Mesjasz i Tora(h) W Proroctwach i Nauczaniu
Komentarz do parszy „Rea(h)” (części „Patrz”):
Debarim/5Moj/Deuteronomion/Pwt 11,26-16,17; Iz 54,11-55,5; 1J 4,1-6.
Mesjasz – chrystologia według Biblii oraz omówienie odstępstw,
w tym sprawy jak duchowe życie, pierwszeństwo i preegzystencja.
Rozważanie należy zacząć od samodzielnego
przeczytania lub wysłuchania fragmentów Biblii.
1. Wcześniej Omawiane Zagadnienia
Tematy tego czytania inne niż omówione w tym tekście,
były komentowane w poprzednich cyklach czytania Tory:
– posłuszeństwo i wybór błogosławieństwa lub przekleństwa;
– zniszczenie i zakaz bałwochwalstwa oraz jedno miejsce kultu;
– zakaz zmiany Prawa oraz fałszywi prorocy przeciw temu;
– wypaczenia tradycyjnych symboli i postrzegania Mesjasza;
– znaczenie i skutki właściwego uznawania Mesjasza;
– Przykazania dotyczące właściwego prorokowania;
– Jedna Świątynia, jeden sposób czci i Jeden Bóg;
– Ustanowienia (Przykazania) jakie Bóg dał w parszy Rea(h).
Są one rozważane we wcześniejszych artykułach:
– Patrz na Całą Prawdę;
– Test Mesjasza i Fałszywego Proroka;
– Prawo Prorokowania;
– Jedność Wiary;
– Ustanowienia Boga w Parszy Rea(h).
Poprzednie komentarze rozważają już praktyczne i duchowe treści parszy,
więc warto kliknąć i otworzyć artykuły wskazane w odnośnikach powyżej.
2. Mesjasz i Tora(h) W Proroctwach i Nauczaniu
Część parszy Rea(h) opisująca sprawy, których nie było wcześniej w Torze
dotyczy bardzo ważnego tematu rozpoznawania i uznawania proroctw,
czego znaczna część ludzi religijnych nie zna i ma do tego błędne podejście:
albo kierują się tym czy im się coś podoba i czy się z tym zgadzają lub nie,
albo całkiem odrzucają możliwość istnienia i działania proroctw współcześnie,
albo bezkrytycznie przyjmują wszystko, co jest przedstawiane jako proroctwo
uznając, że nie można zaryzykować podważenia autorytetu samego Boga
lub obawiając się, że choćby rzekomy prorok ukarze ich za nieposłuszeństwo.
Wszystkie te podejścia są sprzeczne z Nauką Boga podaną w Torze
i ostrzeżeniami Mesjasza z Mt 7,15; 7,21-23; 24,24; Dz 20,29-30.
W rzeczywistości Tora(h) zawiera Prawa, które określają obowiązek i warunki
sprawdzania proroctw i możliwości ich właściwego przyjęcia lub odrzucenia,
które należy spełniać obawiając się Boga bardziej niż podającego się za proroka,
który może mówić lub czynić w sposób uznawany za charakteryzujący objawienia,
a który w praktyce może okazać się tak prawdziwym jak i fałszywym prorokiem;
bo nawet jeśli ktoś dostał prawdziwe natchnienie i moc uczynienia cudów,
ale wykorzystał to do głoszenia lub działania przeciwko Bogu, np. dla siebie,
żeby uzyskać jakąś własną korzyść, która nie była dla niego postanowiona;
to Bóg może dać następne cuda przeciwko niemu, aby od niego bronić,
zatem wcale nie należy obawiać się proroctw bez ich sprawdzenia,
bo gorzej jest uznać fałszywe i zwodnicze niż takie odrzucić;
a Bóg zadziała we właściwą stronę – na rzecz sprawiedliwych.
Sprawa rozpoznawania duchów jest w czytaniach przedstawiona
w 2 zakresach – wierności Bogu i Torze oraz sposobu uznawania Mesjasza.
2.1. Proroctwa i Naucznie o Torze
Debarim/5Moj/Deuteronomion/Pwt 13,1-3/2-4:
כּי יקוּם בּקרבּך נביא או חלם חלום”
ונתן אליך אות או מופת וּבא האות והמּופת
אשׁר דּבּר אליך לאמר
נלכה אחרי אלהים אחרים אשׁר לא ידעתּם ונעבדם
לא תשׁמע אל דּברי הנּביא ההוּא
או אל חולם החלום ההוּא
כּי מנסּה יהוה אלהיכם אתכם
לדעת הישׁכם אהבים את יהוה אלהיכם
„בּכל לבבכם וּבכל־נפשׁכם
i_da dla_ciebie zna lub cud i_nastąpi ten_znak lub_ten_cud,
który przepowiedział do_ciebie mówiąc:
’pójdźmy za bożkami innymi, których nie znasz_ich i_służmy_im’,
nie usłuchasz na słowa tego_proroka, tego_oto
ani tego_śniącego sny, tego_oto,
bo doświadcza יהוה, Bóg_wasz was
aby_poznać czy_wy kochacie tego יהוה, Boga_waszego,
w_całe serce_wasze i_w_całej duszy_waszej.”
Tora(h) wprost nakazuje „nie usłuchasz słów tego proroka„
w odniesieniu do proroka, który propagowałby czczenie bożka lub bożków;
ale choć tekst nie wyjaśnia tego mówiąc jawnie jak to dokładnie rozumieć;
nie chodzi tylko o bożki, które miałby inne imiona niż prawdziwy Bóg,
bo np. złotego cielca nazwano Imieniem Boga יהוה, a był odstępstwem;
nie chodzi też tylko o kultowe wizerunki, które są zakazane i potępione,
bo można zmyślać wielu fałszywych bożków, którzy nie istnieją i ich nie widać,
w tym w szczególności są bardzo podobni do Boga, ale inni w jakimś aspekcie.
Przedmiotem Prawa jest każdy bożek, który różni się tożsamością od Boga,
a ta różnica może przejawiać się np. w charakterze, wartościach i Prawach,
którymi sam Bóg się kieruje i których stosowania oczekuje i wymaga też od nas;
więc jeśli rzekomy prorok głosi np. jakkolwiek inne Prawo niż całą Torę,
to jest fałszywym prorokiem, którego Bóg nakazuje odrzucić i potępić,
co wskazuje powtórzenie zakazu zmiany Prawa tuż przed tą sprawą,
zapisane znów właśnie z tego powodu w poprzedzającym wersecie:
Debarim/5Moj/Deuteronomion/Pwt 12,32/13,1:
את כּל הדּבר אשׁר אנכי מצוּה אתכם אתו”
„תשׁמרוּ לעשׂות לא תסף עליו ולא תגרע ממּנּוּ
strzeżcie aby_spełniać, nie dodawaj do_niego i_nie ujmuj z_niego.”
Warunkiem tego, żeby Jeszua z Naceret (Jezus z Nazaretu) mógł być Mesjaszem
jest jego wierność Bogu i Torze – spełnianie i nauczanie jej w całości, bez zmian,
tak jak to zapowiadają mesjańskie proroctwa, np. Iz 42,1-4; Ez 37,24-25; 11,19-21
i o proroku jak Mosze(h) (Mojżesz) – Debarim/5Moj/Deuteronomion/Pwt 18,15-20
oraz jak sam o tym mówi i tego od nas wymaga w Mt 5,17-20; 23,1-3; 28,20; 7,23;
więc nie ma żadnych wątpliwości, że on sam ten kluczowy warunek spełnia
mimo tego, że wielu „chrześcijan” głosi na jego temat tezy całkiem przeciwne;
a gdyby on wbrew tym własnym słowom zmienił choćby literkę w Prawie,
to za własny grzech zostałby słusznie skazany na śmierć i zabity,
a nie mógłby być Mesjaszem uwalniającym innych od kar…
Wbrew temu, co o ważności i obowiązywaniu Tory mówił sam Jeszua
błędnie i myląco tłumaczone wersety takie jak np. Hbr 7,12 i 7,18
są wykorzystywane do wmawiania konieczności zmiany lub oblania Prawa,
podczas gdy w szerszym kontekście tekst nie mówi o zmianie kapłaństwa
(nie ma tam stwierdzenia z „gdy”, ale przypuszczenie i warunek „gdyby”,
o którym trzeba rozważyć i zrozumieć, że jest niespełniony i niemożliwy),
bo podważałby obietnicę Boga dla Pinchasa i inne proroctwa dla kohenów,
co czyniłoby niewiarygodnymi wszystkie Przymierza i nawet samego Boga,
który okazałby się kłamcą, który nie dotrzymałby danego słowa, a nie jest tak.
W rzeczywistości Hbr 7,9-10 ukazuje, że potomkowie Aharona służą Jeszui
tak jak Lewi, a nawet Abraham służył Melekh-Cadikowi, co jest wzorem,
że urząd Jeszui nie jest alternatywny, ale zwierzchni wobec Aharona
i nie ma być tak, że niby „nowy będzie funkcjonował zamiast starego”,
ale oba się zgodnie łączą i współdziałają, a niższy służy wyższemu;
dlatego list o służbie potomków Aharona mówi w czasie teraźniejszym
wyraźnie pokazując, że ona nadal właściwie trwa (Hbr 7,5; 8,5; 9,6.9).
Ogólnie przestroga apostoła Kefy (Piotra) z 2P 3,14-18
nie pozwala popełnić zgubnego błędu ludzi nieprawych:
nie dowolnego, nie obcego, nie innego niż swój, ale błędu nieprawości,
który jest konkretnie i jasno podany, więc nie jest innego rodzaju,
ale dokładnie określa w czym i jakiego douczenia oczekuje apostoł:
przy interpretacji listów trzeba znać i uznawać treść starszych ksiąg Biblii,
o których pożyteczności Szaul (Paweł) pisał do Tymoteusza (2Tm 3,14-17),
bo tylko to mogło być powszechnie znane i autorytatywne wcześniej.
Wskazuje też, że wiele stwierdzeń w listach Szaula (Pawła) jest trudnych
zatem nie można wyciągach prostych wniosków z pojedynczych zdań
ani interpretować czegokolwiek w sposób sprzeczny z całością tekstu,
w tym również przeciwko dalszym kontekstom z innych ksiąg Biblii;
ale trzeba czytać w sposób wzajemnie potwierdzający i zgodny,
w tym w szczególności znając najpierw starsze teksty, np. Torę,
trzeba szukać zrozumienia późniejszych potwierdzającego Prawo.
Treść starszych ksiąg Biblii była już obowiązująca dla autorów nowszych
dokładnie tak samo jak cała treść Biblii jest teraz obowiązująca dla nas;
dlatego nikt nie może wypowiadać się ani pisać przeciw temu, co już było,
a trzeba znać, przypominać, potwierdzać i dawać do rozważania i stosowania
wszystko, co zostało już objawione i stanowi kryterium słuszności wiary,
która pozwala dokonywać rozstrzygnięć nowych problemów i je przyjmować,
ale nie pozwala zmieniać tego, co już ustanowione autorytetem Boga.
Powszechnym problemem w rozumieniu funkcji proroka jest też,
że często utożsamia się go z „jasnowidzem” lub „cudotwórcą”,
czyli przepowiadającym przyszłość lub czyniącym coś nadludzkiego;
a choć owszem prorok może spełniać między innymi takie sprawy,
to jednak sednem tej funkcji faktycznie jest zupełnie coś innego:
ogłaszanie tego, co daje do przekazania Bóg, cokolwiek to jest,
a w tym też np. przypominanie historii i nauczanie Prawa,
zapomnianych lub źle rozumianych i niestosowanych Przykazań,
o których wtedy nikt nie wie, nie rozumie ich i o nie nie dba,
czy ujawnianie tajemnic o grzechach popełnianych w ukryciu,
jak np. prorok Natan skarcił grzech Dawida z Batszebą (2Sm 12,1-15)
wskazując, że wie o tym co wydarzyło się nieco wcześniej…
Nie jest też tak, że Bóg musi „przejąć kontrolę nad prorokiem”,
który nie będzie miał świadomości co mówi albo robi pod natchnieniem.
Bóg nie musi też prorokowi wcześniej podyktować dokładnie tego,
co będzie miał do ogłoszenia ludziom, do których zostanie posłany.
Prorok może dostawać pouczenia do przekazania w różnej formie,
w tym też jako doświadczenia, dzięki którym coś pozna i zrozumie,
a potem sam zdecyduje, że właśnie o tym trzeba mówić innym;
np. Kajafa (Kajfasz) ogłosił, że Jeszua musi umrzeć za innych (J 11,51),
choć sam rozumiał to w inny sposób i z całkiem innych powodów;
dlatego też prorok nie zawsze musi działać w niezwykły sposób
ani mówić we wzniosły i efektowny, robiący wrażenie sposób
(choć oczywiście są sytuacje, gdy jest to potrzebne i uzasadnione),
zaś sprytne sztuczki zastępujące siłę argumentów i prawdę
niestety szczególnie upodobali sobie fałszywi prorocy,
którzy w ten sposób odwracają uwagę i zwodzą ludzi.
Praktycznie każdy kto uważa się lub przedstawia jako służącego Bogu
ma też przekonanie o tym, że Bóg go w tej służbie jakoś prowadzi,
więc nawet jeśli nie przedstawia się wprost i jawnie jako prorok
i nie zaczyna swych przemów od słów „tak mówi יהוה [Bóg]: …”,
a znacznie słabiej np. „Bóg położył mi na serce, żeby powiedzieć…”,
lub nawet wcale nie sugerując cudownego pochodzenia treści;
to Prawo nakazujące sprawdzić proroka ma do niego zastosowanie,
dlatego trzeba weryfikować ze Słowem Bożym nauczanie wszystkich,
w tym np. głoszone na nabożeństwach czy w Internecie, także to tutaj
(np. klikając łącza z sygnaturami wersetów, by przeczytać je w kontekście).
Nie oznacza to oczywiście, że nauczania trzeba z założenia odrzucać
czy też „dla zasady” od początku je na siłę podważać i obalać;
ale po prostu sprawdzać z tekstem Pisma jak w Berei – Dz 17,11,
a w razie istnienia choćby najmniejszych niejasności lub wątpliwości
obowiązkiem jest pytać i żądać wyjaśnień, które muszą być udzielone,
co prawdziwy prorok z radością będzie chciał uczynić.
Fałszywy prorok wie tylko to, co mu „przyszło do głowy”,
co najczęściej oznacza coś, co wymyślił on sam lub jego przełożony;
więc jeśli po ogłoszeniu proroctwa rozmowa potoczy się inaczej
niż przewidywały to wszystkie zakładane przez niego scenariusze;
o ile nie zostanie ukamienowany jak to jest ustanowione w Torze,
to sam „spali się ze wstydu”, że nie umie odpowiedzieć na pytania,
których postawienia po prostu się nie spodziewał
i skompromitowany będzie musiał odejść…
Prawdziwy prorok jest prowadzony lub przygotowany przez Boga,
który doskonale zna wszystkie konsekwencje ogłoszenia proroctwa;
więc choć rozmowa nie musi przekonać tych, którzy z uporem nie chcą,
to prorok będzie umiał odeprzeć wszelkie zarzuty i się obronić;
jak Jeszua, którego nie dało się uczciwie skazać za to, co głosił i czynił
i potrzebował świadomie sprowokować to, żeby go ukrzyżowano;
a zapowiedział też, że Duch Świętego będzie nam dawał obronę…
W haftorze do poprzedniej parszy (Iz 50,6-10)
prorok Jeszajahu (Izajasz) wzywa aby wieść z nim spór,
bo wie, że Bóg jest po jego stronie i wraz z Bogiem zwycięży;
zatem prawdziwy prorok przeciwności się nie obawia.
To rozważanie nie jest o tym jakim musi być prawdziwy prorok,
ale jak rozpoznawać fałszywych, którzy prorokami Boga nie są;
a choć sprawy te mają wiele wspólnych, pokrywających się czynników,
to jednak mają też inne, rozłączne, więc różnią się od siebie.
2.2. Proroctwa i Nauczanie o Mesjaszu
W „chrześcijaństwie” z fragmentu czytanego z Odnowionego Przymierza
zwykle zwraca się uwagę na werset 3., który potępia nieuznających Jeszui,
a także werset 6., który jest przeciwko ludziom niesłuchającym „nas”,
co każdy odnosząc „nas” do siebie może wykorzystać do wywierania presji,
żeby nieświadomi znaczenia treści uznali jakiekolwiek, każde stwierdzenie;
jednak właściwi „my” to nie ktokolwiek, kto chciałby się takimi uznać,
lecz tylko osoby zgodne w przekonaniach i nauczaniu z apostołami,
którzy nie tylko ogólnie uznawali Jeszuę (Jezusa) jako Mesjasza Iszraela,
ale też pojmowali Jeszuę w konkretny sposób i byli mu posłuszni
tak samo jak apostołowie w I wieku n.e. i wzorach opisanych w Biblii.
„Komentarz Żydowski do Nowego Testamentu” Davida H. Sterna
tłumaczy frazę w 1J 4,2 jako „Jeszua Mesjasz przyszedł jako człowiek„,
co jest „przekładem dynamicznym” – prostym wytłumaczeniem znaczenia;
jednak większość polskich przekładów ostatnie słowa oddaje jako „w ciele„,
co jest dosłownym tłumaczeniem greckiego „ἐν σαρκὶ” („en sarki”),
które jest niekwestionowanym, jedynym znanym wariantem oryginału,
ale znaczenie tej frazy może być znacznie trudniejsze do zrozumienia…
1J 4,1-3:
„ἀγαπητοί μὴ παντὶ πνεύματι πιστεύετε
ἀλλὰ δοκιμάζετε τὰ πνεύματα εἰ ἐκ τοῦ θεοῦ ἐστιν
τι πολλοὶ ψευδοπροφῆται ἐξεληλύθασιν εἰς τὸν κόσμον
ἐν τούτῳ γινώσκετε τὸ πνεῦμα τοῦ θεοῦ
πᾶν πνεῦμα ὃ ὁμολογεῖ
Ἰησοῦν Χριστὸν ἐν σαρκὶ ἐληλυθότα
ἐκ τοῦ θεοῦ ἐστιν
καὶ πᾶν πνεῦμα ὃ μὴ ὁμολογεῖ τὸν Ἰησοῦν
ἐκ τοῦ θεοῦ οὐκ ἔστιν
καὶ τοῦτό ἐστιν τὸ τοῦ ἀντιχρίστου
ὃ ἀκηκόατε ὅτι ἔρχεται
καὶ νῦν ἐν τῷ κόσμῳ ἐστὶν ἤδη”
ale badajcie te duchy jeśli z tego Boga są,
bo liczni fałszywi_prorocy wychodzili na ten świat.
Po tym poznawajcie tego Ducha tego Boga:
wszelki duch, ten wyznający_(że)
Jeszua Mesjasz w ciele przyszedł
z tego Boga jest;
a wszelki duch, który nie wyznaje tego Jeszui
od tego Boga nie jest
i to jest ten oto zamiast_Mesjasza [ANTYCHRYST],
(o)_którym słyszeliście, że przychodzi
i teraz na tym świecie jest już.”
Pomimo trudności interpretacji oryginalnych słów,
warto poświęcić temu uwagę i zrobić to dokładnie;
bo jej znaczenie jest znacznie silniejsze niż prostego wyjaśnienia:
o ile „jako człowiek” po prostu wymaga uznania człowieczeństwa
i pozostawia dowolność dla poglądów na Bóstwo lub „preegzystencję”,
bo się w tej sprawie nie wypowiada i hipotetycznie pozwala to łączyć
(bo jest uznawane też w doktrynach o „bóstwie syna” jak „trójca”,
więc w takiej interpretacji te słowa niestety o niczym nie rozstrzygają);
to sformułowanie „w ciele” użytym precyzyjnie przyimkiem różni się
od „ku ciału” („εἰς/τη/σε σάρκα” („eis/ti/se sarka”)) – „sarks” to „mięso” (jak „flesh”)
i bywa używane w sensie „cielesność”, w tym wskazania grzesznych skłonności;
czy „do ciała” („τὸ σῶμα” („to soma”)) – „soma” to „organizm” (jak „body”)
i zwykle jest stosowane gdy mówi się o człowieku jako całości, pozytywnie.
