w latach 60. XX wieku (choć były wcześniej);
a zalicza się do niej wiele różnych wirusów powodujących np. przeziębienie,
zaś „korona” w nazwie nie jest np. uhonorowaniem ich wielkiej groźności,
lecz skojarzeniem z ich wyglądem – kulisty z wypustkami jak rogi korony.
Podobnie jak wirusy grypy jak „świńska” A/H1N1 i „ptasie” A/H5N1 i A/H5N8
mogą one być różnie groźne dla ludzi i wymagać różnych szczepień lub leków,
zatem nie należy tego błędnie upraszczać do jednego pojęcia – całej kategorii.
Istotna różnica polega na tym, że koronawirus SARS-CoV-2 to nowa odmiana,
z którą ludzie mają styczność od niedawna i jest szczególnie groźna.

Jednym z takich faktów jest to, że wielu umierających ma choroby współistniejące,
ale jeśli ktoś dotąd żył z takimi chorobami wiele lat, regularnie się badał i brał leki,
lekarze dawali mu jeszcze wiele lat dalszego życia, a nagle umiera po 2 tygodniach
krótko po zakażeniu tym wirusem, to bezsprzecznie ten czynnik robi znaczącą różnicę
i bez tego koronawirusa SARS-CoV-2 inne choroby by tych pacjentów nie zabiły.
Wielu śmierciom z powodu różnych chorób mogą towarzyszyć choroby współistniejące,
ale przypisać należy ją tej, z której wynikło radykalne, znaczne i nagłe pogorszenie.

Jednym z takich faktów jest to, że na zapalenie płuc choruje i umiera więcej ludzi,
bo obecnie co roku jest około 450 000 000 zakażonych i około 4 000 000 zgonów;
a wirusem SARS-CoV-2 wykrytych jest 39 000 000 zakażeń i 1 000 000 śmierci;
więc może wydawać się, że liczby są znacznie mniejsze i problem podobnie.
Zasadnicza różnica jest taka, że zapalenie płuc to objaw mający różne przyczyny,
może być wywoływane np. przez wirusy, bakterie, grzyby, pasożyty, zatrucia,
a czynniki te są zróżnicowane i rozpowszechnione wśród ludzi od bardzo dawna,
więc nie da się prosto ograniczać ich rozprzestrzeniania (bo już są wszędzie);
podczas gdy SARS-CoV-2 w trakcie tego roku dopiero dociera w wiele miejsc,
więc tych statystyk i wielkości nie można tak po prostu ze sobą porównywać,
bo opisują one zupełnie różne sytuacje – rozwiniętą i powstającą pandemię.
Śmiertelność SARS-CoV-2 obecnie jest około 3x wyższa niż zapaleń płuc
(przy ponad 11x mniejszej liczbie zakażonych jest tylko 4x mniej zgonów);
a w tym 1. roku przyrost ilości przypadków jest coraz szybszy.
Ilość zgonów związana z SARS-CoV-2 już jest prawie 2x wyższa niż na grypę,
która co rok zwykle infekuje ponad 200 000 000 ludzi, a umiera do 650 000;
zatem ten wirus względnie jest teraz 400x bardziej śmiertelny od grypy
(pomijając wyjątkowe groźne odmiany pojawiające się co kilkadziesiąt lat).

Jednym z takich faktów jest większa ilość zgonów na nowotwory,
które jednak nie są chorobami zakaźnymi przenoszonymi pomiędzy ludźmi,
ale mogą powstawać w każdym niezależnie od innych z różnych przyczyn:
genetyczne i wrodzone, wywołane promieniowaniem, zatruciem, infekcjami,
a wielu z tych czynników nie da się ani nie można w żaden sposób zapobiegać,
np. promieniowanie Słońca może wywołać czerniaka, a wytwarza witaminę D,
więc człowiek nie może tego całkowicie unikać, bo jest to nam potrzebne.
Tak różnych spraw nie można porównywać, bo są całkiem inne.
Rozprzestrzenianie koronawirusa można znacząco spowolnić,
co zmniejszy obciążenie szpitali i pozwoli uratować wiele osób.