Żeby to dobrze zrozumieć warto rozważyć to na innym, neutralnym przykładzie:
„przybyłem tu w samochodzie/pociągu„ i „przybyłem tu do samochodu/pociągu„.
Jeśli przybyłem „w pojeździe„, to pojawiłem się tutaj razem z tym pojazdem,
a nie było mnie tu wcześniej, zanim on przyjechał i mnie w sobie przywiózł;
a gdybym przybył „do pojazdu„, to w inny sposób i prawdopodobnie wcześniej,
żeby móc do tego pojazdu wsiąść wtedy, kiedy on też będzie na miejscu.
Przyjechałem na stację w pociągu czy czekam na stacji by wsiąść do pociągu?
Jeśli Jeszua przyszedł w ciele, to przyszedł na świat i mógł zacząć działać
dopiero gdy pojawiło się jego ciało – kiedy został poczęty i zaczął działać po tym,
a nie było go na świecie ani nie działał w żaden sposób przed początkiem ciała.
Gdyby Jeszua był wszechobecnym Bogiem (Ef 4,6; Dz 17,27-28),
to będąc już wszędzie zawsze nigdy donikąd by nie przychodził,
bo po prostu już by tu, tam i wszędzie od dawna był.
Zapisane przez apostoła Jochanana (Jana) słowa „ἐν σαρκὶ” („w ciele”)
jako fundamentalny i kluczowy pogląd mesjańskiej wiary stawiają fakt,
że Jeszua był człowiekiem, a nie Bogiem, aniołem ani preegzystującym bytem
(co nie zmienia faktu, że został przemieniony później, co rozważone będzie dalej)
i nie tylko wcale nie wymagają wiary w jego „przedludzki i nadludzki byt„;
ale stanowczo wypowiadają się przeciwko temu i to surowo potępiają
nazywając wyznających takie stanowisko „antychrystami”!
Nie jest to jedyny fragment Pisma Świętego,
który jasno wskazuje, że życie Jeszui (Jezusa) Mesjasza
zaczęło się najpierw od cielesnego człowieczeństwa,
a dopiero potem stało czymś większym, duchowym:
1Kor 15,45-49:
„οὕτως καὶ γέγραπται
ἐγένετο ὁ πρῶτος ἄνθρωπος Ἀδὰμ εἰς ψυχὴν ζῶσαν
ὁ ἔσχατος Ἀδὰμ εἰς πνεῦμα ζῳοποιοῦν
ἀλλ᾽ οὐ πρῶτον τὸ πνευματικὸν ἀλλὰ τὸ ψυχικόν ἔπειτα τὸ πνευματικόν
ὁ πρῶτος ἄνθρωπος ἐκ γῆς χοϊκός ὁ δεύτερος ἄνθρωπος ἐξ οὐρανοῦ
οἷος ὁ χοϊκός τοιοῦτοι καὶ οἱ χοϊκοί καὶ οἷος ὁ ἐπουράνιος τοιοῦτοι καὶ οἱ ἐπουράνιοι
καὶ καθὼς ἐφορέσαμεν τὴν εἰκόνα τοῦ χοϊκοῦ
φορέσομεν καὶ τὴν εἰκόνα τοῦ ἐπουρανίου”
Stał_(się) ten pierwszy człowiek, Adam, ku duszy żyjącej,
ten ostatni Adam ku duchowi ożywiającemu;
ale nie pierwsze to duchowe, lecz to zmysłowe, następnie to duchowe,
ten pierwszy człowiek z ziemi, gliniany, ten drugi człowiek z Niebios;
jaki ten gliniany, tacy i ci gliniani i jaki ten niebiański, tacy i ci niebiańscy.
I jak zaczęliśmy_nosić to podobieństwo tego glinianego,
poniesiemy i to podobieństwo tego niebiańskiego.”
Apostoł Szaul (Paweł) pisząc te słowa z pewnością
wiedział i miał na uwadze jaka jest prawda o Jeszui Mesjaszu,
którego nazywa „ostatnim Adamem” i „drugim człowiekiem”
wyraźnie wskazując, że nie poprzedził biblijnego patriarchy;
ale wskazuje nam dalszy etap drogi dla ludzkości:
życie po przemienieniu z glinianych w niebiańskich…
W tym samym liście są jeszcze inne, ważne słowa,
które także mają ogromne znaczenie dla tej sprawy:
1Kor 15,14-17:
„εἰ δὲ Χριστὸς οὐκ ἐγήγερται
κενὸν ἄρα καὶ τὸ κήρυγμα ἡμῶν κενὴ καὶ ἡ πίστις ὑμῶν
εὑρισκόμεθα δὲ καὶ ψευδομάρτυρες τοῦ θεοῦ
ὅτι ἐμαρτυρήσαμεν κατὰ τοῦ θεοῦ ὅτι ἤγειρεν τὸν Χριστόν
ὃν οὐκ ἤγειρεν εἴπερ ἄρα νεκροὶ οὐκ ἐγείρονται
εἰ γὰρ νεκροὶ οὐκ ἐγείρονται οὐδὲ Χριστὸς ἐγήγερται
εἰ δὲ Χριστὸς οὐκ ἐγήγερται ματαία ἡ πίστις ὑμῶν
ἔτι ἐστὲ ἐν ταῖς ἁμαρτίαις ὑμῶν„
puste wtedy [i] to ogłaszanie nasze, pusta [zaś] i ta wiara wasza.
Znalezieni_(bylibyśmy) zaś i fałszywymi_świadkami tego Boga,
że zaświadczyliśmy przeciwko temu Bogu, że wskrzesił tego Mesjasza,
którego nie wskrzesił jeśli_właśnie wtedy martwi nie wskrzeszani_(są);
jeśli bowiem martwi nie wskrzeszani_(są), ani Mesjasz wskrzeszony_(jest),
jeśli zaś Mesjasz nie wskrzeszony_(jest), marna ta wiara wasza,
jeszcze jesteście w tych grzechach waszych.„
Dla mesjańskiej wiary kluczowe jest zmartwychwstanie, którego nie byłoby bez śmierci;
a gdyby Jeszua był Bogiem, aniołem lub jakimkolwiek „preegzystującym bytem”,
który mógł „normalnie żyć” bez ciała zanim tylko na chwilę stał się człowiekiem;
to zabicie zbędnego dla niego ludzkiego ciała wcale nie byłoby jego śmiercią,
tylko uwolnieniem i umożliwieniem powrotu do życia w zwykłej, duchowej formie
(jak błędnie interpretujący 1P 3,18-20 wyobrażają sobie okres jego śmierci,
gdy są to słowa o tym, że Duch dany innym pozwał zwiastować przed potopem),
z której później znów zbędnie na chwilę jeszcze wróciłby „do ciała”.
Jeszua nauczał, żeby nie bać się ludzi, którzy nie mogą zabić duszy (Mt 10,28)
(którą Bóg może zachować do zmartwychwstania i przyszłego życia w ciele – Rz 8,11);
zatem gwoździe i belka, uduszenie czy włócznia nie mogłyby zrobić mu krzywdy,
gdyby był istotą zdolną do życia niezależnie od ran zadanych ciału.
Żeby Jeszua (Jezus) faktycznie umarł i mógł zmartwychwstać,
niezbędne jest, żeby wtedy jego życie było związane z ciałem i zależne od ciała,
żeby bez ciała nie mógł żyć i żeby zabicie ciała było zabiciem go w całości
(sprawiając, że dusza pozostaje nieaktywna, „uśpiona” aż do zmartwychwstania),
bo tylko pod takim warunkiem mógł faktycznie umrzeć, poświęcić się i oddać;
a nie tylko zrobić efektowne przedstawienie oszukujące śmiertelnych ludzi,
którzy nie mając „życia przed wcieleniem” nie mogliby tak „zmieniać form”,
więc wcale nie byłby to dla nas wzór ani świadectwo obietnicy wskrzeszenia;
dlatego przemienienie w lepszą formę człowieczeństwa z „duchowym ciałem”
właściwie mogło nastąpić dopiero po zmartwychwstaniu,
jak to jest zapowiedziane także i dla nas.
Jest to także ważne w kontekście jego zwycięstwa i uwolnienia nas od grzechów,
do czego potrzebna była walka – opieranie się pokusom i wydanie wyroku na grzech,
potępienie grzeszności ciała (Rz 8,3-4), bez ulegnięcia grzechowi (Hbr 4,15; 2Kor 5,21).
Gdyby Jeszua nie odczuwał pokus i nie walczył z grzechem nie mając ludzkiej natury,
to niczego by nie osiągnął, ale tylko był obok problemu, który wcale go nie dotyczył
i nie miały by sensu historie o kuszeniu na pustyni (Mt 4,1-11; Mk 1,12-13; Łk 4,1-13),
w których Szatan nie miałby nic do zaoferowania komuś już większemu od siebie;
zaś sam Bóg nie jest ani nie może być kuszony (Jk 1,13) – dlatego potrzeba Mesjasza,
który nie jest samym Bogiem, ale właśnie wysłannikiem Boga w tej sprawie.
Mesjasz potrzebował mieć grzeszną ludzką naturę, żeby pokonać i osądzić grzech.
2.3. Właściwe Znaczenia Tekstów „Przeciwnych”
Do właściwego udowodnienia, że coś jest prawdą,
nie wystarczy podanie kilku świadectw, które to potwierdzają,
bo mnogość jest potrzeba raczej do konfrontacji i sprawdzenia;
a znacznie ważniejszy jest brak dowodów obalających tezę,
dlatego trzeba rozważyć też argumenty przeciwnych stron
i wyjaśnić właściwe znaczenie wersetów, które wykorzystują:
nie tylko „sobie z nimi poradzić”, nie „sprytnie je odrzucić”,
ale uznać i pokazać właściwe znaczenia wskazanych faktów,
które mogą mówić o czymś innym niż ich użycia…
Interpretacje, które zostaną tu podane, wyjaśnione i uzasadnione
dla pierwotnych słuchaczy lub czytelników tych tekstów były oczywiste,
bo posługiwali się biblijnym hebrajskim lub greką w codziennej praktyce
(być może jako 2. lub nawet 3. językiem, ale wciąż regularnie i często)
i znali właściwe, faktyczne, normalnie stosowane wtedy znaczenia słów,
a także nie byli z góry nastawieni na odczyt według odstępczych doktryn,
bo poza Pismem mogli znać głównie ustne nauczanie prawdziwych apostołów,
a doktryny jeszcze nie powstały ani nie zostały ugruntowane i rozpowszechnione.
Współcześnie sytuacja jest zupełnie inna niż była na początku mesjanizmu,
bo większość ludzi jest już nauczona dogmatycznych stanowisk „Kościołów”
na długo zanim po raz pierwszy podejmie próbę samodzielnego czytania Biblii
(czy ogólnej zapoznania się ze źródłami i stanowiskami z czasów biblijnych),
a raczej jej przekładu, który zawiera wypaczenia uczynione w samym tekście
i nawet znaczenia niektórych słów zostały zmienione pod wpływem doktryn
wmawiających do nich takie sensy, w jakich chcą je wykorzystywać,
a znacząco różnych od stosowanych w praktyce w czasach biblijnych…
To współcześnie czyni sprawę znacznie bardziej zawiłą niż była,
dlatego teraz wymaga sprostowań i obszernych wyjaśnień,
po których rozpoznanie prawdy znów będzie proste i oczywiste.
Zgodnie z tym, co już stwierdzono na temat podejścia do proroków i nauczania
nie jest tutaj oczekiwane, że przedstawione wnioski będą przyjęte „na słowo”,
a wprost przeciwnie – gorąco zachęcam do samodzielnego sprawdzania faktów.
Rozważając części poświęcone kolejnym wersetom bardzo dobrze będzie
zatrzymać się nad nimi, zajrzeć do Biblii, interlinii, konkordancji, słowników
i skorzystać ze wszelkich innych narzędzi używanych przy badaniu Słowa Bożego,
żeby upewnić się i zapamiętać jaka jest prawda w tych tematach.
Oczywiście nie da się tego zrobić „na żywo” słuchając wygłoszonego wykładu,
ale warto wtedy potraktować to jako „zadanie domowe” na kolejne dni,
którego efektem będzie znacznie lepsze utrwalenie wiedzy w sprawie.
Choć ja od lat w każdej chwili mógłbym „z głowy” omówić większość tych spraw,
a dla niektórych wystarczyłoby kilka minut, by znaleźć źródła o znanej treści;
to jednak przed każdym komentarzem „odrabiam zdanie domowe„
i po raz kolejny dokonuję sprawdzeń wszystkich rozważanych źródeł
po pierwsze po to, żeby wszystko sobie przypomnieć i potwierdzić,
żeby na pewno przedstawić dokładnie i poprawnie, bez pomyłek;
po drugie dlatego, że można przy tym dostrzec nowy szczegół,
dzięki któremu tę sprawę zrozumie i wyjaśni się jeszcze lepiej;
a po trzecie można przy tym też odkryć całkiem nowy wniosek
i rozszerzyć pojmowanie tej i powiązanych spraw…
2.3.1. J 17,5 – Chwała Syna
W „chrześcijaństwie” werset J 17,5 jest odczytywany inaczej niż napisany
i to pomimo tego, że w przekładach teksty zwykle mają poprawne słowa,
bo zwraca się uwagę tylko na „chwałą, którą miałem zanim świat powstał”
i wnioskuje, że „skoro Jeszua miał chwałę, to musiał też wtedy być”;
czego sens radykalnie zmieniają na właściwy zapisane słowa „u Ciebie„
wskazujące, że to Ojciec miał tą chwałę aby mu ją później dać.
J 17,5:
„καὶ νῦν δόξασόν με σύ πάτερ παρὰ σεαυτῷ
τῇ δόξῃ ᾗ εἶχον πρὸ τοῦ τὸν κόσμον εἶναι παρὰ σοί„
tą chwałą, którą miałem zanim oto ten świat jest u Ciebie.”
Dokładnie w ten sam sposób moje dzieci mają u mnie
np. prezenty na urodziny i ogólnie wszystko co ode mnie dostaną
zarówno za mojego życia jak i to, co odziedziczą po mojej śmierci;
ale faktycznie to ja to mam (lub być może nawet dopiero nabędę)
aż do chwili, gdy zostanie to im przekazane…
Przekazanie chwały synowi było postanowione przed stworzeniem świata,
bo Bóg wiedział, że Mesjasz odgrywa kluczową rolę w Jego zamyśle,
jak o tym mówi 1P 1,19-20 – że był on wiadomy, znany wcześniej,
co nie oznacza jego istnienia, ale zamysł i wiedzę Ojca, że ma być:
1P 1,19-20:
„ἀλλὰ τιμίῳ αἵματι ὡς ἀμνοῦ ἀμώμου καὶ ἀσπίλου Χριστοῦ
προεγνωσμένου μὲν πρὸ καταβολῆς κόσμου
φανερωθέντος δὲ ἐπ᾽ ἐσχάτων τῶν χρόνων δι᾽ ὑμᾶς”
wcześniej_wiadomego zaś przed położeniem_fundamentów świata,
uczynionego_widocznym zaś w ostatku czasów dla was.”
Co więcej Ef 1,4 mówi, że i my byliśmy wybrani przed stworzeniem świata,
a przecież nie wnioskuje się z tego, że żyliśmy wcześniej niż jako ludzie,
nikt nie uważa też, że Bóg pozbawił nas pamięci wcześniejszego życia,
ale powszechne jest przekonanie, że Bóg po prostu znał przyszłość
i przeznaczył nas do określonych dzieł w określonym czasie (Ef 2,8-10).
Ef 1,4:
„καθὼς ἐξελέξατο ἡμᾶς ἐν αὐτῷ πρὸ καταβολῆς κόσμου
εἶναι ἡμᾶς ἁγίους καὶ ἀμώμους κατενώπιον αὐτοῦ ἐν ἀγάπῃ”
(byśmy)_byli my świętymi i niewinnymi wobec Niego w miłości.”
Czytanie J 17,5 w całości i jego interpretacja zgodnie z kontekstami
nie pozostawia wątpliwości, że tekst nie wskazuje wcześniejszego życia
i nie mówi niczego o istnieniu Jeszui (Jezusa) przed przyjściem w ciele,
a wskazuje jedynie o wiedzy Ojca o tym, że to się później stanie…
Warto też zwrócić uwagę, że w bliskim kontekście J 17,5
w J 17,3 Jeszua nazwa Ojca „Jedynym Prawdziwym Bogiem”
(Debarim/5Moj/Deuteronomion/Pwt 6,4-6; Mk 12,29-31; Za 14,9)
oraz obok Boga oddzielnie wspomina o posłaniu siebie samego
(porządek słów nie łączy Ojca i syna w Bogu, a podaje Jeszuę dalej),
czym wyłącza siebie z podanego wskazania Jedynego Boga
i wskazuje, że jest wiernym sługą, pośrednikiem (Mt 12,18; 1Tm 2,5),
co potwierdza też np. w J 8,54; 20,17; Obj 3,12; Mt 19,16-17; 1Kor 11,3;
a dalej w wersetach J 17,11.21-23 prosi dla wszystkich wiernych
o taką samą jedność jaką syn ma z Ojcem, zatem ta jedność
nie oznacza „współ-bóstwa”, „równości” ani „tożsamości”,
bo nikt z nas nie był ani nie jest „[n-tą] osobą boską”
ani żadna wykładnia nie sugeruje takiej interpretacji;
ale chodzi raczej o zgodę i współdziałanie ku dobru
i dokładnie tak samo należy to rozumieć też w J 10,30,
gdzie podległy sens „syna Boga” uzasadnia J 10,33-36,
co obala fałszywą podstawę „ubóstwienia Mesjasza”.
Chociaż Bóg postanowił o uczynieniu Jeszui synem przed stworzeniem świata
i Jeszua mógł mieć o tym objawienie, a zatem wiedzieć i mówić przed śmiercią,
to jednak został uczyniony synem Boga przez zmartwychwstanie (Rz 1,4; Dz 13,33);
jak o tym wprost mówił i pisał apostoł Szaul (Paweł), który poznał przemienionego,
a mimo tego miał świadomość jego zwykłego człowieczeństwa wcześniej.
Innym przykładem tego jest J 12,36-43 powołujące się na Iz 6;
gdzie Bóg ostrzega proroka, że lud będzie oporny i mu nie uwierzy;
więc to Jeszajahu (Izajasz) jest tym, który będzie wzgardzony
i to jest faktyczny wzór dla możliwej symbolicznej interpretacji;
zaś J 12,41 nie określa kogo wskazuje słowo „αὐτοῦ” („autou”),
które oznacza „niego” lub „jego” i nie jest to jednoznaczne,
a „chrześcijanie” ignorują kontekst proroka mówiącego o Bogu
i wmawiają sobie do tekstu „ubóstwionego człowieka”
czyniąc taką wykładnię mocno niespójną ze źródłem.
2.3.2. Flp 2,6-9 – Wygląd Boga i Grabież
Fragment Flp 2,6-9 zawiera w „chrześcijańskich” przekładach wiele wypaczeń
jak np. „będąc w postaci Boga”, „istniejąc w naturze Bożej”, „mając naturę Boga”,
„nie upierał się zachłannie”, „nie skorzystał ze sposobności”, „nie uznał za grabież”,
które nie tylko wprowadzają nielogiczne i absurdalne treści i wnioski do tego tekstu,
ale też całkowicie zmieniają jego cel i sens w szerszym kontekście Flp 2,1-12,
gdzie nie chodzi o wprowadzanie jakiejś niebiańskiej teologii ani chrystologii,
ale przedstawienie Jeszui jako wzoru pokory i uniżenia w służbie innym;
podczas gdy wzór musi być nie tylko dobry – żeby chciało się go naśladować,
ale też możliwy do naśladowania – w zasięgu tych, dla których jest dawany,
czego zupełnie nie spełnia ukazanie nadludzkiego bytu zamiast człowieka.
Gdyby bogacz dał wzór jak zbudować wieżowiec w centrum wielkiego miasta,
bo w każdej chwili lekką ręką może wyłożyć na stół wiele milionów dolarów;
to jak naśladowałby to ktoś, kto wiele miesięcy oszczędza na remont mieszkania?
Jeśli zaś chodzi o frazy, którym nadano sens sugerujący preegzystencję i boskość,
to w rzeczywistości mają one zupełnie inne znaczenia, które mocno przekręcono:
– greckie słowo „μορφῇ” („morfe”) tłumaczone np. jako „postać” czy „natura”
faktycznie oznacza „wygląd” lub „kształt” (w sensie widzialnym);
– w tekście nie ma nic o „upieraniu się” ani „korzystaniu ze sposobności”,
co nic nie wnosiłoby do tej sprawy i było całkowicie pozbawione sensu,
bo albo się jest Bogiem albo nie jest równym Bogu, czego opinia nie zmienia;
a „nie uznanie za grabież” nie jest przywilejem tego, kto bierze coś od innego,
lecz o oskarżeniu decyduje ten, komu coś wzięto, a o winie kradzieży sąd
i złapanego włamywacza nie uznano by niewinnym, bo „nie uznał za grabież”
tego, że choćby jednej osobie zabrał jej własność nie uzyskując pozwolenia
lub co gorsza ukradł z bankowego skarbca pieniądze wielu innych ludzi,
nie zostałby wypuszczony wolny z łupem, o którym uznał, że może go wziąć;
natomiast uczciwie nie można uczynić tego, co grabieżą obiektywnie jest;
dlatego właściwa wymowa tego fragmentu jest zupełnie inna:
Flp 2,6-9:
„ὃς ἐν μορφῇ θεοῦ ὑπάρχων
οὐχ ἁρπαγμὸν ἡγήσατο τὸ εἶναι ἴσα θεῷ
ἀλλὰ ἑαυτὸν ἐκένωσεν μορφὴν δούλου λαβών
ἐν ὁμοιώματι ἀνθρώπων γενόμενος
καὶ σχήματι εὑρεθεὶς ὡς ἄνθρωπος
ἐταπείνωσεν ἑαυτὸν γενόμενος ὑπήκοος
μέχρι θανάτου θανάτου δὲ σταυροῦ
διὸ καὶ ὁ θεὸς αὐτὸν ὑπερύψωσεν
καὶ ἐχαρίσατο αὐτῷ τὸ ὄνομα τὸ ὑπὲρ πᾶν ὄνομα”
nie grabieży dopuścił_(się) tego, (aby)_być równym Bogu;
ale siebie_samego uczynił_pustym, wygląd sługi wziąwszy,
w upodobnieniu ludzi stawszy_(się)
i kształtem znaleźć_dawszy_(się) jako człowiek,
uniżył siebie_samego stawszy_(się) posłusznym
aż_do śmierci, śmierci zaś krzyża;
dlatego i ten Bóg go bardzo_wywyższył
i darował mu to imię, to ponad wszelkie imię.„
Właściwe znaczenie słowa „μορφῇ” („morfe”) jest poświadczone w Biblii
także w Mk 16,12, gdzie Jeszua ukazuje się 2 uczniom w innym wyglądzie,
ale nie objawia się jako ktoś przemieniony w byt nadludzki, np. w świetlistej formie,
lecz zostaje uznany za innego pielgrzyma wracającego ze Święta Przaśników
i zgodnie z relacją w Łk 24,13-35 rozpoznali go później po sposobie łamania chleba.
Mk 16,12:
„μετὰ δὲ ταῦτα δυσὶν ἐξ αὐτῶν περιπατοῦσιν ἐφανερώθη
ἐν ἑτέρᾳ μορφῇ πορευομένοις εἰς ἀγρόν”
w innym wyglądzie, podążającym na wieś.”
Greckie słowo „morfe” jest też składnikiem słów, które funkcjonują w polskim, np.:
1) „metamorfoza” – po prostu (i niemal dosłownie z greckiego) „zmiana wyglądu„,
2) „morfologia” – np. badanie krwi, które nie określa jej natury ani celu istnienia i działania,
ale zawartość widocznych składników, które można rozpoznać pod mikroskopem i policzyć,
jak to badanie było pierwotnie wykonywane przez wyszkolonego w tym analityka;
to słowo jest np. nazwą działów w biologii, które zajmują się budową roślin i zwierząt,
np. budową odnóży i skrzydeł czy kształtami łodyg, liści, kolców, dziobów lub rogów.
Gdyby Flp 2,6 czytał ktoś, komu nie wmówiono najpierw przekręconego sensu „morfe”,
to na pewno nawet nie pomyślałby, że niby może chodzić o „duchowy rodzaj bytu”;
tak jak osoba, która jeszcze nie używała ani nawet nie widziała w życiu komputera
nie zrozumie zdania „aby otworzyć okno naciśnij ikonę lewym przyciskiem myszy”,
w którym występujące kluczowe pojęcia rozpozna w zupełnie innych znaczeniach
(które dla odbiorcy były naturalne i oczywiste, zanim wymyślono i nadano nowe sensy)
i pomyśli raczej, że „okno otwiera się klamką”, a mysz nie ma z tym nic wspólnego,
bo po co komu mały polny gryzoń i religijny obrazek przy otworze w ścianie?
Zmiana znaczeń słów na „teologiczne” mocno wpływa i wypacza sens tekstu;
a inaczej niż technika, prawda na temat wiary jest objawiona od początku,
więc żadne zmiany w tym zakresie nie są potrzebne ani właściwe,
bo Bóg nie ukrywałby tego przez całą wcześniejszą historię…
Ponadto Kol 1,19; 2,9 nie mówią, że Jeszua sam był czy miał „pełnię Bóstwa”;
ale że ona zamieszkała w jego ciele, a zatem została w nim umieszczona,
co także jest stwierdzeniem znacząco innym niż typowe interpretacje…
W dalszej części tekstu Jeszua uniża się nie z pozycji Boga lub anioła do człowieka,
czego żaden człowiek nie mógłby naśladować, więc nie byłby to wzór do spełniania;
ale z pozycji władcy i mistrza do pozycji sługi funkcjonującego na równi z innymi.
On jest potomkiem króla Dawida mogącym domagać się dziedziczenia tronu,
on już jako dziecko zadziwiał członków Sanhedrynu znajomością i rozumieniem Tory,
więc mógł oczekiwać uznania, stanowiska i korzyści jakie można by z niego czerpać;
a jednak działał zupełnie inaczej, żeby skuteczniej przemieniać ludzi wokół siebie:
nie używał dla siebie swojej wielkości, co mogą też inni uczeni lub bogaci
czy mający w jakimkolwiek zakresie przewagę nad innymi ludźmi,
której da się tak używać dla siebie jak i nią podzielić z innymi,
ale właśnie podzielił się z nami wszystkim co miał.
Bardzo ważne jest także, że Flp 2,9 mówi, że Bóg Jeszuę wywyższył;
podczas gdy rzekomy powrót do wcześniejszego nadludzkiego życia Boga lub anioła
nie byłby wywyższeniem ale tylko odzyskaniem tego, co miałby mieć od początku;
co też potwierdza, że przed śmiercią Jeszua był po prostu wielkim człowiekiem,
a dopiero po zmartwychwstaniu i przemienieniu stał się kimś więcej niż ludzie.
Właściwy odczyt Flp 2,6 jest też świadectwem,
że J 5,18-19 mówi prawdę o fałszywym oskarżaniu Jeszui (Jezusa)
przez ludzi, którzy nie rozumieli właściwie jego słów i czynów;
bo ani nie naruszał Szabatu ani nie czynił się równym Bogu
(i nas nauczył nazywania Boga „Ojcem Naszym” – Mt 6,9-14);
a jedynie według błędnych kryteriów mogło się tak wydawać;
dlatego w J 5,19 odpowiedział na te fałszywe zarzuty
wskazując, że jedynie pośredniczy w dziełach Ojca.
2.3.3. Kol 1,15-16 i 1Kor 8,6 – Pierworodny i Powód Stworzenia
Kolejny fragment to Kol 1,15-16, który innymi słowami potwierdza „wygląd Boga”
nie oznaczający „natury”, ale raczej „wyobrażenie” i „widzialne ukazanie”,
bo Mesjasz przedstawiał nam jakim Bóg prawdziwie jest – cechy Ojca;
ale występują w tym tekście kontrowersje wynikające z innych słów:
Kol 1,15-16:
„ὅς ἐστιν εἰκὼν τοῦ θεοῦ τοῦ ἀοράτου
πρωτότοκος πάσης κτίσεως ὅτι ἐν αὐτῷ ἐκτίσθη τὰ πάντα
ἐν τοῖς οὐρανοῖς καὶ ἐπὶ τῆς γῆς τὰ ὁρατὰ καὶ τὰ ἀόρατα
εἴτε θρόνοι εἴτε κυριότητες εἴτε ἀρχαὶ εἴτε ἐξουσίαι
τὰ πάντα δι᾽ αὐτοῦ καὶ εἰς αὐτὸν ἔκτισται”
pierworodnym całego stworzenia, bo w jego stworzone_(zostały) te wszystkie
w tych Niebiosach i na tej Ziemi, te widzialne i te niewidzialne,
czy trony czy panowania czy zwierzchności czy władze,
wszystkie z_powodu niego i dla niego niego stworzone_(jest).”
Pierworodny ma oczywiście swój najprostszy, rodzinny sens:
to jest ten syn, który urodził się ojcu jako jego pierwsze dziecko
(Tora(h) mówi, że jako „otwierający łono” i tylko od żony rodzącej jako pierwsza)
i takie pierworództwo dotyczy tylko 1 syna i jest niezbywalne, nie przenosi się,
więc jeśli taki pierworodny umrze, to ojciec nie będzie miał już żadnego innego;
a trzymając się tylko tego 1 sensu trzeba by wnioskować „preegzystencję”,
żeby Jeszua (Jezus) koniecznie był najstarszym synem Boga.
Ale pierworództwo ma także sens społeczny:
to brat, który ma zostać przywódcą rodu, plemienia lub narodu
(zależnie od tego jaką funkcję w hierarchii społecznej pełnił ojciec)
podobnie jak miał np. „senior” w okresie rozbicia dzielnicowego w historii Polski.
W tym sensie pierworództwo jest potrzebne i zawsze musi być komuś przydzielone,
żeby nie dopuścić do utraty porządku i jedności, sprawienia chaosu i podziałów;
więc choć zwyczajowo otrzymuje je najstarszy syn (z tego wynika zbieżność nazw),
to gdyby umarł (jak Ar, syn Jahuda(ha)) lub się zhańbił (jak Reuben, syn Jakuba),
to może ono być przeniesione i przydzielone innemu, młodszemu synowi,
np. pierworodnym Jahuda(ha) jest Perec poczęty gdy Szela(h) był już dorosły,
a pierworodnym w Iszraelu jest Efraim (Jr 31,9) – 2. syn Josefa, 11. syna Jakuba
(bo Josef był pierwszym sprawiedliwszym niż starsi bracia, którzy chcieli go zabić);
co dowodzi, że Jeszua może być pierworodnym będąc z młodszego pokolenia.
Jeszua (Jezus) jest pierworodnym właśnie w tym drugim sensie,
bo został ustanowiony przywódcą dla ludzi – zwierzchnikiem pośród braci,
jak o tym napisał też apostoł Szaul (Paweł) w Rz 8,29:
Rz 8,29:
„ὅτι οὓς προέγνω καὶ προώρισεν
συμμόρφους τῆς εἰκόνος τοῦ υἱοῦ αὐτοῦ
εἰς τὸ εἶναι αὐτὸν πρωτότοκον ἐν πολλοῖς ἀδελφοῖς„
mających_jednakowy_wygląd_(z) tym obrazem tego syna Jego
ku tym byciu jego pierworodnym wśród wielu braci…”
Tak samo należy to rozumieć też w Obj 3,14;
gdzie „αρχη” („arche„) to nie „początek”, ale „zwierzchnik„,
tak samo jak jest np. w nazwach „archanioł” czy „arcykapłan”
(ten drugi powinien obejmować urząd w każdym pokoleniu
i nie musi być najstarszy, ale raczej z rodu dziedziczącego),
których wyróżniający człon stanowi to greckie słowo
i czego przykład występuje tu w Kol 1,16.
1Kor 8,6:
„ἀλλ᾽ ἡμῖν εἷς θεὸς ὁ πατήρ
ἐξ οὗ τὰ πάντα καὶ ἡμεῖς εἰς αὐτόν
καὶ εἷς κύριος Ἰησοῦς Χριστός
δι᾽ οὗ τὰ πάντα
καὶ ἡμεῖς δι᾽ αὐτοῦ”
od którego to wszystko i my do Niego
oraz jeden władca, Jeszua Mesjasz,
z_powodu którego to wszystko
i my z_powodu niego.”
Drugim mylącym słowem w przekładach Kol 1,15-16 i 1Kor 8,6 jest „przez”,
które tak samo jak grecki oryginał „δι᾽” („dia”) ma między innymi 2 znaczenia:
– „przez” to „za pośrednictwem”, np. „transmitujemy nabożeństwo przez Internet”,
co w sposób oczywisty oznacza, że Internet jest pomiędzy nadawcą i odbiorcami;
– „przez” to „z powodu”, np. „ja mówię ten wykład przez twórców herezji preegzystencji„,
co na pewno nie oznacza, że ci heretycy wygłaszają mój wykład przeciwko nim,
ale że ja przygotowałem go z powodu tego, że oni ją stworzyli – w celu jej obalenia;
a często fraza „to przez niego” jest używana do przenoszenia odpowiedzialności
i oznaczając „to jego wina” wskazuje, że ktoś miałby być powodem czynu.
Znaczenie słowa „δια” potwierdzają też np. wersety Hbr 3,19; Mt 13,58;
w których „niedowiarstwo” jest powodem, a nie wykonawcą braku cudów.
Frazy „przez” i „z powodu” nie mają alternatywnych znaczeń,
ale „przez” ma szerszy zakres sensów, który obejmuje też „z powodu”.
Kol 1,15-16 i 1Kor 8,6 mówią o tym, że świat został stworzony z powodu tego,
że ma zostać powierzony władzy Jeszui Mesjasza, który będzie jego królem
i głównym zamysłem Boga jest właśnie to, że tak uczyni cały świat doskonałym;
dlatego właściwie „w jego stworzone_(zostały) te wszystkie” (a nie „w nim…”)
i podobnie też np. Za 12,10 poprawnie mówi „mojego”, a nie „mnie”,
bo samego Boga nikt nie przebił, nie zabił ani nawet nie może zranić.
2.3.4. Hbr 1-2 – Mówienie w Synu i Działanie z powodu Syna, Anioł czy Człowiek?
Ten sam problem, ale też potwierdzenie rozwiązania występuje w Hbr 1,1-2;
gdzie polskie przekłady zwykle używają słowa „przez” kilkakrotnie:
najpierw co do mówienia „przez proroków” oraz „przez syna”,
a potem co do stworzenia świata podobnie jak we wcześniejszym liście;
bardzo znacząca różnica występuje jednak w tekście greckim,
bo tam mówienie jest „ἐν υἱῷ” („en (h)yio„) – „w synu„
i „ἐν τοῖς προφήταις” („en tois profetais„) – „w tych prorokach„,
ale inaczej stworzenie „δι᾽ οὗ” („dia ou„) – „z_powodu niego„
i użycie różnych słów wyraźnie wskazuje intencję różnych znaczeń.
Hbr 1,1-2:
„πολυμερῶς καὶ πολυτρόπως
πάλαι ὁ θεὸς λαλήσας τοῖς πατράσιν ἐν τοῖς προφήταις
ἐπ᾽ ἐσχάτου τῶν ἡμερῶν τούτων ἐλάλησεν ἡμῖν ἐν υἱῷ
ὃν ἔθηκεν κληρονόμον πάντων δι᾽ οὗ καὶ ἐποίησεν τοὺς αἰῶνας”
od_dawna ten Bóg powiedziawszy tym ojcom w tych prorokach;
w ostatnich tych dniach oto powiedział nam w synu,
którego ustanowił dziedzicem wszystkiego, z_powodu którego i uczynił te wieki.”
Bardzo istotne w tym fragmencie,
który zupełnie wbrew treści jest używany jako niby „dowód” „preegzystencji”
jest także to, że podaje objawienia w prorokach i w synu jako przeciwstawienia:
– najpierw „od dawna”, „tym ojcom” i „w tych prorokach” – wiele różnych wcześniej;
– potem „w ostatnich tych dniach”, „nam” i „w synu” – jedno teraz.
Nie jest to oczywiście przeciwieństwo treści, które jest niedopuszczalne w Torze,
ale wyraźne wskazanie jakościowej wyjątkowości formy objawienia w synu,
jakiego nie było nigdy wcześniej (a nie było pośrednim składnikiem innych,
jak musiałoby by być, gdyby np. Jeszua był aniołem mówiącym do proroków),
co potwierdza też np. Ga 4,4 o „posłaniu syna gdy przyszło spełnienie czasu„.
Dalej w tekście w wersecie Hbr 1,5 pojawia się pytanie:
„do którego z aniołów powiedział: 'synem Moim jesteś…'”;
co jest przykładem poważnego problemu „chrześcijaństwa” w podejściu do Biblii:
nie wiedząc o czym jest tekst, nie szuka się faktów, które to wyjaśnią i pozwolą zrozumieć,
ale często jedynie zgaduje i zakłada odpowiedź według swoich oczekiwań i przekonań,
po czym dopowiada do tekstu taką wykładnię, że już nic innego nie będzie pasować.
Pozabiblijnym przykładem tego jest dowcip:
„Ksiądz na katechezie zadaje dzieciom zagadkę:
’co to jest – zbiera orzechy, skacze po drzewach i ma długi rudy ogon?’
Urwis Jasiu wyrywa się do odpowiedzi i mówi:
’opis pasuje do wiewiórki, ale jak księdza znam, to może być Jezus!'”
Po czym konsekwencją dogmatyzacji uznania takiej odpowiedzi
staje się to, że przestanie się kojarzyć rude ogony z wiewiórkami,
bo obowiązujący pogląd będzie łączył tę cechę z takim „Jezusem”,
którego tego rodzaju interpretacją czyni się jednym z aniołów.
Właściwe odpowiedzenie na pytanie zadane w Hbr 1,5 trzeba zacząć od tego,
że głównym tematem Biblii jest relacja ludzkości z Bogiem w historii ludzi,
zaś sprawom aniołów poświęca ona bardzo mało uwagi – pojedyncze zdarzenia;
dlatego niewiele wiemy o tym, co Bóg mówił lub czego nie mówił do aniołów
i bardzo mało można w tej spawie potwierdzić, a niemal niczego wykluczyć.
Być może cytowanych tu słów Bóg nie powiedział do żadnego anioła,
a być może nazwał tak wszystkich aniołów, bo Biblia ich tak nazywa,
np. Hi 1,6; 2,1 mówią o zgromadzeniu „synów Bożych” przed Bogiem,
w których uczestniczy też Szatan – wobec czego czy to się podoba czy nie,
trzeba dopuścić też myśl, że Bóg także Szatana mógł nazwać synem;
czemu nie przeczy fakt, że Szatan występuje przeciw porządkowi Boga,
bo np. król Dawid też miał synów, którzy później stali się jego wrogami…
Rozważając jednak sprawę w szerszym kontekście – z nieco dalszymi wersetami Hbr 2,5-8,
List do Hebrajczyków zapowiada podporządkowanie świata (w tym aniołów) człowiekowi,
zatem odpowiedź nie musi być ograniczona możliwościami podanymi w pytaniu,
ale może chodzić właśnie o to, żeby znaleźć rozwiązanie, które to uwzględnia
tak jak np. na pytanie-płapkę „czy przestałeś już bić swoją żonę, tak czy nie?”
właściwie lepiej jest i trzeba odpowiedzieć „nigdy nie biłem swojej żony”
wychodząc poza granice sugerowanych i oczekiwanych odpowiedzi.
Ponieważ wiadomo, że Hbr 1,5 cytuje z Ps 2,7 (a Hbr 2,5-8 z Ps 8,5-7);
powinno to kojarzyć się z obietnicami Boga dla Dawida – 2Sm 7,4-17; 1Krn 17,3-15
i co najmniej 5 tekstów w Biblii mówi wprost, że dotyczą Szlomo(ha) (Salomona):
1Krl 6,11-13; 1Krl 8,12-26; 1Krn 22,7-11; 1Krn 28,1-9; 2Krn 6,7-11.