Jednym z takich faktów jest, że Szwecja nie narzuca ograniczeń,
ale próbuje się osiągnąć tam „odporność stadną” w społeczeństwie.
Nie oznacza to jednak, że wszyscy będą w tym kraju odporni,
bo odporność każdy człowiek może wytworzyć tylko samodzielnie,
a pojęcie to oznacza, że „stado” przetrwa, bo przetrwają najsilniejsi,
zaś wielu słabszych nie da sobie rady z chorobą i na nią umrze,
zatem taka „metoda” zakłada poświęcenie życia wielu ludzi
Szwecja ma większą powierzchnię niż Polska i 4x mniejszą populację,
zatem mniejszą gęstość zaludnienia, większe rozproszenie ludności,
czyli korzystniejsze warunki do przeciwdziałania epidemiom,
a także znacznie sprawniejszy system opieki medycznej;
mimo tego jeszcze niedawno mieli więcej zakażonych niż w Polsce
i wciąż około 1,7x więcej przypadków zgonów, czyli 7x gorzej
wyrażając to względem ilości mieszkańców obu krajów.
Takie poświęcanie ludzkiego życia nie jest etyczne,
a nawet nie wiadomo czy ani jak trwała będzie odporność,
którą część społeczeństwa może wykształcić w ten sposób…

Jednym z takich faktów jest, że pewne badania wykazały,
że osoby noszące maseczki chorują podobnie często jak bez masek
(choć chorujący częściej bywali np. w restauracjach przed infekcją,
a tam do jedzenia maseczki były zdejmowane przebywając wśród obcych;
zaś ich noszenia nie zaobserwowano, ale było to deklarowane w ankiecie)
i nawet ich producenci zapewniają, że one nie zapewniają ochrony.
Jednak prawdziwym celem maski nie jest ochrona tego, kto ją nosi,
ale raczej ograniczenie nieświadomego rozprzestrzeniania wirusa
przez osoby, które już są zainfekowane, ale jeszcze o tym nie wiedzą
bo np. nie mają objawów lub mylnie utożsamiają je z inną chorobą
(wiele chorób ma te same objawy, które nie pojawiają się natychmiast,
ale gdy infekcja się rozwinie i spowoduje znaczące uszkodzenia ciała;
a wiele chorób jak np. pasożyty czy nowotwory nie ma objawów wcale
lub bywają one zbyt małe albo narastające powoli i niezauważalne).
Właściwe pytanie to nie „czy Ty nosiłeś maskę przed zachorowaniem”,
ale „z iloma osobami bez masek miałeś styczność przed infekcją”
i nie „czy maska ochroni mnie”, ale „ilu innych osób mogę nie zarazić”.

Nawet jeśli sami już zostaliśmy zarażeni i zostaje nam leczenie,
można nie zarazić innych, ochronić bliskich, odciążyć szpitale
i tym samym pomóc uratować wiele osób…

Jednym z takich faktów jest brak wykrycia wirusa w badaniach maseczek,
które mają otwory wielokrotnie większe niż rozmiary samego wirusa;
ale nikt nawet nie próbuje wykrywać obecności wirusa w powietrzu,
bo ani ten ani inne wirusy wcale nie poruszają się w nim samodzielnie;
a od dawna wiadomo, że rozprzestrzenia się on w aerozolach i kroplach,
które wydychamy z siebie kaszląc, kichając, mówiąc i oddychając
(czyli „drogą kropelkową” jak jest to fachowo określane od wielu lat);
których większość maski zatrzymują lub ograniczają zasięg rozpylania.
Nawet bawełniana koszulka zatrzumuje większość dużych kropli,
a maska z kilku warstw, najlepiej z różnych tkanin jest dużo lepsza.
Wystarczy więc podstawowa wiedza z zakresu biologii i higieny,
żeby najpierw zrozumieć jakie pytanie należy właściwie zadać,
żeby skuteczność maseczek ochronnych sprawdzać właściwie
i przekonać się, że ograniczają przenoszenie wirusów na innych
(nie tylko tego jednego, ale też innych, co może być pomocne).

Faktem jest, że maseczki słabo chronią tych, którzy je noszą,
bo łatwo przenikają przez nie najmniejsze i najlżejsze aerozole,
które mogą także długo swobodnie unosić się w powietrzu,
więc z czasem ich ilość w zamkniętych pomieszczeniach rośnie
i w ten sposób można się wirusem zarazić także w maseczce;
ale maseczki dobrze chronią przed potencjalnie zainfekowanymi,
od których zmniejszają wielkość i zasięg emisji wirusów do otoczenia
bo dość skutecznie zatrzymują większe z wydychanych kropli (> 1 μm),
w których zawarta jest bardzo znaczna część wirusów od zarażonego,
więc efektywnie zmniejszają ilość i zasięg ich rozprzestrzeniania
np. podczas zwykłego oddychania, mówienia, kichania, czy kaszlenia
(co dotyczy nie tylko SARS-CoV-2, ale też wielu innych wirusów);
dzięki czemu one nie mogą przeniknąć np. do mijanych osób
o ile nie dojdzie do zbytniego zbliżenia – odległość też jest ważna.
Jeśli chcemy, żeby inni nie narażali nas, to też nie narażajmy innych!