Szlomo(h) jednak nie żył wiecznie, więc musi chodzić też o jego potomków
i Jeszua (Jezus) zaliczając się do tego grona jest też przedmiotem tej obietnicy;
którą otrzymał nie jako anioł, lecz ten, który ma zostać także ich królem
wybranym z pośród ludzi, którym poddany ma być przyszły świat;
co w odniesieniu do Jeszui (Jezusa) potwierdzają słowa z Dz 13,32-33,
które jasno wskazują też czas spełnienia tego po zmartwychwstaniu.
W Hbr 1,8 przekłady wprowadzają błędną formę wołacza „o Boże!”,
podczas gdy powinno to być rozumiane z biernikiem „ten Bóg”,
bo Bóg jest źródłem i podporą władzy królów Iszraela
i zgodnie ze źródłem z Ps 45,6-7/7-8 przez wiele wieków
czytano je jako błogosławieństwo dla króla-człowieka:
dla Szlomo(ha) (Salomona), którego nikt nie uważał za Boga.
Kolejne ważne słowa z tego fragmentu to Hbr 1,13 cytujące z Ps 110,1;
które zgodnie z Mt 22,43-45 są słowami (od) Dawida, syna Iszaja
(a nie „dla Dawida”, jak hipotetycznie można by tłumaczyć pierwsze słowa
bez wyjaśnienia Jeszui o tym, że to Dawid mówi w tym Psalmie).
W „chrześcijaństwie” z doktryną „preegzystencji” zakłada się,
że król Dawid mówi o Jeszui – duchowym Mesjaszu, który miałby być ponad nim;
jednak w rzeczywistości Dawid mógł ułożyć ten Psalm znacznie wcześniej,
zanim sam został królem, a jego królem i Mesjaszem był wtedy Szaul,
który miał prowadzić Iszraela do zwycięstw w wojnach z wrogami.
1Sm 16,23; 18,10 świadczą, że Dawid grał dla króla Szaula,
a 1Sm 24,9-11/10-12 dowodzi, że nazywał go Mesjaszem i Władcą/Panem
i zanim sam został królem, uznawał namaszczenie swojego poprzednika.
Król Szaul oczywiście ciężko zgrzeszył i swoje Mesjaństwo utracił,
dlatego ten Psalm Dawida, który mógł być dla niego śpiewany,
dotyczy raczej funkcji niż konkretnej osoby, która ją pełni
i jak chciał to pokazać Jeszua pytając peruszim (faryzeuszów)
wskazuje, że Mesjasz to więcej niż tylko potomek Dawida,
bo nie tylko jedna osoba, która została namszczona przez Boga,
ale wszyscy, którzy zostali wybrani, w tym Dawid i poprzednicy;
jednak nie wyklucza to szczególności Mesjasza – potomka Dawida,
którym jest Jeszua (Rz 1,1-4), który utrzyma i spełni Mesjaństwo do końca,
doprowadzi wszystko do celu, dla którego zostało ustanowione.
Ogólnie czytając pierwsze 2 rozdziały Listu do Hebrajczyków
i rozumiejąc przytoczone w nich cytaty w kontekstach ich źródeł
trzeba zauważyć, że inaczej niż zwykle interpretują „chrześcijanie”
nie są to tylko słowa, które mówią o synu Boga, o Mesjaszu,
ale raczej przedstawia to tak ułożony dialog Ojca z synem,
w którym nie tylko Bóg wywyższa Mesjasza – człowieka,
ale też Mesjasz – śmiertelny człowiek zwraca się do Boga, np.:
– Hbr 1,10-12 – Ps 102,25-27;
– Hbr 2,12-13 – Ps 22,22-23; 22,1-11.
Cały ten dialog Ojca z synem składa się z wypowiedzi:
– Hbr 1,5 – Ps 2,7 – mówi Ojciec do syna;
– Hbr 1,6 – Ps 97,7 – mówi syn do Ojca;
– Hbr 1,7-9 – Ps 104,4; 45,6-7/7-8 – mówi Ojciec do syna;
– Hbr 1,10-12 – Ps 102,25-27 – mówi syn do Ojca;
– Hbr 1,13 – Ps 110,1 – mówi Ojciec do syna;
– Hbr 2,5-8 – Ps 8,5-7 – mówi Ojciec do syna;
– Hbr 2,12-13 – Ps 22,22-23; 22,1-11 – mówi syn do Ojca.
2.3.5. J 1,1-18 – Słowo Boga i Cel „Prologu” Ewangelii
J 1,1:
„ἐν ἀρχῇ ἦν ὁ λόγος
καὶ ὁ λόγος ἦν πρὸς τὸν θεόν καὶ θεὸς ἦν ὁ λόγος”
i to Słowo było u tego Boga i Boga było to Słowo…”
Fragment J 1,1-18 jest używany do promowania „preegzystencji” Jeszui (Jezusa)
przy wmówionym do tekstu założeniu, że „Słowo” to miałoby być imię Mesjasza,
zaczerpniętym z greckiej filozofii, głównie stoicyzmu znanego około 300 lat wcześniej;
gdzie jest to uosobiony sens – rozum świata kształtujący rzeczywistość
(taki środek stylistyczny, poetyckie podobieństwo, a nie „bóg” będący osobą,
bo to filozofia – wymyślany sposób rozumienia świata, a nie religijna wiara);
co do zhellenizowanego nurtu judaizmu wprowadził Filon z Aleksandrii
(dla którego „Logos” to był Umysł Boga, a nie jakiś odrębny byt, nie inna osoba),
gdzie później rozwinęła się herezja modalizmu (że Ojciec i syn to 1 osoba,
która po prostu działa i objawia się na różne sposoby, jakby w maskach),
która później została tam przekształcona w doktrynę o „trójcy”.
Jeden z głównych propagatorów i obrońców modalizmu, Atanazy z Aleksandrii, Propagatorzy „trójcy”, żeby przekonać ludzi, że było o niej nauczane od początku, W rzeczywistości wcześniej obowiązujące było pojmowanie subordynacjonistyczne Wbrew „popularnej historii” sobór w Nicei nie odbył się z powodu „herezji arian”, Jeśli początkiem „kontrowersji ariańskiej” było nauczanie patriarchy Aleksandra, Skoro zarówno Atanazy w Serdyce w 343 roku n.e. W rzeczywistości uczestnicy soboru w Nicei w 325 roku n.e. Biskupi zachodu na synodzie w Serdyce w 343/344 roku n.e. uchwalili Podział „chrześcijaństwa” podawany w uproszczeniu jako „zachód-wschód”, Aby właściwie dowiedzieć się i zrozumieć co i dlaczego się wydarzyło W pierwszych wiekach „chrześcijaństwa” istniały różnorodne i mocno sporne poglądy, Wbrew temu jak tę sprawę często przedstawiają różni „antytrynitarze” Znacznie gorszą uchwałą soboru w Nicei jest jednakO Powstaniu Odstępczej Doktryny Trynitarnej
Głoszący modalizm patriarcha Aleksander I nie był w stanie w sporze pokonać
prezbitera Ariusza, który jako bardziej ortodoksyjny miał większe poparcie,
przeciw któremu nie wystarczyła pomoc z Rzymu i kilka lokalnych synodów
(w sporze niższego duchowego z jednym z 3/4 najważniejszych w tamtym czasie!)
najpierw w samej Aleksandrii, a potem także w patriarchacie Antiochii
(Aleksandria 318/323, Bitynia 324, Cezarea 324, Aleksandria 325, Antiochia 325),
które miały na celu pozbawienie Ariusza poparcia stamtąd – też nieskutecznie,
bo liczne grono biskupów opowiadało się za Ariuszem i przeciw Aleksandrowi
nie uznając i znosząc potępiające Ariusza postanowienia na własnych synodach.
Modalizm (też) został obalony i potępiony na soborze w Nicei w 325 roku n.e.
(gdzie nie zajmowano się nieistniejącą jeszcze wcale doktryną o „trójcy”,
czego najlepszym dowodem jest fakt, że niemal pominięto Ducha Świętego,
któremu nie poświęcono uwagi w dyskusji i nie ma jego definicji w „credo”;
ale modalizmem i różnymi subordynacjonizmami (podporządkowaniami syna)
od skrajnego adopcjanizmu przez arianizm po bardziej kompromisowe poglądy:
rozważając tylko problem relacji i hierarchii Ojca i syna).
przekształcił go w „trójcę„ dopiero po synodzie w Serdyce w 343 roku n.e.
(bo w Serdyce wciąż jeszcze potwierdzał swoje modalistyczne stanowisko,
które oficjalnie odrzucił później, np. w liście z Aleksandrii z 362 roku n.e.,
a zostało potępione np. przez sobór w Konstantynopolu w 381 roku n.e.;
„Acta synodalia ab anno 50 ad annum 381”, Wydawnictwo WAM, Kraków 2006:
„formuła wiary” na stronach 143-145 mówi o „jednej hypostasis” – „jednej osobie”,
co mimo dalszego zdania, że „nie mówimy, że Ojciec jest Synem ani odwrotnie”
nie jest rozróżnieniem osób, ale rozróżnieniem funkcji spełnianych przez osobę
tak jak np. mimo zdania, że „rolnik nie jest stolarzem ani strażakiem”
jedna osoba może być jednocześnie rolnikiem, stolarzem i strażakiem:
– być właścicielem pola i uprawiać na nim jakieś zboża lub warzywa;
– w międzyczasie pracować i zarabiać wytwarzając lub naprawiając meble;
– w razie potrzeby uczestniczyć w gaszeniu pożarów i akcjach ratunkowych
jako członek ochotniczej straży pożarnej funkcjonującej w swojej wsi;
ten sam człowiek jest synem swego ojca i ojcem swoich dzieci jednocześnie)
i później został autorem doktryny, w której formalnie zdefiniował cechy „trójcy”,
w której „sposoby objawień 1 osoby„ zmienił na „osoby składowe 1 substancji„;
żeby w zawiłościach niezrozumiałych pojęć ukryć wyrażenie tej samej idei
(potrzebował rozdzielić „osoby”, których odrębność została udowodniona
np. przy pomocy Mt 26,39; Mk 14,36; Łk 22,42: „nie ta wola moja, ale ta Twoja”
oraz Mt 24,36; Mk 13,32: „nikt (nie)_wie, (…) ani ten syn, jeśli nie_[tylko] ten Ojciec„,
co wskazuje rozdzielność i odmienność woli, świadomości, tożsamości i wiedzy
oraz pod każdym względem wyższość Ojca nad synem, który się podporządkowuje;
ale wciąż za wszelką cenę chciał zachować je jako 1 byt uznawany jako „bóg”);
lecz mimo wprowadzenia doktryny, która miała zakończyć ten spór, to się nie stało
i „trójca” jest subordynacjonistyczna w prawosławiu, a modalistyczna w katolicyzmie,
bo nadal kluczowe dla tej doktryny pojęcia są interpretowane na różne sposoby,
np. jak je w IV-V w. n.e. wyjaśniali Grzegorz z Nazjanu albo Augustyn z Hippony:
w jednej najważniejsza jest odrębność i zależności osób, a w drugiej jedność „bóstwa”,
według pierwszego z nich „Ojciec jest jedynym źródłem boskości i jej przyczyną w synu„,
a drugiego „trójca jest prosta i niepodzielna„ – „osoby boskie” nie są oddzielnymi bytami
i po Nicei takie różnice były przyczyną wzajemnych ciężkich obelg, potępień i wykluczeń,
a spór zaostrzyło dopisanie słowa „Filioque„ („i Syna„) o pochodzeniu Ducha Świętego
(a już samo pochodzenie Ducha wcześniej obalało równość z Ojcem i „trynitarne bóstwo”)
uchwalone lokalnie na III synodzie w Toledo w 589 roku n.e. i stopniowo rozpowszechniane,
a następnie przyjęte w Rzymie w 1014 roku n.e. jako obowiązujące w całym katolicyzmie,
co nie zostało zaakceptowane na wschodzie i dopełniło trwający rozłam „Kościoła”
będąc jedną z głównych przyczyn „wielkiej schizmy wschodniej” w 1054 roku n.e.
(choć wcześniej wielokrotnie dochodziło już do sporów, potępień i wyłączeń na tym tle);
ale poza „wybitnymi teologami” większość „chrześcijan” nawet nie wie o co chodzi,
bo nigdy nie uczono ich szczegółów doktryny, tylko nakazano prostą „(nie)prawdę wiary„,
od czego jeszcze bardzo daleka droga do zrozumienia (absurdu) tej sprawy,
więc w praktyce większość „chrześcijan” wcale w to nie wierzy…
wmawiają ją do wydarzeń i świadectw wcześniejszych niż powstanie tej doktryny,
choć w rzeczywistości wykorzystywane słowa mają tam całkiem inne znaczenia
(zatem samo wystąpienie wcześniej nie świadczy, że już wyrażało tę doktrynę), np.:
– Nawet sama „trójca” nie ma definicji ze „wpół-bóstwem” i „równością osób„
(najstarsze udokumentowane użycia tej nazwy z przełomu II i III wieku n.e.
przez Teofila z Antiochii i Tertuliana wykazują mocno odmienne zrozumienia,
bo Teofil pisał o „Bogu, Słowie i Mądrości” z ich hierarchią ku człowiekowi;
zaś Tertulian o czasie gdy syna nie było i o podporządkowaniu syna Ojcu,
a poza tym zaświadczył też np., że słowa o „ciele i krwi” mają sens symboliczny;
po czym brakuje świadectw używania słowa „trójca” w następnych 100 latach
i nawet Euzebiusz z Cezarei nie wspomina później tych stwierdzeń w historii,
gdy opisuje tych autorów, ich dokonania i pozostawione pisma (HE IV 24; II 2; V 5));
istnienia i hierarchii Ojca, syna i nie tylko jednego szczególnego Ducha Świętego,
ale wielu duchów Świętego (np. aniołów – Obj 1,4.20; 3,1; 8,2) nikt nie podważa;
i wbrew wymysłom modalistów powszechnie uznawana grecka wersja Mt 28,19
wcale nie świadczy, że wymienione tam byty muszą być tożsame lub równe,
bo np. „zanurzenie Jochanana (Jana)„ także jest poprawnym biblijnym obrzędem
dowodzącym, że stworzony człowiek mógł to ustanowić z upoważnieniem Boga.
– Słowo „ὁμοούσιος” („homoousios”) – „współistotny” kluczowe i sporne w Nicei
zostało wcześniej użyte przez Pawła z Samosaty by uzasadnić jednoosobowość Boga
(jako opisujące części jednego ciała, np. różne gałęzie wyrastające z jednego drzewa)
i jego przeciwnicy najpierw je odrzucili i potępili, a potem użyli w zmienionym sensie.
– Wielu subordynacjonistów uznawało „wyznanie wiary” uchwalone w Nicei
i interpretowało je w sposób zgodny z wiarą w wyższość Ojca nad synem,
o której nawet po przemienieniu syna mocno świadczy np. 1Kor 15,27-28
wskazując pewnie, że to będzie ostateczny stan na wieczność.
i to znacznie bardziej radykalne, ludzkie, niż to, którego głosicielem był Ariusz;
bo np. Paweł z Samosaty od około 260 roku n.e. był patriarchą Antiochii
i inni biskupi wybrali go na najstarsze wtedy istniejące stanowisko w tej randze
(ze względu na zburzenie przez Rzymian Jeruszalaim i rozproszenie tego zboru;
Antiochia miała wyższy prestiż od pozostałych patriarchatów Aleksandrii i Rzymu,
które rywalizując z nią o wpływy i władzę dążyły do obniżenia jej autorytetu,
żeby wyprzedzić ją w poważaniu przez innych i zdobyć pierwszeństwo dla siebie).
Jak wielu innych biskupów reprezentujących skrajne i sporne stanowiska
także i jego przeciwnicy i zwolennicy odwoływali i przywracali na urząd
zwołując w tym celu swoje niezależne, przeciwne innym frakcjom synody.
Jest on znany z nauczania adopcjanizmu – usynowienia Jeszui przez Boga
podobnie jak w I wieku n.e., na początku mesjanizmu, głosili o tym ebionici
czy wspominany w sprawie Pawła z Samosaty poprzedzający go Artemon
(Historia Kościelna V 28,1-2; VII 27-30; List Synodu z Antiochii z 269 roku n.e.),
a wcześniej np. Berylus z Bostry, Natalius z Rzymu i Teodotus z Bizancjum
(o których wspomina np. Historia Kościelna VI 20,1-2; 33,1-4; V 28,6-9;
a związanie z nimi różne miejsca świadczą o rozpowszechnieniu tego, co głosili).
W opracowaniach tego jednak widać brak wiedzy lub właściwego zrozumienia,
bo adopcjanizm i modalizm są łączone i przedstawiane jako monarchianizm,
bo podobnie wyrażają pogląd o „jednej zasadzie„, „jednej zwierzchności„,
czyli o uznawaniu tylko samego Ojca jako jedynego prawdziwego Boga (J 17,3),
choć czynią to w skrajnie różne i zupełnie sprzeczne sposoby które się wykluczają:
– w adopcjanizmie syn to zwykły człowiek, którego Bóg wybrał, przyjął za syna
i obdarzył swym Duchem, żeby ten człowiek mógł objawiać Jego prowadzenie,
do czego doszło podczas ludzkiego życia (np. po narodzeniu lub zanurzeniu),
zatem występują wyraźnie różne osoby i hierarchia z Ojcem ponad synem;
– w modalizmie Ojciec stał się synem postanawiając o objawieniu się w człowieku,
zatem nie ma rozróżnienia osób, a jedynie kilku funkcji pełnionych przez 1 osobę.
Uczniem Pawła był Lucjan z Antiochii (prawdopodobnie też pochodzący z Samosaty),
na którego Ariusz powołuje się w liście („sylloukianistes” – „współ-Lucjansta”),
i Lucjan był nauczycielem Ariusza, Euzebiusza z Cezarei i Euzebiusza z Nikomedii
(ostatni to biskup cesarzy i później jeden z pierwszych arcybiskupów Konstantynopola,
być może praktycznie już jak patriarcha, choć formalnie tę stolicę wywyższono później,
którego inaczej niż wielu innych nie usunięto z urzędu, był uznawany na wschodzie),
którzy przewodzili subordynacjonistom i przed soborem w Nicei i po nim.
bo to subordynacjoniści reprezentowali na nim bardziej konserwatywne stanowiska,
które były uznawane, a nawet dominujące jeszcze przez wiele dziesiątek lat później
i „arianizm” nie był nową, małą herezją, do której przekonana została garstka biskupów,
bo subordynacjonizm wyznawała i popierała wtedy większość biskupów wschodu
(także w wersjach innych niż Ariusz, w tym też nie uznając Mesjasza za Boga):
w tym w szczególności przewodzący im wtedy Euzebiusz z Nikomedii,
a wcześniej Lucjan z Antiochii, Paweł z Samosaty, Artemon, Berylus z Bostry,
Natalius z Rzymu, Teodotus Młodszy, Teodotus z Bizancjum i ebionici,
co potwierdza uznawanie i wyznawanie takiej chrystologii od I wieku n.e.;
człowieczeństwa Jeszui i przyjęcia przez niego Logosu nauczał też Orygenes
(„Περὶ Ἀρχῶν” („Peri Archon”) – „O Początkach/Zwierzchnościach” II 6,4;
uważając przy tym jednak nietypowo, że wszystkie ludzkie dusze preegzystowały),
którego poglądy były subordynacjonistyczne jak większości teologów wtedy;
zaś modalizm Aleksandra i Atanazego był nową falą narastającego odstępstwa,
które po obalaniu kolejnych błędów zmieniało się i stawało coraz bardziej mylące,
z którego dopiero w kolejnych latach wyłoniła się nowa doktryna o „trójcy”
(która została sformalizowana na synodzie w Aleksandrii w 362 roku n.e.),
która obecnie wciąż ma cechy tej herezji, z której się wykształciła.
Spór w IV wieku n.e. zaczął się od herezji patriarchy Aleksandra z Aleksandrii,
przeciw której wystąpił podlegający mu prezbiter Ariusz mający silne poparcie
(Sokrates Scholastyk (z Konstantynopola), Historia Kościoła, rozdział 5),
dlatego Aleksander też szukał dalszej pomocy dla siebie i zwoływał synody.
któremu sprzeciwił się prezbiter Ariusz uznający je za przejaw sabelianizmu
i argumentujący to stwierdzeniem, które dużo wcześniej napisał np. Tertulian, to:
– gdyby hierarcha Aleksander nie miał na myśli faktycznie heretyckich poglądów,
to mógłby wyjaśnić swoje stanowisko, z łatwością odeprzeć wątpliwości i zarzuty
oraz przekonać wszystkich słuchaczy, w tym Ariusza, do tego, co chciał pokazać,
zaś odpowiadanie na pytania po wykładzie powinno być normalnym obowiązkiem;
– gdyby Ariusz w ramach swojej krytyki przedstawił jakiś istotnie heretycki pogląd,
to Aleksander miał by zarówno merytoryczne argumenty jak i władzę zwierzchnią
żeby Ariusza skutecznie potępić, zdjąć z urzędu i całkiem usunąć ze społeczności
w obecności potrzebnych do tego świadków i sędziów – innych biskupów patriarchatu.
Skoro jednak niższej rangi duchowny mógł wejść w ostry spór ze swoim patriarchą
i nie ulec mimo dołączenia Hozjusza z Kordoby – ważnego biskupa z patriarchatu Rzymu,
który został przysłany z pełnomocnictwem cesarza i opowiedział się za Aleksandrem;
to Ariusz musiał mieć znacznie większe poparcie innych biskupów i społeczności,
która w znacznym stopniu opowiedziała się po jego stronie i przeciw przełożonemu
(np. list z synodu w Aleksandrii w 318/323 roku imiennie podaje 15 duchownych,
a Aleksander nie musiał znać wszystkich przeciwników na wczesnym etapie sporu;
tekst potępia też znacznie wcześniejsze stwierdzenia Teofila, Tertuliana i Orygenesa,
którzy są opisywani przez Euzebiusza z Cezarei pozytywnie – jako obrońcy wiary);
w związku z czym do rozstrzygnięcia tej sprawy trzeba było zwołać wielki sobór;
co wskazuje, że to raczej stanowisko Ariusza było bliższe ortodoksyjnego.
jak i Aleksander w Aleksandrii przed soborem w Nicei
wyznawali modalizm, którego ślady pozostały w „trójcy”,
to katolickiej „trójcy” na pewno jeszcze w Nicei nie było,
bo nawet jej twórca miał wtedy istotnie inne stanowisko.
nie uważali go za fundamentalny i nie mieli świadomości jego doniosłości,
bo jeszcze przez ponad 20 lat próbowali tworzyć inne wyznania wiary,
a postanowienia tylko niektórzy udokumentowali w prywatnych pismach,
nie powstał zaś oficjalny „kanoniczny dokument z rozstrzygnięciami”,
który zostałby utrwalony i rozpowszechniony jako obowiązujący pewnik;
a zdecydowały o tym dopiero późniejsze synody, sobory i patriarchowie
i dopiero po latach postanowienia i kanony z Nicei uzyskały swój status.
Tak czy inaczej historycy z epoki względnie zgodnie potwierdzają jednak,
że „chrześcijaństwo” nie miało wtedy jednego centrum ani przywódcy,
lecz dzieliło się na kilka niezależnych i suwerennych patriarchatów,
które miały pełną jurysdykcję nad przypisanymi do nich terytoriami:
kanony 6. i 7./8. wskazują Aleksandrię, Rzym, Antiochię i Jeruszalaim
(Rufin(us) z Akwilei pomija Antiochię, którą wykazuje Anonim Cyzikenus
i Jan Scholastyk (z Antiochii), późniejszy patriarcha Konstantynopola;
a której znaczenie potwierdzają inni kronikarze „Kościoła” z IV/V wieku,
np. Euzebiusz z Cezarei, Sokrates Scholastyk, Sozomen, Teodoret z Cyru
czyniąc to w związku z relacjami wydarzeń lub spisami patriarchów)
i zwykle nie umieszczają przy tym Rzymu na pierwszym miejscu
ani nie przypisują mu zwierzchności nad innymi patriarchatami,
co w Rzymie uchwalono na swój temat później i nie wszyscy to uznali.
W szczególności np. 4. kanon soboru w Nicei poświadcza zasadę,
że do namaszczenia nowego biskupa konieczna jest zgoda patriarchy
oraz udział wszystkich już wybranych biskupów w patriarchacie
(co najmniej 3 osobiście, a przebywający zbyt daleko mogą listownie),
którzy muszą wyrazić swe opinie i decydują większością głosów,
co w starożytności nie mogło by działać globalnie.
np. zakaz przenoszenia się biskupów z jednego do innego miasta
(uznając wielkość miasta i liczebność zboru za wyznacznik ważności,
czym mocno ograniczyli możliwość „awansu” biskupom z „prowincji”,
a powinny to być raczej staż wiary, wiedza i dobre świadectwo życia)
oraz zakaz nauczania i rozsądzania sporów w innych biskupstwach
(chyba, że na zaproszenie lub prośbę biskupa miejsca lub metropolity,
który może wysyłać w takim celu na całym podległym sobie obszarze;
a poza patriarchatem miałby decydować biskup Rzymu – wbrew kanonom z Nicei;
właściwie strony powinny razem szukać rozjemcy, którego uznają za neutralnego,
który nie musi być zawsze ten sam, bliższy różnym stronom w różnych sprawach).
Biskupi wschodu, którzy odmówili udziału w tamtym synodzie i zebrali na własnym
(z powodu udziału przeciwników, którzy już zostali pozbawieni funkcji i wyłączeni)
mieli w tym zakresie zupełnie inne stanowisko i nie uchwalili takich kanonów,
uznając za ważny i dobry wzór np. biblijne listy i podróże misyjne apostołów,
którzy troszczyli się o inne zbory i pomagali rozwiązywać ich problemy,
np. Kefa (Piotr) według tradycji był biskupem Antiochii, a potem Rzymu
(choć Pismo świadczy pewnie raczej o Jeruszalaim, Antiochii, Azji i Babilonii),
podobnie Szaul (Paweł) podróżował, a nie był związany z jednym miastem;
a także liczne własne przykłady z najnowszej historii, np. w sprawie Ariusza,
gdy Euzebiusz z Nikomedii i Hozjusz z Kordoby popierali przeciwne strony,
a teraz drugi z nich chciałby zabronić wszystkim tego, co sam uczynił.
Rozważając zmianę miejsca motywowaną nie ambicją, a potrzebą służby
postanowienia zachodnich biskupów okazują się zbędne i szkodliwe;
ponadto jasne jest, że żadna społeczność nie zamieni dobrego biskupa
na obcego przybysza, którego nie zna i nie ma on w niej autorytetu,
więc cała sprawa istnieje tylko tam, gdzie biskupi są uważani za złych.
Wbrew wspomnianym kanonom biskupi zachodu wielokrotnie próbowali
obalać biskupów na wschodzie i ustanawiać w ich miejsce własnych,
a także propagować tam własną chrystologię i zwalczać przeciwną.
Najważniejsze fakty i cechy patriarchatów:
1. Jeruszalaim to niewątpliwie pierwsza stolica mesjanizmu
będąca jego centrum jeszcze zanim Ewangelię głoszono w innych miastach.
Dzieje Apostolskie świadczą, że przełożonym tej społeczności był Jakub,
u którego odbywały się zgromadzenia starszych i który przemawiał ostatni,
żeby jego stanowisko nie wpływało i nie ograniczało mniej ważnych braci,
ale z uwzględnieniem wszystkiego podsumowywało i rozstrzygało dyskusję
(taki jest też porządek obradowania sądów w judaizmie według Talmudu).
Do Jeruszalaim kierowano do osądzenia trudne i sporne sprawy,
żeby wyrok apostołów stanowił obowiązującą wykładnię Prawa Boga
i wyznaczał jak należy właściwie i wiernie postępować.
Społeczność z Jeruszalaim rozproszyła się i ten zbór utracił znacznie
w związku z powstaniem i oblężeniem miasta, przed którym mieli uciec.
po czym powrót tam Jahudim (Żydów) był przez wieki zakazany.
2. Antiochia to miejsce, dokąd wierni Jahudim (Żydzi) uciekli od prześladowań,
tam na większą skalę zaczęło się też głoszenie Ewangelii innym narodom
i tam po raz pierwszy nazwano uczniów „chrystusowymi” / „chrystusanami”.
W początkowym okresie w mieście znajdował się jedynie zwykły zbór,
który nauczanie i rozstrzygnięcia musiał przyjmować od starszych z Jeruszalaim,
gdzie społeczność zwróciła się o rozstrzygnięcie co do wymagania obrzezania
i sposobu nauczania i egzekwowania Prawa od nawracających się konwertytów.
W Antiochii na pewno przebywał i najprawdopodobniej biskupem był Kefa (Piotr),
który został tam skarcony przez Szaula (Pawła) i obawiał się wysłanników Jakuba,
zatem mimo bycia jednym z najważniejszych nie uważał się za przywódcę.
Po zburzeniu Jeruszalaim przez Rzymian Antiochia to najstarszy trwający zbór,
w którym rozwinęła się „szkoła antiocheńska” interpretacji Słowa Bożego,
która opierała się na tradycji judaizmu rabinicznego i prostym znaczeniu Biblii
przedstawiającym wydarzenia historyczne, Przykazania i wzory czynów,
ze skupieniem na praktyce świętego życia wraz z „chrystologią oddolną„,
gdzie postępowanie Mesjasza jako człowieka prowadziło do jego wywyższenia.
3. Aleksandria jest wspomniana 4 razy w Dziejach Apostolskich jako miejsce
pochodzenia przeciwników Stepanosa (Szczepana) oraz gorliwego Apollosa,
a także port, z którego wypłynęły statki, którymi Szaul (Paweł) płynął do Rzymu;
jednak żadne z biblijnych świadectw nie mówi o społeczności w tym mieście.
Tradycja „chrześcijaństwa” mówi, że pierwszym biskupem był tam (Jan) Marek,
który towarzyszył Szaulowi (Pawłowi) w pierwszej wyprawie misyjnej
i jest przez Kefę (Piotra) nazwany synem przy pozdrowieniu z Babilonii,
więc jeśli to on zaniósł Ewangelię do Aleksandrii i przewodził tam zbrowi,
to stało się to długo po wcześniej opisanych wydarzeniach z Antiochii.
Tak zwana „szkoła aleksandryjska” interpretacji Słowa Bożego
opierała się na judaizmie hellenistycznym i filozofii greckiej
skupiając się na symbolicznym, duchowym odczytywaniu Biblii
z „chrystologią odgórną„ podkreślającą pochodzenie Mesjasza z Niebios,
a w znacznym stopniu pomijając proste znaczenie treści Pisma.
4. Rzym jest jest wspominany w Dziejach Apostolskich wiele razy
jako miejsce pochodzenia pielgrzymów na Chag Szabuot i Akwili,
a także cel przyszłej wyprawy Szaula (Pawła) – dokąd chce się udać.
Świadectwo dotarcia apostoła do Rzymu zawiera ostatni rozdział Dziejów
gdzie jest opisane przyjęcie go przez braci z synagogi jahudim (żydów),
którzy mesjanizm znają jedynie z pogłosek i chcą od niego o tym usłyszeć
nie mając dokładnej ani pewnej wiedzy o tym, co jest przedmiotem sporów,
co świadczy, że wtedy „chrześcijaństwo” jeszcze do Rzymu nie dotarło
(dlatego apostoł bardzo chciał tam iść, żeby zacząć tam głosić o Mesjaszu),
więc Kefa (Piotr) posłany do obrzezanych nie dotarł tam wcześniej,
bo gdyby on już tam bym, to ci ludzie wiedzieliby wszystko doskonale
z ust upoważnionego Jahuda (Żyda), który wyjaśniłby im to najlepiej.
Oznacza to, że List do Rzymian mógł powstać później niż się zwykle uznaje,
dopiero po tym, jak apostoł stał się tam znany i uzyskał poważanie zboru;
lub też początkowo był adresowany do innej społeczności albo powszechnie,
a utrwalona i rozpowszechniona została późniejsza redakcja do tego zboru.
Rzym nie zasłynął utworzeniem szkoły Słowa Bożgo w pierwszych wiekach,
a budował swą pozycję raczej na zasadzie „gdzie 2 się bije, tam 3. korzysta”,
bo gdy powstawał i narastał jakiś spór pomiędzy Antiochią i Aleksandrią,
nawet rozpoczynający się od stanowisk osób o pomniejszym znaczeniu,
to patriarchowie rozstrzygali według obowiązujących u siebie kryteriów
i stawali się stronami sporu, w którym nie mogli być równocześnie sędziami
(zakaz bycia sędzią w swej sprawie to podstawowa zasada sprawiedliwości),
zatem potrzebowali neutralnych i autorytatywnych sędziów z zewnątrz;
a po kilku takich sytuacjach zapraszany biskup Rzymu miał już przykłady
pozwalające uzasadniać, że ma zwierzchność nad innymi patriarchami;
choć nie była to wcale zwierzchność z zasady ani bezwarunkowa,
lecz przyznawana tylko w konkretnych sprawach na wniosek stron.
5. Konstantynopol został patriarchatem najpóźniej ze starożytnych
ze względu na wielkość, bogactwo i administracyjną funkcję tego miasta,
a więc z powodów świeckich i politycznych, nie zaś z czynników wiary.
Jest też możliwe, że do Konstantynopola przesiedliła się społeczność z Antiochii,
którą doświadczyły np. trzęsienia ziemi i wojny Rzymu z Persją (Sasanidami),
a następnie powstanie i rozwój islamu, który opanował cały tamten region,
w związku z czym praktykowanie „chrześcijaństwa” stało się dużo trudniejsze,
w tym w szczególności przekazywanie tam trudnych i spornych spraw
oraz przyjmowanie rozstrzygnięć z wrogiego państwa…
to początkowo był Aleksandria i Rzym przeciw Antiochii i Konstantynopolowi:
po obu stronach były przeciwstawne szkoły teologiczne i ośrodki władzy
sprzymierzone z tymi, których uważali za wrogów swoich wrogów…
Historia „kontrowersji ariańskiej”, a w szczególności sobór w Nicei świadczy pewnie,
że po zburzeniu Jeruszalaim żaden patriarchat nie miał zwierzchności nad innymi
(Rufin[us] i Cyzikenus świadczą o stwierdzeniu niezależności 3 lub 4 bez pierwszeństwa),
bo mimo roszczeń niektórych w tym zakresie i ich poparcia przez ich zwolenników
sporu nie był w stanie rozstrzygnąć ani patriarcha Aleksandrii ani biskup Rzymu,
którego wysłannikiem na cesarskim dworze prawdopodobnie był Hozjusz z Kordoby,
który został posłany do Aleksandrii nie przez swojego patriarchę, a przez cesarza
i nie w celu narzucenia stanowiska Rzymu, a po prostu zatrzymania tego sporu
(cesarz chciał, żeby Aleksander i Ariusz się z niego wycofali i wzajemnie przeprosili,
zaś jawnie Hozjusz poparł Aleksandra po odmowie zaprzestania dzielącej dyskusji)
a trzeba było się tym zająć na soborze, który potwierdził niezależność patriarchatów,
bo wcześniejsze próby kilku ważnych biskupów okazały się bezskuteczne.
nie można polegać tylko na opiniach i opracowaniach historycznych,
bo historia zwykle łączy w sobie elementy dokumentu i propagandy
(czego doskonałym przykładem jest przypisywanie zasług cesarzowi,
który nie będąc jeszcze „chrześcijaninem” nie rozumiał przedmiotu sporu),
dlatego najlepiej jest szukać i sprawdzać źródła i świadectwa obu stron
(„Acta synodalia ab anno 50 ad annum 381”, Wydawnictwo WAM, Kraków 2006;
„Historia Kościelna [Euzebiusza z Cezarei]”, Wydawnictwo WAM, Kraków 2013),
po czym fakty rozpoznawać i z tego za i z tego przeciw czemu mówią,
oddzielając wszystkie przytoczone informacje od ich ocen i komentarzy,
bo jasne jest, że każdy przedstawia sprawę możliwie na korzyść swej strony;
a następnie rozważając i wnioskując czemu i jak coś takiego mogło zajść;
bo to, co ktoś zwalczał na pewno musiało istnieć i być dość ważne i silne,
żeby uważać za zasadne poświęcenie temu uwagi i trudu,
z czego należy uczciwie i logicznie wyciągać wnioski…
wielu doktryn nie zdefiniowano i nie uporządkowano, miały nieścisłości i sprzeczności,
bo ich twórcy nawet nie pomyśleli o problemach w tym, co dopiero sobie wymyślili
i satysfakcjonowały ich powierzchowne, efektowne hasła mogące przyciągać laików,
a wiele pojęć nawet nie miało lub miało wiele różnych i sprzecznych ze sobą definicji;
dlatego potrzebne jest przywrócenie pierwotnej chrystologii zgodnej z judaizmem,
który uznaje i wyznaje wiarę w jedynego, niepodzielnego Boga
oraz oczekuje Mesjasza – człowieka, potomka Dawida.
(którzy niekoniecznie są unitaranami i monoteistami ściśle według Biblii)
opierający swe opinie raczej na popularnych opracowaniach niż źródłach,
sobór w Nicei nie był aż tak zły pod względem chrystologicznym
(choć już bardzo odległy od całości biblijnej prawdy o Mesjaszu,
co do której różne i liczne odstępstwa rozpowszechniły się wcześniej),
bo ani nie uchwalił ani nie wymusił uznania doktryny o „trójcy„,
która w jego trakcie nie była jeszcze nawet sformułowana ani znana,
a jedynie posługiwano się w różnych znaczeniach frazami, których używa
(choć interpretacja trynitarzy wmawia i widzi w „credo” swój pogląd)
i postanowienia soboru wciąż mają interpretacje subordynacjonistyczne
jak np. po wiekach nadal powszechnie obowiązująca w prawosławiu.
Podobnie cesarz Konstantyn I nie wymyślił ani nie wymusił tej doktryny,
bo w czasie soboru jeszcze nie znał ani nie rozumiał „chrześcijaństwa”,
dlatego sam nie był w stanie wypowiadać się w sprawie merytorycznie
(pochwalna i propagandowa relacja Euzebiusza przecenia jego udział,
o czym świadczy już nawet tytuł księgi, w której treści została zawarta:
„Βίος Μεγάλου Κωνσταντίνου” / „Vita Constantini” – „Życie Konstantyna”,
w której cesarz jest określony jako nieśmiertelny i posłany jak Mosze(h))
i spór interesował go nie tyle w aspekcie religijnym i teologicznym,
co raczej politycznym – jako przyczyna podziałów w jego państwie,
które było coraz bardziej osłabiane przez takie wewnętrzne konflikty;
dlatego dążył do wypracowania kompromisowego rozwiązania,
które miało być akceptowalne dla wszystkich stron (co nie wyszło),
bo nieprecyzyjne stwierdzenia każda stona nadal rozumiała po swojemu,
więc podział i konflikt trwał dalej mimo uchwalenia pozornej zgody,
a wymuszone podpisanie nie łączyło się z przekonaniem do wykładni.
Konstantyn I później przyjął zanurzenie od Euzebiusza z Nikomedii,
czyli z ręki jednego z dobrze znanych liderów subordynacjonistów,
który początkowo odrzucił postanowienia z Nicei i został wygnany,
ale potem pod jego panowaniem był biskupem przy cesarskim dworze
i zyskał pozycję umożliwiającą zostanie biskupem Konstantynopola
(więc był biskupem przy cesarzu i w Nikomedii i w Konstantynopolu),
którego znaczenie szybko rosło aż ustanowiono tam kolejny patriarchat.
Cesarz Konstantyn I zdjął z urzędu i wygnał Atanazego z Aleksandrii
(który był propagatorem modalizmu i później twórcą doktryny o „trójcy”),
czego nie cofnięto do śmierci cesarza, a jego następcy to potwierdzali.