Niektórzy podważający zasadność zakładania maseczek twierdzą,
że one utrudniają oddychanie i mogą powodować niedotlenienie,
a zatem rzekomo bardziej szkodzą niż pomagają noszącym;
ale jeśli cząsteczki O₂ i CO₂ są wiele setek razy mniejsze od wirusa,
to w jaki sposób maseczka mogłaby niby ograniczać ich ruchy,
skoro otwory w niej są dość duże nawet dla samego wirusa?
W tej sprawie z groźnym niedotlenieniem tkanek, w tym mózgu
mylony jest też zdarzający się spadek ilości tlenu w płucach,
która jest niższa także np. podczas wycieczki w wysokie góry,
na co organizm potrafi zareagować np. przyspieszając oddech,
więc nie jest to groźne, a nawet zwiększa wydolność organizmu,
co wyczynowi sportowcy wykorzystują w swoich treningach.
Maseczki o niższej skuteczności nie mogą być szkodliwe!

Gdyby noszenie maseczek lub przyłbic niby miało być szkodliwe
(te ostatnie są szczelne tylko z przodu i nie ograniczają oddechu,
bo powietrze swobodnie dopływa, a zasięg rozpylania jest mniejszy),
gdy zakłada się je na krótki czas w sklepie czy komunikacji publicznej,
w zamkniętych pomieszczeniach i przy bliskich kontaktach z obcymi,
gdyż takie przypadkowe spotkania zwiększają ryzyko transmisji wirusów;
to czemu od lat nie protestują przeciwko temu np. lekarze chirurdzy,
którzy przez dzięsięciolecia codzienniej pracy przez wiele godzin
noszą profesjonalne, skuteczniejsze i bardziej izolujące maseczki,
żeby zwykłym oddechem nie przekazywać swych drobnoustrojów
na szczególnie narażone otwarte ciała operowanych pacjentów?
Nawet jeśli oni zmieniają swe maseczki wedle zapotrzebowania
gdy np. zamokną wydychaną parą i staną się zanieczyszczone,
co zależnie od wysiłku lub stresu może nastąpić po różnym czasie,
i wcale nie ma reguły zmieniania ich co 15, 20, 30, 40 czy 60 minut,
ale może to następować też nawet po całej wielogodzinnej operacji;
to wciąż przez większość czasu operacji oddychają w maseczkach
wraz z tym, co sami na nie wydychają i co się na nich znajduje,
co pochodzi z ich wnętrza i z czym ich ciało normalnie sobie radzi;
a nie powoduje to ich gorszego zdrowia ani krótszego życia
i nawet specjaliści zajmujący się płucami – pulmunolodzy
dotąd nigdy nie protestowali przeciwko ich używaniu;
a przeciwnie – szpitale kupują ten sprzęt i się go stosuje
jako narzędzie ważne dla bezpieczeństwa pacjentów.

Gdyby maseczki miały być szkodliwe dla zdrowia,
to czemu od wielu lat nie protestują przeciwko temu
mieszkańcy bardzo zanieczyszczonych miast jak np. Pekin,
gdzie używa się maseczek na smog i pyły PM10, PM2.5?

Wszystkie propagandowe wypowiedzi i spiskowe wymysły,
które podważają pandemię i działania mające nas chronić
są oparte na półprawdach i wypaczających je manipulacjach,
co robi zwodnicze pozory i prowadzi do szkodliwych zachowań,
które jedynie niepotrzebnie narażają zdrowie i życie innych ludzi
oraz prowadzą do powiększenia ograniczeń, trudności i kosztów
zamiast prostym i tanim sposobem zmniejszać pandemię,
żeby surowsze działania nie były wcale potrzebne…

Łatwo jest wymagać lepszych działań od rządu i lekarzy,
których od dawna brakuje i na pewno nagle nie przybędzie;
bo wtedy można to krytykować i tylko narzekać na sytuację,
choć samemu nawet nie chce się kiwnąć palcem w sprawie;
jednak lepiej jest wykonać choćby swoją małą część działań,
żeby innym pomóc lub chociaż oszczędzić zbędnej pracy.
Lepiej należycie spełniać małe słuszne ograniczenia,
żeby problem nie narastał i nie wymagał większych!

Bóg wyraził dla nas pewne pouczenia w sposób niejasny
i wymagający pracy prowadzącej do pełnego poznania;
bo to samo w sobie jest kolejnym cennym pouczeniem,
które kształtuje właściwe podejście do innych spraw,
w tym rzetelność i wnikliwość w szukaniu prawdy,
która zwykle jest bardziej złożona niż 1 zdanie…

Chwała Bogu!

Ostatnia modyfikacja: 2020-10-22.