Konstancjusz II – następny panujący na wschodzie syn Konstantyna I
opowiadał się po stronie biskupów uznających wyższość Ojca nad synem,
w tym np. pozbawił urzędu i zesłał na wygnanie Hozjusza z Kordoby
(który wcześniej był wysłannikiem i doradcą na soborze – nie stroną sporu,
ale opowiadał się za Aleksandrem i Atanazym, których potępienia odmawiał);
podobnie jak inni cesarze jeszcze przez następnych kilkadziesiąt lat…
odejście od świętowania Pesach na rzecz „niedzieli wielkanocnej”
przypadającej zwykle po właściwym, biblijnym terminie święta
(czyli rozpoczynaniu w 14. dniu miesiąca Abib/Nisan po południu),
i opowiadając się w tej sprawie za większością zamiast słuszności,
przyjmując nowsze stanowisko prezbiterów Rzymu i Aleksandrii
przeciwko tradycji apostołów zachowywanej w Antiochii i całej Azji;
co relacjonuje „Historia Kościelna” Euzebiusza z Cezarei (HE V 23,1-25,1).
Biskupi Rzymu spierali się i musieli ustępować wobec biskupów Azji:
Anicet wobec Polikarpa ze Smyrny, a Wiktor wobec Polikratesa z Efezu.
Najgorszym oszustwem „chrześcijaństwa” jest zaś wmówienie ludziom,
że najważniejsze dla zbawienia i życia wiecznego są poglądy teologiczne
i zredukowanie wiary do sporów o nieweryfikowalne i niepraktyczne sprawy;
podczas gdy sama „wiara bez uczynków jest martwa” (Jk 2,17-26),
pogląd niezmieniający sposobu życia jest pusty i bezwartościowy,
dlatego kluczowe jest by właściwa wiara prowadziła ludzi do tego,
żeby uznawać i stosować Przykazania Boga – żyć święcie
zgodnie z tym, co ustanowił i czego oczekuje sam Bóg.
Fałszywa podstawa do utożsamienia „Słowa Boga” z Jeszuą (Jezusem)
została także wmówiona do Biblii, gdzie wypaczono interpretację i przekłady Obj 19,13
nadając im sens „imię jego brzmi: 'Słowo Boże'” lub „imię jego nazwano: 'Słowo Boże'”,
choć wcześniejszy werset Obj 19,12 mówi, że jego imienia nikt nie zna, tylko on sam;
co jest sprzeczne z tym, że od setek lat mogliby je poznać wszyscy czytelnicy tekstu,
a jest to przecież wciąż proroctwo o przyszłości, które dopiero ma się spełnić…
Rozwiązanie problemu daje gramatyka – odmiana przez przypadki, która np.:
a) w polskim i greckim ma formę modyfikacji słów – końcówek rzeczowników, np.:
– mianownik: Tomasz, dopełniacz: Tomasza, celownik: Tomaszowi, biernik: Tomasza,
– mianownik: dom, dopełniacz: domu, celownik: domowi, biernik: domu,
ale mimo tego zdarza się, że w kilku różnych przypadkach formy są takie same
i znaczenie trzeba rozpoznać w kontekście wystąpienia słowa w zdaniu;
b) w angielskim i hebrajskim rzeczownik wcale nie zmienia formy w deklinacji,
ale jest to rozpoznawane po wystąpieniach innych słów i pozycje we frazie i zdaniu:
– „dłoń” to „כף יד” („kaf jad”) – dokładnie „łyżka ręka” – właściwie „łyżka ręki”,
– „stopa” to „כף רגל” („kaf regel”) – dokładnie „łyżka noga” – właściwie „łyżka nogi”,
– „szkoła” to „בית ספר” („beit sefer”) – dokładnie „dom zwój”, właściwie „dom zwoju/książki”,
– „שׁם אלהים” („Szem Elohim”) – dokładnie „Imię Bóg” – właściwie „Imię Boga”,
gdzie jasne jest, że mimo braku odmiany drugie słowo występuje w dopełniaczu
i doprecyzowuje sens pierwszego (np. samo „kaf” może być „łyżką”, „dłonią” lub „stopą”,
a połączenie z „ręką” lub „nogą” czyni jednoznacznym gdy kontekst nie wyjaśnia inaczej).
Trzeba tu też mieć na uwadze, że Biblia była pisana i czytana przez osoby wielojęzyczne,
które żadnego z używanych języków nie uczyły się w szkole, ale jak dzieci – w praktyce,
np. ludzi z wielu narodów zamieszkujących wiele krajów nad Morzem Śródziemnym,
które rozważały jej treść w drugim lub trzecim znanym języku, innym niż ojczysty,
dlatego nie wszystko wyrażały ani rozumiały ściśle z zasadami gramatyki 1 języka,
lecz zdarzało się przenoszenie konstrukcji z jakiegoś języka do innego języka,
co mogło być źródłem błędów i w pierwotnym spisaniu i w kopiowaniu tekstów,
które obecnie znamy tylko z późnych, wielokrotnie przepisanych rękopisów,
które mimo gorliwości skrybów zawierają wiele różnic i „błędów językowych”,
których pierwotnie nikt nie uważał za błędy, ale np. lokalne dialekty
wykształcające się w wyniku posługiwania się językiem przez oddzielne grupy,
pomiędzy którymi z czasem pojawiają się i narastają różnice językowe,
w tym różne warianty wymowy, ortografii i także znaczeń słów.
Ogólnie w rzeczywistości najściślej i najpoprawniej językami posługują się
profesorowie lingwistyki, nauczyciele języków oraz uczniowie na lekcjach,
kiedy ćwiczenia polegają na tym, żeby świadomie zastosować jakąś zasadę;
jednak w codziennej praktyce nikt nie myśli o tym jak wyrazić się doskonale,
ale doświadczenie i intuicja pozwalają budować zdania w miarę poprawnie;
podobnie też odbiorca nie analizuje szczegółowo wszystkich części słów,
ale rozpoznaje i wybiera elementy istotne dla rozpoznania sensu wypowiedzi,
a także potrafi poprawnie zrozumieć zdanie mimo występujących błędów,
które prostują informacje w kontekście i logiczne myślenie o całym zdaniu,
do czego zwykle wystarcza część tego, co faktycznie wyrażają słowa;
np. gdybym powiedział źle „apostoł Josef zdradził Jeszuę za 30 srebrników”,
to większość ludzi zrozumiałaby, że właściwie chodzi o Jahuda(ha) (Judasza)
nawet gdybym mówiąc sam nie zauważył i nie poprawił takiego przejęzyczenia
i tak samo byłoby, gdyby w tym zdaniu wcale nie pojawiło się zbędne imię.
Ja w pracy komunikuję się głównie po angielsku z ludźmi z kilku krajów,
w których angielski zwykle nie jest językiem urzędowym ani ich pierwszym
i nikt, nawet „native-speakerzy”, nie posługuje się językiem w pełni poprawnie,
co nie przeszkadza nam się dobrze rozumieć i skutecznie spełniać obowiązki.
Z tego powodu gramatykę rozważa się tu nie żeby ją ściśle egzekwować,
ale raczej wiedzieć jakie możliwości rozumienia należy brać pod uwagę
tak samo jak autorzy, pierwotni odbiorcy i kopiści rozważanych słów;
np. w oryginale Łk 8,11 „ziarno” i „Słowo Boże” są w takiej samej odmianie,
a wyraźnie pełnią w zdaniu różne funkcje – właściwie „ziarno jest Słowem„
i jest to identycznie zapisana konstrukcja jak w Obj 19,13…
Badania lingwistyczne z analizą gramatyki oczywiście są ważne i potrzebne,
ale ścisłe egzekwowanie gramatyki to fałszywe założenie i błąd logiczny,
bo w czasach biblijnych ona nie była nawet zdefiniowana ani nauczana
(zasady opracowano jako wniosek z tego, jak język działał naturalnie),
a w rzeczywistej praktyce nikt nie stosuje języka całkiem bezbłędnie,
w tym szczególnie języka komunikacji międzynarodowej jak greka.
Właściwie w Obj 19,11-13 imię Mesjasza „nazwano Słowem Boga„,
co oznacza po prostu tyle, że „Bóg nadał mu imię„ (i nie ujawniono jakie),
zatem w tym tekście nie ma sprzeczności nieznajomości z jawnym podaniem,
a w Biblii nie występuje podstawa do utożsamienia „Słowa Boga” z Jeszuą.
Właściwie „Słowem Boga” są „Myśli i Wypowiedzi Boga„, którymi stwarzał:
– Bóg nie powiedział „Jeszua”/”Jezus”, żeby stworzyć światło;
– Bóg nie powiedział „Jeszua”/”Jezus”, żeby stworzyć ziemię;
– Bóg nie powiedział „Jeszua”/”Jezus”, żeby stworzyć zwierzęta;
– Bóg powiedział (coś co nazywa i definiuje) „światło”, żeby stworzyć światło;
– Bóg powiedział (coś co nazywa i definiuje) „ziemię”, żeby stworzyć ziemię;
– Bóg powiedział (coś co nazywa i definiuje) „zwierzęta”, żeby stworzyć zwierzęta.
Ogólnie inaczej niż np. listy apostołów, które były napisane do społeczności,
gdzie już wcześniej nauczali i byli w nich autorytatywni w sprawach wiary i pobożności,
więc ich adresaci powinni być douczeni (2P 3,14-18) w treści starszych źródeł i nauczań,
do których treści listów nawiązują i podają je do przemyślenia i lepszego zrozumienia;
„Ewangelie„, jak same ich tytuły wskazują, to są „dobre wiadomości”, „dobre nowiny”,
których celem jest poinformowanie odbiorców o sprawie, której jeszcze nie znają,
zatem nie należy oczekiwać, że sami będą już rozpoznawać Jeszuę w każdym zdaniu
ani dopowiadać sobie daleko idące wnioski w sprawach, o których dopiero usłyszeli
czy tylko wykorzystywać tekst jako narzędzie do potwierdzania poglądów z zewnątrz
(w tym w szczególności niebiańskich doktryn chrystologicznych nieobecnych w tekście);
ale intencją jest podanie podstawowej wiedzy i wzbudzenie zainteresowania,
żeby o dalsze i dokładniejsze poznanie pytali i dowiadywali się od apostołów.
Odbiorcy Ewangelii mogą mieć wiedzę o innych sprawach znanych wcześniej
i dzięki temu np. łączyć ich treść ze swoją sytuacją i uznać za ważne dla siebie;
ale treść Ewangelii jest dla nich tematem nowym, a nie tylko potwierdzeniem wiedzy.
Z tego powodu J 1,1-18 zaczyna od streszczenia historii świata i ludzkości,
które ukazuje problem i potrzebę zbawienia, które ma przynieść Mesjasz,
którego ten tekst dopiero wprowadza i przedstawia w dalszej części…
Czytanie „prologu Ewangelii” nie powinno być taktowane jako źródło odpowiedzi,
ale raczej rodzić pytania o to, czego należy się dowiedzieć z dalszej treści i kontekstów.
J 1,11:
„εἰς τὰ ἴδια ἦλθεν καὶ οἱ ἴδιοι αὐτὸν οὐ παρέλαβον„
J 1,14:
„καὶ ὁ λόγος σὰρξ ἐγένετο καὶ ἐσκήνωσεν ἐν ἡμῖν
καὶ ἐθεασάμεθα τὴν δόξαν αὐτοῦ δόξαν ὡς μονογενοῦς παρὰ πατρός πλήρης χάριτος καὶ ἀληθείας”
i ujrzeliśmy tę chwałę jego, chwałę jako jednorodzonego od Ojca, pełnego łaski i prawdy.”
J 1,11 mówi o Słowie, że „przyszło do swoich, a swoi go nie przyjęli”
zanim dopiero w dalszym wersecie J 1,14 „Słowo ciałem stało się”;
co byłoby mocno sprzeczne z już wcześniej rozważonymi faktami z Biblii;
bo gdyby mówiło, że Jeszua przyszedł i został odrzucony przed wcieleniem,
np. jako głos Boga z Niebios lub anioł przekazujący objawienia prorokom,
to wbrew Hbr 1,1-2 objawienie syna nie było inną jakością niż proroków,
bo byłoby składnikiem zawartym w wielu objawieniach wcześniej,
które zgodnie z tym, o czym świadczy Tanakh (Biblia Hebrajska),
zostały przez judaizm przyjęte i utrwalone w kanonicznych tekstach;
więc wiele w Biblii świadczy, że swoi przyjęli osoby objawiające Słowo,
w tym zarówno samego Boga mówiącego z Niebios na Górze Synaj,
jak i aniołów, którzy byli posyłani do różnych ludzi.
Judaizm nie tylko nadal oczekuje osoby Mesjasza, którego nie rozpoznał;
ale Mesjasz był oczekiwany na podstawie proroctw przed przyjściem Jeszui,
którego uznały i uczciły osoby, którym dano dostrzec spełnienie proroctw;
idea Mesjasza była i nadal jest w judaizmie przyjmowana i bardzo ważna,
dlatego nijak nie może być mowy o jego odrzuceniu przed wcieleniem
gdy stało się to dopiero w następstwie nauczania i dzieł jako człowieka.
Jahudim (Żydzi) odrzucali jednak wielokrotnie skarcenia i wezwania do poprawy,
a więc Słowo Boże – Pouczenia, które Bóg do nich kierował poprzez proroków,
które stosowali krótkotrwale, a potem coraz bardziej od nich odstępowali,
trwając jednak w przekonaniu, że cały czas są Ludem Boga wiernym Bogu,
dlatego potrzebne stało się przekazanie ich i wdrożenie w lepszy sposób.
Fraza „słowo ciałem się stało” nie wyraża tylko tej jednej sprawy wiary,
bo oznacza „zapowiedź/obietnica została spełniona” lub „pomysł został zrealizowany”,
jak bywa stosowana też w całkiem innych, zupełnie niereligijnych wypowiedziach.
J 1,18:
„θεὸν οὐδεὶς ἑώρακεν πώποτε·
[ὁ] μονογενὴς υἱός, ὁ ὢν εἰς τὸν κόλπον τοῦ πατρὸς ἐκεῖνος ἐξηγήσατο„
[ten] jednorodzony syn, ten będący w tym łonie tego Ojca, on wyjaśnił.”
Werset J 1,18 wymaga wyjaśnienia z powodu tego,
że zamiast poprawnego „jednorodzony syn” (Tekst Bizantyjski)
często ma treść ze starożytnym wypaczeniem „jednorodzony Bóg”,
które samo w sobie ma wewnętrzną sprzeczność i jest absurdalne:
Bóg jest jedyną samoistną przyczyną istnienia wszystkiego,
dlatego sam jest bez początku, bez zrodzenia, bez stworzenia,
dlatego słowo „jednorodzony” zupełnie nie ma wobec Boga sensu.
Istnieją poglądy, że greckie słowo „μονογενής„ („monogenes”)
miałoby nie oznaczać niczego związanego ze „zrodzeniem”,
ale raczej po prostu wyrażać znaczenie „jedyny w swoim rodzaju”;
jednak podobnie jak greckie „γένεσις” („genesis”) – „geneza„,
polski „rodzaj” pierwotnie nie oznaczał „typu”, ale „pochodzenie„,
czego najlepszym przykładem jest biblijny tytuł „Księga Rodzaju„,
której tematem nie są np. typy stworzeń, a rodowód Narodu Iszraela,
historia przodków, których Bóg wybrał, żeby im dać obietnice…
Istotne dla właściwego zrozumienia są też inne wystąpienia słowa,
a tym szczególności fakt, że są też takie, które dotyczą innych osób,
np. Łk 7,12; 8,42; 9,38 mówią o 3 różnych dzieciach – jedynakach,
które są zwykłymi ludźmi takimi samymi jak wszyscy inni ludzie;
zaś Hbr 11,17 mówi o Icchaku, który był 2. z 8 synów Abrahama
(po 1. Iszmaelu zrodzonym z Hagar oraz przed 6 synami Ketury).
Icchak to oczywiście jedyny syn Abrahama zrodzony z Sary,
ale zupełnie nie o tym jest tekst, który nazywa go „jednorodzonym”.
Icchak jest też jedynym poczętym i urodzonym według obietnicy,
z pomocą Boga, który to zapowiedział cielesnym rodzicom (Rz 9,7-11)
i w tym aspekcie jest on bardzo podobny do Jeszui (Jezusa).
Greckie słowo „μονογενής„ („monogenes”) – „jednorodzony”
może mieć kilka różnych znaczeń wyróżniających „jedynaków” i „dzieci obietnicy”
lub po prostu ogólny sens oznaczający osoby „wyróżnione pochodzeniem„,
ale tak czy inaczej „pochodzenie„ jest istotnym składnikiem jego znaczenia,
podczas gdy Bóg żadnego pochodzenia nie ma, a sam daje je wszystkiemu.
Jeszua (Jezus) Mesjasz oczywiście jest „wyróżniony pochodzeniem„ przez Boga
podobnie jak Icchak, Jakub, Szimszon (Samson), Szmuel (Samuel) i Szlomo(h) (Salomon)
i prawdopodobnie wiele innych osób, które Bóg wybrał do spełnienia ważnych funkcji,
w tym zarówno opisanych w biblijnej historii, jak i zupełnie nam dziś nieznanych.
Trzeba też zauważyć, że autor tego tekstu napisał „Boga nikt nigdy nie widział„
wiele lat po tym jak spędził z Jeszuą (Jezusem) kilka lat życia i to nie sam,
bo uczestnicząc z Nauczycielem i uczniami w wielu wielkich zgromadzeniach,
podczas których Jeszuę (Jezusa) widziały jednocześnie tysiące ludzi;
a także wielokrotnie widząc przemienionego Mesjasza po zmartwychwstaniu;
co nie zmieniło jego rozumienia tego, że syn nigdy nie był samym Bogiem,
ale ukazującym Boga, którego wprost nadal widzieć nie można (1Tm 6,16)
(jak apostołowie wciąż uważali po widzeniu Jeszui, latach spędzonych z nim).
2.3.6. J 3,13 – Wstępowanie do Niebios
Poważny problem w poprawnym rozumieniu wersetu J 3,13 wynika z tego,
że w większości przekładów „wstępowanie” oddaje w czasie przeszłym,
co sugeruje, że Jeszua miałby wcześniej być na Ziemi i wracać do Niebios,
z czego błędnie wnioskuje się jego wcześniejsze objawienia przed wcieleniem.
W rzeczywistości czasownik w tekście jest w czasie teraźniejszym, ale perfect,
co niestety nie przekłada się wprost na czasy gramatyczne w języku polskim,
dlatego po polsku jest to wyrażane przez bardziej złożone sformułowania.
Wyraża to czynności które same lub których konsekwencje trwają obecnie,
choć się zaczęły (lub nawet jakiś ich etap skończył) już w przeszłości,
np. „uwierzyłem„ lub „zacząłem wierzyć„ – w praktyce „wierzę nadal„,
zatem wyrażenie tego w formie czasu przeszłego może być mylące.
Jeszua mówi w tym wersecie albo o wstępowaniu, które dalej trwa,
a więc ciągle o byciu w długim procesie wzrastania ku Bogu;
albo o nabyciu zdolności dostrzegania obecności Boga,
które sprawiło, że doświadcza Niebios jako człowiek na Ziemi.
Niektóre rękopisy zawierające ten werset mają go w wariancie,
który zawiera dodatkowe zdanie podrzędne „który jest w Niebiosach„,
co może być używane do wmawiania wszechobecności syna Boga
lub łączenia przez niego jednocześnie cielesnej i duchowej formy,
co miałoby pozwalać mu być „i tu i tam”, w wielu miejscach na raz;
ale właściwie wyjaśnia i potwierdza drugi wskazany wcześniej sens:
doświadczanie na Ziemi Niebios, które nie są innym miejscem,
ale wszechobecną duchową rzeczywistością, która przenika fizyczną
i żeby odczuwać obecność i prowadzenie Boga nie trzeba nigdzie iść,
ale raczej otworzyć się na to, żeby wszędzie, gdziekolwiek to przyjmować.
J 3,13:
„καὶ οὐδεὶς ἀναβέβηκεν εἰς τὸν οὐρανὸν
εἰ μὴ ὁ ἐκ τοῦ οὐρανοῦ καταβάς ὁ υἱὸς τοῦ ἀνθρώπου
ὁ ὤν ἐν τῷ οὐρανῷ”
jeśli nie ten z tych Niebios, (który)_zstąpił, ten syn tego człowieka,
[ten który_jest w tych Niebiosach].”
Inaczej niż „prolog” tej Ewangelii niewiele dalszy werset J 3,13
nie jest skierowany wprost do odbiorcy – czytelnika lub słuchacza,
ale już jako część historycznej relacji przedstawianych wydarzeń
został zapisany jako odpowiedź Jeszui w rozmowie z Nikodemem,
który jako członek Sanhedrynu doskonale znał Tanakh i jego wykładnię,
więc z pewnością rozumiał w kontekście i sprawdzał co mu mówiono;
dlatego chcąc właściwie postrzegać i rozumieć sens tej rozmowy
także trzeba znać lub poznawać (np. pytając o to) Biblię Hebrajską,
która jest znacznie wcześniejszym źródłem dostępnym przed Ewangelią
i która mówi o wzięciu do Niebios 2 ludzi przed Jeszuą (Jezusem):
Chanokh ((H)Enoch) i Elijahu (Eliasz) byli zabrani znacznie wcześniej,
a pierwszy z nich ma wskazanego w Torze z imienia cielesnego ojca,
a także rodzeństwo, syna i inne dzieci oraz domniemanie matkę i żonę,
wraz z którymi jest jednym z przodków całej istniejącej obecnie ludzkości,
więc nie ma wątpliwości, że był on zwykłym człowiekiem takim jak my.
Są też w Biblii inne świadectwa „wzięcia do Niebios” tylko na chwilę,
np. ukazywania chwały Boga wraz z pouczeniami do przekazania,
jakie miał Jeszajahu (Izajasz), człowiek znany Szaulowi (Pawłowi)
czy w końcu Jochanan (Jan) – Obj 4,1-11 i dalej.
W związku z tym trzeba mieć świadomość i rozumieć,
że choć fraza „syn człowieka” bywa stosowana jako „tytuł Mesjasza”
(co też potwierdza, że prawdziwy Mesjasz musi być człowiekiem),
to ten werset nie może mówić, że „tylko Mesjasz wstępuje do Niebios”;
ale jest to raczej stwierdzenie dotyczące wszystkich ludzi mówiące,
że dostęp do Niebios mają tylko wybrani przez Boga,
którzy pochodzą od Boga – otrzymują natchnienie…
…a przedmiotem naszej wiary jest, że wszyscy pochodzimy od Boga,
do którego przecież modlimy się „Ojcze nasz…” (Mt 6,9-13; Łk 11,1-4)
świadcząc, że oprócz cielesnych ojców mamy też duchowego Ojca;
wierzymy też, że nasza ojczyzna jest w Niebiosach (Hbr 11,14-16; Flp 3,20),
co mówi o naszym pochodzeniu, a nie o wcześniejszym istnieniu
(ojczyzną może być państwo, skąd przyszli przodkowie, a nie my sami,
np. Iszrael został wygnany z Ziemi Obiecanej wiele pokoleń temu,
a obecne pokolenie wciąż dziedziczy obietnicę powrotu).
Jeszua zapowiadał też, że idzie przygotować nam miejsce (J 14,2-3)
i powszechna jest wiara, że będziemy wzięci na obłoki (1Tes 4,17);
ale mamy wtedy być na zawsze z Mesjaszem zstępującym na Ziemię (1Tes 4,16),
więc chodzi raczej o to, żeby na obłokach wrócić jako jego orszak i armia,
jak to zapowiadają proroctwa (Ml 3,19-24/4,1-6; Jud 1,14-15; Obj 19,11-16)
i też „Nowe Jeruszalaim” ma zstąpić z Niebios na Ziemię (Obj 21,1-27 (2.10)),
zatem chodzi o połączenie Niebios z Ziemią – odczuwanie duchowości na Ziemi
i skoro odczuwanie obecności Boga w pełni będzie dostępne dla ludzi na Ziemi,
to nie będzie już żadnej potrzeby, żeby w tym celu jeszcze „iść do Niebios”;
ale sednem i spełnieniem sprawy jest doświadczanie wszechobecności Boga.
Ostatecznie „bycie w Niebiosach„ w J 3,13 to nie szczególna cecha Mesjasza,
ale coś, czego wszyscy mamy się nauczyć doświadczać na Ziemi, jako ludzie,
żeby żyjąc z odczuwaniem obecności i prowadzenia Boga móc być świętymi;
a to oznacza, że wszyscy musimy być „zstępującymi” – pochodzącymi z Niebios
dokładnie tak samo jak Mesjasz, co nie wymaga „życia przed wcieleniem„.
W przeciwnym razie ten werset wykluczałby spełnienie dla nas wielu obietnic!
Pochodzenie z Niebios ma też zanurzenie (chrzest) – Mt 21,24-27; Łk 20,3-8;
co przecież nie zstępuje i nie jest udzielane np. w formie deszczu;
ale został ustanowiony za pośrednictwem natchnionego człowieka,
który spełniał ten obrzęd zanurzając ludzi w wodzie rzeki – Jardenu,
co też dowodzi, że pochodzenie z Niebios nie wymaga zstąpienia,
bo jego sednem jest postanowienie Boga, a nie fizyczny proces.
Jeszcze inny podobny przykład zawiera werset J 6,62 mówiący
o „synu człowieczym wstępującym tam, gdzie był wcześniej”;
gdzie trzeba rozumieć, że „syn człowieczy” to nie tylko Jeszua,
ale tytuł ten tak samo jak „Mesjasz” może określać więcej osób;
a także rozpoznać o jakim miejscu lub stanie on mówi uczniom.
Np. werset Obj 3,21 mówi o „zasiadaniu na tronie ojca”,
co bywa błędnie tłumaczone jako „zasiadanie na tronie Boga”,
podczas gdy Mesjasz miał otrzymać miejsce po prawicy – drugie
(Ps 110,1; Mk 16,19; Dz 7,55-56; Rz 8,34; Kol 3,1; Hbr 10,12; 12,2),
zaś Łk 1,32-33 mówi o daniu mu „tronu jego ojca Dawida„:
odzyskania panowania w [Zjednoczonym] Królestwie Iszraela;
czego oczekiwali apostołowie idąc za Jeszuą (Mt 19,27-28; Dz 1,6),
dlatego jego słowa rozumieli jako powrót na tron Dawida
i to jest prosty sens J 6,62 w kontekście Biblii Hebrajskiej,
o jakim wtedy myśleli apostołowie słuchający tych słów;
podczas gdy fizyczne wstąpienie Mesjasza do Niebios
było dla nich zbędne, bo Bóg zawsze jest w Niebiosach
i dodanie tam jeszcze Mesjasza nic by nie pomogło.
2.3.7. J 8,56-59 – Objawienie Abrahama i „Ja Jestem”
Słowa z J 8,56 są wykorzystywane przez zwolenników preegzystencji
w wersji znacząco różniącej się od tego, co faktycznie zapisano w Biblii
(chodzi nie tyle o fałszerstwo samego tekstu, co o sposób jego używania),
np. jako „Abraham ujrzał mnie„ w znaczeniu „Abraham spotkał się ze mną„;
a w rzeczywistości tekst mówi w czasie przyszłym oraz nie ma tam „mnie”,
lecz faktycznym przedmiotem widzenia Abrahama jest „mój dzień„,
czyli „dzień Jeszui„ – „dzień powtórnego przyjścia jako władcy świata„,
dzień zapowiadany jako proroctwo, który wciąż jeszcze nie nastał
i nawet dziś dla nas pozostaje oczekiwaniem dotyczącym przyszłości,
więc tym bardziej był takim dla Jeszui (Jezusa) około 2000 lat temu
i jeszcze bardziej dla Abrahama dużo dawniej – około 4000 lat temu.
Ten fragment Ewangelii nie mówi, że Abraham spotkał się z Jeszuą,
ale że Abraham otrzymał od Boga proroctwo dotyczące Jeszui;
co jego przeciwnicy źle zrozumieli i wykpili w taki sposób,
jak obecnie wierzą „chrześcijanie” uznający „preegzystencję”.
Kolejna kontrowersyjna część tego fragmentu to fraza „ja jestem”,
która oczywiście może mieć swoje zwykłe, podstawowe znaczenie,
które można by też wyrazić słowami „to ja” lub „obecny”, np.:
Mt 24,5; 26,22; Mk 13,6; Łk 1,19; 21,8; 22,70; J 4,26; 14,6; 15,1; Dz 10,21;
ale bywają też, szczególnie w katolickich przekładach Biblii,
pisane wielkimi literami, co ma sugerować, że oznaczają Imię Boga,
którego są częścią znaczenia w Szemot/2Moj/Exodos/Wj 3,13-15
(wypowiedziano je po hebrajsku i potem przetłumaczono na grekę;
a właściwy sens nie ma czasu teraźniejszego, ale aspekt niedokonany,
niezakończone „bycie” w przeszłości, teraźniejszości i przyszłości,
czyli „Jestem, Byłem i Będę/Przyjdę” (Obj 11,17) lub „Istniejący„,
zaś stosowany w zapis jest po prostu praktycznym uproszczeniem);
więc kluczowe jest rozpoznanie w jakim sensie występuje tutaj
i co z tego wynika dla znaczenia całej historii…
Faktem jest też, że teksty apostolskie w zdaniach o przeszłości
jako „byłem” / „był” konsekwentnie używają odmian greckich słów
„ὤν” („on”), „ὄντος” („ontos”), „ὄντα” („onta”) lub „ἤμην” („emen”), „ἦν” („en”),
a nie „εἰμί” („eimi”) w praktyce mające znaczenia teraźniejsze, trwające
i nie występuje w zdaniach mówiących tylko o przeszłości!
Trzeba w związku z tym zauważyć, że gdy słowo lub fraza ma wiele znaczeń,
to nie jest tak, że w każdym wystąpieniu ma wszystkie swoje sensy jednocześnie,
ani że w jakimś z wystąpień można z istniejących sensów wybierać dowolnie;
bo w każdym wystąpieniu wieloznaczna fraza ma to konkretne ze swych znaczeń,
które najlepiej pasuje i logicznie wynika z kontekstu, w którym została użyta,
wobec czego trzeba je rozpoznać uczciwie i rzetelnie rozważając całą myśl.
Gdy słowo lub fraza ma w jakimś wystąpieniu któreś ze swoich znaczeń,
to zwykle jednocześnie nie ma tam wszystkich pozostałych z nich;
więc jeśli np. Jeszua (Jezus) powiedział „JAM JEST” jako Imię Boga,
to podobnie jak anioł do Moszego (Mojżesza) nie mówił o sobie
(tak samo jak każdy czytający o tym z Tory i komentujący te słowa),
ale wskazywał na Boga, od którego przekazywał objawienie.
Jeszua wypowiedział w tej sytuacji Imię Boga, żeby powiedzieć,
że to Ojciec widział Abrahama i objawił mu to, co przedstawia;
co jasno pokazuje J 8,23-29 (w szczególności J 8,27):
„nie poznali, że (o)_tym Ojcu im mówił„:
J 8,56-59:
„Ἀβραὰμ ὁ πατὴρ ὑμῶν ἠγαλλιάσατο
ἵνα ἴδῃ τὴν ἡμέραν τὴν ἐμήν καὶ εἶδεν καὶ ἐχάρη
εἶπον οὖν οἱ Ἰουδαῖοι πρὸς αὐτόν
πεντήκοντα ἔτη οὔπω ἔχεις καὶ Ἀβραὰμ ἑώρακας
εἶπεν αὐτοῖς Ἰησοῦς ἀμὴν ἀμὴν λέγω ὑμῖν
πρὶν Ἀβραὰμ γενέσθαι ἐγὼ εἰμί
ἦραν οὖν λίθους ἵνα βάλωσιν ἐπ᾽ αὐτόν
Ἰησοῦς δὲ ἐκρύβη καὶ ἐξῆλθεν ἐκ τοῦ ἱεροῦ”
że ujrzy ten dzień, ten mój i zobaczył i uradował_(się)’.
Powiedzieli więc ci Jahudim do niego:
’pięćdziesięciu lat jeszcze_nie masz, a Abrahama widziałeś?’
Powiedział im Jeszua: 'Amen, amen mówię wam,
zanim Abraham nastał, JA JESTEM’.
Podnieśli więc kamienie aby rzucić na niego,
Jeszua zaś ukrył_(się) i wyszedł z tej Świątyni.”
Przykładów wypowiedzi, w których „JA JESTEM” wyraża sens Imienia Boga
jest znacznie mniej od tych, w których słowa te mają zwyczajne znaczenie,
ale oprócz J 8,58 na potwierdzenie można wskazać też werset J 18,6;
gdzie na te słowa padają na twarze ludzie, którzy przyszli pojmać Jeszuę.
Oni wychodząc po niego musieli doskonale wiedzieć po kogo idą
i zwykłe przyznanie się, że to on jest tym, który ma być schwytany,
nie byłoby dla nich powodem ani do strachu ani do oddania czci,
przecież Jeszua (Jezus) nie był kimś, kogo sami uznawali za wielkiego;
mogli jednak znać biblijną historię proroka Elijahu (Eliasza) (2Krl 1,9-15),
który sprowadził ogień i zgładził 2 oddziały, które miały go pojmać,
a ulitował się nad trzecim, którego dowódca oddał mu pokłon;
więc jeśli pomyśleli, że Jeszua modli się i prosi Boga o ratunek,
ponieważ usłyszeli Imię Boga, którego potocznie nie wypowiadano;
to mieli poważny powód, żeby bać się o własne życie.
Istotny w interpretacji sytuacji z J 8,56-59 jest także ostatni werset,
który mówi, że Jeszuę chciano ukamienować za to, co powiedział,
zaś rzekome twierdzenie o życiu przez tysiące przed narodzinami
z pewnością nie byłoby wystarczającą podstawą do skazania na śmierć,
bo samo to jeszcze nie jest żadną herezją, a szaleństwem lub głupotą
i musiałoby być odebrane przez rozmówców właśnie w taki sposób,
na co wskazuje ich wcześniejsze, drwiące pytanie o widzenie Abrahama.
Z tego samego powodu interpretacje o stwierdzeniu ważności i postanowieniu
(jak w J 1,15.30 – „ἔμπροσθέν μου γέγονεν ὅτι πρῶτός μου ἦν” oznacza
„przedniejszy_(ode) mnie urósł/stał_(się), bo ważniejszy_(ponad) mnie był”,
bo „ἔμπροσθέν” („emprosten”) to „w_przodzie” (w przestrzeni, nie w czasie)
a w oryginale „pierwszeństwo” oznacza też ważność, a nie tylko kolejność
i są w Biblii inne przykłady używania tych słów w takich znaczeniach:
Mt 20,27; Mk 6,21; 10,44; 12,29; Łk 19,47; Dz 13,50; 28,17; 1Tm 1,15)
lub w kontekście wizji – o wskrzeszeniu Abrahama po powrocie Mesjasza
nie są wystarczające jako zbyt mało kontrowersyjne by chcieć za nie zabić.
Jeszua (Jezus) wyraźnie już wcześniej zaprzeczył byciu Bogiem (J 8,54),
stwierdzając że jego własna chwała byłaby niczym, ale wywyższa go Bóg;
co równie pewnie stwierdzał też wcześniej i później (J 5,19.30; 14,10.28)
oraz kwestionując nazwanie go „Dobrym” (Mt 19,17; Mk 10,18; Łk 18,19);
więc nie można uważać, że już w kolejnym zdaniu podał się za Boga
lub że odbierano następne słowa ignorując i sprzecznie z poprzednimi;
zatem jedynym, co wyznawcy judaizmu mogliby wtedy uznać za grzech
było wypowiedzenie Imienia Boga w nieuzasadniającej tego sytuacji,
w wypowiedzi innego rodzaju niż te, dla których pozwalała na to tradycja
(choć oczywiście przekazywanie objawienia pozwala wymówić Imię יהוה
i właściwe ograniczenia samej Tory są mniej surowe niż rabiniczne).
W tradycji judaizmu już wtedy z pewnością istniały
znaczące ograniczenia lub nawet zakazy wymawiania Imienia Boga,
np. zezwalające na to jedynie kohenom podczas służby w Świątyni;
więc czy Jeszua i apostołowie je w jakimś zakresie uznawali czy nie,
musieli liczyć się z tym, że publiczne wymówienie wzbudzi oburzenie
i próby ukarania za grzech jak widoczna w rozważanym wydarzeniu.
Z pewnością potwierdzona w rękopisach jest też historyczna praktyka
nie przekładania zapisu Imienia Boga na inne języki, w tym na grekę,
bo najstarsze rękopisy Septuaginty mają hebrajski zapis w greckim tekście,
zaś w nowszych jest Ono zastępowane tytułami tak samo jak współcześnie;
a znaleziono też takie, gdzie na Imię Boga pozostawiono puste miejsca,
żeby inny skryba mógł dopisać je po sprawdzeniu poprawności tekstu
(bo tekstu z Imieniem Boga nie można już niszczyć nawet gdy ma błędy).
Z tego powodu apostołowie, którzy ten zwyczaj z pewnością szanowali,
musieli mieć sposoby by pokazać wymówienie Imienia Boga niewprost,
nie zapisując tego, czego nie można pisać inaczej niż po hebrajsku,
ale pozwalając z wyjątkowości słów zrozumieć co powiedziano.
Trudno powiedzieć jak często i w jakich sytuacjach Jeszua wymawiał Imię Boga,
ale J 8,58 i J 18,6 relacjonują, że wypowiedział publicznie je lub jego sens
korzystając z wieloznaczności fraz w języku i sprytnie posługując się grą słów;
bo musiał wtedy powiedzieć coś bardzo nietypowego i kontrowersyjnego,
co wywołało reakcje jak opisane, które potrzebują mocnych powodów.
Wypowiedzenie (znaczenia) Imienia Boga w formie „Ja Jestem”
nie oznacza jednak wcale podania się za Boga ani pomyślenia czegoś takiego,
bo czyni to każdy czytający i rozważający Torę gdy napotyka te słowa,
które wtedy naturalnie rozumie właściwie w kontekście wystąpienia.
2.3.8. J 20,28 – Władca i Bóg
J 20,28:
„ἀπεκρίθη Θωμᾶς καὶ εἶπεν αὐτῷ
ὁ κύριός μου καὶ ὁ θεός μου”
ten władca mój i ten Bóg mój.”
Słowa apostoła Tomy (Tomasza) gdy spotyka zmartwychwstałego Jeszuę
są wykorzystywane jako argument o jego „Bóstwie” i „preegzystencji”
przy poczynieniu w ich odczycie 2 błędnych i bezpodstawnych założeń:
– że słowo „θεός” („theos”) jednoznacznie określa Boga [Najwyższego],
– że oba tytuły wypowiedziane przez apostoła odnoszą się do 1 osoby – Jeszui;
w rzeczywistości można jednak tę wypowiedź rozumieć całkiem inaczej
i są bardzo mocne biblijne powody, by interpretować ją odmiennie:
Po pierwsze już w Torze znajduje się relacja wypowiedzi Boga,
który wprost ustanawia „elohim dla faraona” Moszego (Mojżesza)
(Szemot/2Moj/Exodos/Wj 7,1 w Septuagincie ma słowo „θεὸν” („theon”),
które jest odmianą słowa najczęściej oznaczającego „Boga”, ale nie tylko),
a mimo tego nikt nigdy nie uważał, że Mosze(h) to „osoba boska”,
lecz wszyscy od wieków rozumieją tę sprawę mniej-więcej poprawnie:
jako podobieństwo w zakresie tego, że Mosze(h) otrzymał władzę
i miał dokonać sądu nad faraonem, do czego został posłany.
Potwierdzenia tego, że słowo „אֱלֹהִים” („elohim”) może też oznaczać
śmiertelnych ludzi pełniących funkcje władców lub sędziów
dostarcza Ps 82,6-7; na które Jeszua powołuje się w J 10,33-36
pewnie obalając fałszywy zarzut „czynienia się równym Bogu„:
– po pierwsze sam Bóg nazywa w ten sposób wiele osób,
które zamierza osądzić i ukarać za źle sprawowaną władzę;
– po drugie Jeszua (Jezus) powołuje się właśnie na to źródło,
żeby pokazać w jakim sensie może odnosić ten tytuł do siebie
i nie wskazuje żadnego tekstu mówiącego o „najwyższym Bóstwie”,
ale raczej taki, który opisuje służbę, którą Jedyny Bóg osądza.
Po drugie wspomnienie obok siebie „władcy i Boga”, „pana i Boga”
nie jest czymś wyjątkowym, co występowałoby tylko w J 20,28;
ale takie połączenie jest stosowane w Biblii wielokrotnie,
np. przy początkach większości listów apostolskich:
Rz 1,7; 1Kor 1,3; Ga 1,3; Ef 1,2; Flp 1,2; Kol 1,2; 1Tes 1,1;
1Tm 1,2; Tt 1,4; Jk 1,27-2,1; 1P 1,2-3; 2J 1,3; Jud 1,1-4
(ta lista zawiera przykłady, a nie wszystkie wystąpienia,
podobne zdania można też znaleźć np. w „drugich listach”)
czy też w przytoczonym i rozważonym już tu wcześniej 1Kor 8,6
i w tych wystąpieniach bardzo wyraźnie jest mowa o 2 osobach:
one pewnie rozróżniają Boga Ojca i władcę Jeszuę Mesjasza;
zatem apostoł Toma mógł myśleć i mówić o tym tak samo:
Rz 1,7:
„πᾶσιν τοῖς οὖσιν ἐν Ῥώμῃ
ἀγαπητοῖς θεοῦ κλητοῖς ἁγίοις
χάρις ὑμῖν καὶ εἰρήνη ἀπὸ θεοῦ πατρὸς ἡμῶν
καὶ κυρίου Ἰησοῦ Χριστοῦ„
umiłowanym Boga, powołanym świętym:
łaska wam i pokój od Boga, Ojca naszego
i władcy Jeszui Mesjasza.„
2J 1,3:
„ἔσται μεθ᾽ ἡμῶν χάρις ἔλεος εἰρήνη
παρὰ θεοῦ πατρός καὶ παρὰ Ἰησοῦ Χριστοῦ τοῦ υἱοῦ τοῦ πατρός
ἐν ἀληθείᾳ καὶ ἀγάπῃ”
od Boga Ojca i od Jeszui Mesjasza, tego syna tego Ojca
w prawdzie i miłości.”
Współcześnie może to nie być dla ludzi tak samo oczywiste,
bo od dawna żyjemy w zlaicyzowanych, świeckich republikach,
a nie jak jeszcze 100 lat temu np. w chrześcijańskich monarchiach,
gdzie w tytulaturach władców powszechne było „z Bożej łaski król„,
co wprost mówi, że ponad królem na Ziemi jest wyższy Władca
i dokładnie taki wzór w tej sprawie daje też biblijna historia:
– Szaul został królem, bo Bóg go wybrał i Szmuel (Samuel) namaścił;
– Dawid został królem, bo Bóg go wybrał i Szmuel (Samuel) namaścił;
– Szlomo(h) (Salomon) został królem, bo Bóg go wybrał…;
– Elijahu (Eliasz) przed odejściem namaścił kilku królów.
Apostoł Toma doświadczając dowodu zmartwychwstania
i tym samym przekonując się o wybraniu Jeszui przez Boga
złożył wyznanie o tym, że Jeszua jest królem od Boga,
a nie tylko np. jakimś samozwańczym pretendentem
jak inni „kandydaci na mesjaszów”, którzy się pojawiali,
ale ich działalność szybko upadała wraz z ich śmiercią.
2.3.9. Prz 30,4 – Syn Stwarzającego
Prz 30,4:
מי עלה שׁמים ויּרד”
מי אסף רוּח בּחפניו
מי צרר מים בּשּׂמלה
מי הקים כּל אפסי ארץ
מה שּׁמו וּמה שּׁם בּנו
„כּי תדע
Kto zebrał wiatr/ducha w_dłonie_jego?
Kto otoczył wody w_zbiorniku?
Kto ustanowił wszystkie krańce Ziemi?
Jakie Imię_Jego i_jakie imię syna_Jego?
Czy wiesz?”
Werset Prz 30,4 jest przytaczany przez zwolenników „preegzystencji”,
bo zawiera pytanie o syna w kontekście czynności stwarzania świata;
na podstawie czego twierdzą oni, że syn miałby uczestniczyć w stwarzaniu,
co jednak w żadnym stopniu nie jest interpretacją treści tego tekstu,
a dopowiedzeniem, które faktycznie ignoruje i wypacza co on mówi…
Jeśli Prz 30,4 wspomina „syna_Jego” – syna Stwarzającego,
to jasno wskazuje, że samym Stwarzającym jest Ojciec tego syna;
zatem nijak nie wskazuje to, że syn miałby cokolwiek robić w tej sprawie.
Gdyby syn miał być rzekomym „(współ)stwórcą świata”,
jak by tego chcieli propagatorzy błędnych doktryn,
to w tym tekście byłoby pytanie o „wnuka Bożego„:
kogoś z następnego pokolenia po Stwarzającym;
a to jest pojęcie całkiem obce biblijnym religiom,
jakiego nikt nigdy nikomu nie głosił ani nie uznał.
Najważniejszy w tej sprawie jest zaś fakt,
że Prz 30,4 nie zawiera stwierdzenia, ale pytanie;
zatem wbrew wszelkim doktrynom o niczym nie rozstrzyga;
ale raczej oczekuje od czytelnika przypomnienia sobie
co wie lub czego nie wie z wcześniejszych tekstów wiary
(w tym też czego nie da się i nie można wiedzieć w tej sprawie);
w następstwie czego może odpowiedzieć poprawnie lub błędnie…
To oczywiście zależy od sposobu interpretacji słowa „syn”…
Jak zatem na to pytanie mógłby uczciwie odpowiedzieć
wyznawca judaizmu z czasu powstania Księgi Przysłów?
- Gdyby pod tym pojęciem choćby hipotetycznie chcieć rozumieć
kogoś „zrodzonego z Boga”, „dziedziczącego Bóstwo” i „będącego jak Bóg„,
to każdy wyznawca judaizmu z czasów Księgi Przysłów musiałby odpowiedzieć,
że takiej osoby nie ma, zatem nie może znać, bo nie istnieje takie „imię syna”.,
bo tego typu koncepcje są znacznie późniejsze i dla judaizmu odstępcze i obce. - Gdyby pod tym pojęciem chcieć rozumieć anioła postawionego ponad innymi,
który stworzony przed stworzeniem świata mógłby uczestniczyć w stwarzaniu reszty;
to oparty na Biblii judaizm również musiałby uznać, że takiego wcale nie zna,
natomiast uwzględniając pozakanoniczne teksty można by rozważać kilku, np.:
Szatana (Hi 1,6; Obj 12,7-9), Mikhaela (Dn 10,13), Gabriela, Rafaela czy Uriela;
którzy pełnią funkcje zwierzchników aniołów, ale nie są jak sam Bóg
(a kanoniczne świadectwa niektórych ich imion i ról są późniejsze)
i żaden z nich nie jest zawsze ponad wszystkimi innymi aniołami,
ale tylko nad swoimi oddziałami lub przez ograniczony czas. - Gdyby pod tym pojęciem rozumieć kategorię lub wszystkich aniołów,
którzy zostali stworzeni przed stworzeniem tego świata fizycznego,
to można by podawać wiele ich imion, które jednak nie są istotne,
bo Biblia niemal nie zajmuje się sprawami aniołów ani ich imionami;
a w takim rozumieniu „synowie Boga” są zwykłymi sługami Boga. - Gdyby pod tym pojęciem rozumieć człowieka przemienionego w anioła,
to w oparciu o Biblię wtedy nie było o takim wiadomo, nie znano takiego;
a uwzględniając pseudoepigrafy i tradycję mógłby to być Chanokh ((H)Enoch)
(bo w ziemskim ciele nie da się żyć w Niebiosach bez pokarmu i powietrza),
jednak kanoniczne świadectwa dla takiej idei są późniejsze (Dn 7,9.13-14);
a do przemienionych można zaliczyć też Elijahu (Eliasza) i Jeszuę (Jezusa),
o których jednak było wiadome, że najpierw byli zwykłymi ludźmi,
których życie zaczęło się długo, wiele pokoleń po stworzeniu świata… - Gdyby pod tym pojęciem rozumieć człowieka uczynionego władcą,
to przed powstaniem Księgi Przysłów jako takiego poznano Szlomo(ha),
o którym król Dawid otrzymał proroctwo, że Bóg uzna jego syna za syna;
zatem wyraźnie nie chodzi o takiego „syna”, który miałby być kimś jak Bóg,
ale o śmiertelnika, który został wybrany i postawiony ponad innymi. - Gdyby pod tym pojęciem rozumieć ludzi, którym dano władzę sądzenia,
jak o tym świadczy Ps 82,6-7, że wielu takich pozostaje śmiertelnikami,
których Bóg rozliczy i ukarze za to, że źle sprawowali powierzony urząd;
to wyraźnie nie chodzi o „synów”, którzy mieliby być jak Bóg… - Gdyby pod tym pojęciem rozumieć wszystkich ludzi wiernych Bogu,
to mnogość imion, jakie można by podawać praktycznie bez końca
na pewno nie mówiłaby o osobach będących jak sam Bóg;
zatem nie byłoby to nic znaczącego w tej sprawie
i należałoby zrozumieć, że nie o to chodzi.
Ostatecznie na pytanie zadane na końcu Prz 30,4 przez ponad 1000 lat
między czasami Szlomo(ha) (Salomona) i początkiem „chrześcijaństwa”
judaizm mógłby odpowiadać „nie ma takiego imienia„, „nie wiem„
lub najpierw dopytywać o jaki sens właściwie chodzi pytającemu,
po czym stwierdzić, że takie imiona są dla teologii nieistotne,
bo nie dotyczą nikogo jak sam Bóg, a jedynie służących Bogu;
jednak w „chrześcijaństwie” nie kieruje się wiedzą, żeby wskazać prawdę,
ale wymyśla i dopowiada taką odpowiedź, żeby pasowała do założeń…
2.3.10. Prz 8,22-36 – Mądrość Boga
Kolejny rozważany fragment zawiera słowa,
o których wielu „chrześcijan” bez zawahania odpowiedziałoby,
że zostały wypowiedziane przez „Jezusa” i są o „Jezusie”
(w szczególności końcowe słowa o życiu i łaskawości Boga)
mimo zupełnego braku wiedzy skąd pochodzą i o czym mówią:
Prz 8,22-9,1:
יהוה קנני ראשׁית דּרכּו„
קדם מפעליו מאז
מעולם נסּכתּי
מראשׁ מקּדמי ארץ
בּאין תּהמות חוללתּי
בּאין מעינות נכבּדּי מים
בּטרם הרים הטבּעוּ
לפני גבעות חוללתּי
עד לא עשׂה ארץ וחוּצות וראשׁ עפרות תּבל
בּהכינו שׁמים שׁם אני
בּחוּקו חוּג על פּני תהום
בּאמּצו שׁחקים ממּעל
בּעזוז עינות תּהום
בּשׂוּמו ליּם חקּו
וּמים לא יעברוּ פיו
בּחוּקו מוסדי ארץ
ואהיה אצלו אמון
ואהיה שׁעשׁעים יום יום
משׂחקת לפניו בּכל עת
משׂחקת בּתבל ארצו
ושׁעשׁעי את בּני אדם
ועתּה בנים שׁמעוּ לי
ואשׁרי דּרכי ישׁמרוּ
שׁמעוּ מוּסר וחכמוּ
ואל תּפרעוּ
אשׁרי אדם שׁמע לי
לשׁקד על דּלתתי יום יום
לשׁמר מזוּזת פּתחי
כּי מצאי [מצאי] מצא חיּים
ויּפק רצון מיהוה
וחטאי חמס נפשׁו
כּל משׂנאי אהבוּ מות
חכמות בּנתה ביתהּ
„חצבה עמּוּדיה שׁבעה
przed_dziełami_swymi dawnymi,
od_wieczności ustanowiona_jestem,
od_początku, od_wyłonienia_(się) Ziemi.
Gdy_nie_(było) oceanów poczęta_(zostałam),
gdy_nie_(było) źródeł obfitujących wodami,
zanim te_góry osadzone_zostały,
przed_obliczem wzgórz poczęta_(zostałam).
Gdy_(jeszcze) nie stworzył ziemi i_pól i_początku pyłu świata,
w_podpieraniu_Jego Niebios tam ja_(byłam),
w_ustanawianiu_Jego ograniczenia nad obliczem oceanu,
w_utwierdzaniu_Jego obłoków z_wysokości,
w_umacnianiu źródła oceanu,
w_wyznaczaniu_Jego dla_morza granicy_jego
by_wody nie przekroczyły brzegów_swoich,
w_wykuwaniu_Jego fundamentów Ziemi.
I_byłam przy_Nim mistrznią
i_byłam zachwytami_Jego dzień (w)_dzień,
radowałam_(się) przed_obliczem_Jego w_cały czas,
radowałam_(się) na_lądach Ziemi_Jego
i_zachwycałam_(się) tymi synami ludzkimi;
a_teraz synowie słuchajcie ode_mnie
i_ubogaceni dróg_moich strzegący,
słuchajcie napomnień i_mądrzy_(bądźcie)
i_nie odrzucajcie_(ich).
Ubogacony człowiek słuchający ode_mnie,
czuwający przy drzwiach_moich dzień (w)_dzień
aby_strzec słupów wejścia_mego,
bo znajdujący_mnie [znajdując_mnie] znalazł to_życie
i_zyska łaskawość od_יהוה [Boga],
a_gubiący_mnie rani duszę_swą,
wszyscy nienawidzący_mnie kochają śmierć.
Mądrość zbudowała dom_swój,
wyciosała słupów_swych siedem.”
Fragment z Księgi Przysłów mówi jednak o mądrości
i pochodzi z tekstu starszego o około 1000 lat niż przyjście Mesjasza;
zatem przed długi czas rozumiano go bez związku z Jeszuą (Jezusem),
a raczej w odniesieniu do Ustanowień i Pouczeń Boga,
których stosowanie kształtuje sprawiedliwe życie…
Oczywiście istnieją w Biblii słowa jak 1Kor 1,24.30,
gdzie jest napisane, że Mesjasz jest mądrością Boga;
których błędna interpretacja utożsamia Jeszuę i mądrość
bez właściwego rozpoznania znaczenia słowa…
Trzeba mieć świadomość, że „mądrość” może być rozumiana różnie:
1. jako cecha osoby – zdolność mówienia i czynienia słusznie
opierająca się na wiedzy, doświadczeniu, opanowaniu, myśleniu;
2. jako przejaw i świadectwo posiadania i kierowania się tą cechą
jakim może być np. czyn, przemowa lub napisana książka,
w których treści inni będą dostrzegać mądrość i się jej nich z uczyć.
Mesjasz Jeszua faktycznie jest przejawem i świadectwem mądrości Boga,
bo pokazuje, że Bóg wspaniale postanowił o daniu ludziom szansy na to,
żeby mogli i chcieli się nawracać, poprawiać i rozwijać w sprawiedliwości
dzięki udzielonemu ratunkowi i wzorowi jego świętego życia.
Nie można jednak mylić i utożsamiać przejawu z cechą osoby;
bo to prowadziłoby do błędnych i uwłaczających Ojcu wniosków,
bo złe twierdzenie, że cechą mądrości jednej osoby jest inna osoba
oznaczałoby, że ta pierwsza osoba nie ma własnej mądrości, jest głupia
i musi w całości polegać na tym, że ta druga będzie ją pouczać i prowadzić;
podczas gdy to nie syn prowadzi Ojca, ale Ojciec daje wszytko synowi,
więc to Ojciec jest źródłem mądrości, która w synu się przejawia
i mądrość jest pierwszym stworzeniem Boga, które było od pocżatku,
co nie mówi o synu, który o tej mądrości zawiadczył i nam ją pokazał.
Ubóstwiający syna stawiają zarzut, że unitarianizm umniejsza Mejaszowi;
ale prawda jest przeciwna – nadmierne wywyższenie syna poniża Ojca,
bo nic nie znieważa Ojca bardziej niż przeniesienie na syna Jego cechy
oznaczające, że Ojciec miałby tę cechę utracić jako swoją własną;
dlatego trzeba mówić o Mesjaszu właściwie, a nie przesadnie:
mówić co syn otrzymał od Ojca, nie zaś, że coś miał sam.
2.3.11. Mi 5,1/2 – Pochodzenie z Beit Lechem
Jako argument na rzecz „preegzystencji” bywa też
nadużywany i znacząco przekręcany werset Mi 5,1/2:
Mi 5,1/2:
ואתּה בּית לחם אפרתה„
צעיר להיות בּאלפי יהוּדה
ממּך לי יצא להיות מושׁל בּישׂראל
„וּמוצאתיו מקּדם מימי עולם
małym aby_być w_tysiącach Jahuda(ha),
z_ciebie dla_Mnie wystąpi aby_być rządzącym w_Iszraelu,
a_pochodzenie_jego z_dawnego_[czasu], z_dni odwiecznych.”
Tekst ten nie mówi o osobie Mesjasza, ale o Beit Lechem – mieście urodzenia
i nie o życiu Mesjasza, ale o jego pochodzeniu – przodkach i ojczyźnie,
a zatem o czymś, co właściwie ma osobę Mesjasza poprzedzać!
Miasto Beit Lechem nie jest czymś starszym niż stworzenie świata,
ale znacznie młodsze niż Ziemia, bo założone dopiero po potopie
i dopiero po podboju Ziemi Obiecanej przez Naród Iszraela
(nawet jeśli na miejscu i gruzach starszego miasta innych narodów),
zatem to proroctwo nawet nie sięga do „czasu teologicznego”,
o jakim niektórzy mówią w oparciu o wcześniejszy tekst.
2.3.12. Iz 9,5-6/6-7 i 7,14 – Mocarz Potężny, Patriarcha Wieczności i Bóg z Nami
Proroctwa mesjańskie znajdują się też w Księdze Jeszajahu (Izajasza),
z której w tej sprawie przywołuje się najczęściej Iz 9,5-6/6-7 i Iz 7,14
w przekładach sugerujących „boskie” znaczenia kluczowych słów,
które jednak w kontekście tekstów i historii właściwie są inne…
Iz 9,5-6/6-7:
כּי ילד ילּד לנוּ”
בּן נתּן לנוּ ותּהי המּשׂרה על שׁכמו
ויּקרא שׁמו פּלא יועץ אל גּבּור
אבי עד שׂר שׁלום
למרבּה המּשׂרה וּלשׁלום אין קץ
על כּסּא דוד ועל ממלכתּו
להכין אתהּ וּלסעדהּ
בּמשׁפּט וּבצדקה
מעתּה ועד עולם
„קנאת יהוה צבאות תּעשׂה זּאת
syn dany dla_nas i_będzie ta_władza na ramieniu_jego
i_nazwą imię_jego: cudowny doradca, mocarz potężny,
patriarcha wieczności, książę pokoju;
ze_wzrostem tych_rządów_jego i_dla_pokoju bez końca
na tronie Dawida i_w_królestwie_jego
aby_uprządkować je i_ustanowić_je
w_Wyrokach i_w_Sprawiedliwości
od_wtedy i_na wieczność.
Żarliwość יהוה [Boga] Zastępów uczyni to.”
Po pierwsze „אל גּבּור” („el gibor”) tłumaczone często jako „Bóg Mocny”
występuje też w werecie Ez 32,21 w liczbie mnogiej „אֵלֵ֧י גִבּוֹרִ֛ים” („eli giborim”),
gdzie opisuje umarłych wojowników, do których będą mieli dołączyć inni;
zatem wskazuje to, że ta fraza ma ogólniejsze znaczenie, które dotyczy ludzi
i najlepiej tłumaczyć ją jako „mocarz potężny”, którym może być i Bóg i ludzie.
Drugi kluczowy tytuł w proroctwie to „אבי עד„ („ebi/abi ad”),
często błędnie tłumaczony jako „Ojciec Odwieczny” po czym odnoszony do syna,
z zupełnym zaniedbaniem rozróżnienia pomiędzy Ojcem i synem,
co sprawia, że jego odnoszenie do Mesjasza jest po prostu błędne,
dlatego Pisma Apostolskie się na to proroctwo nie powołują,
a taka wykładnia powstała dopiero później…
Bardzo istotne jest tu także, że to proroctwo nie zapowiada przyszłości
(przynajmniej w znaczeniu podstawowym, które może pokazywać duchowe),
ale stwierdza w aspekcie dokonanym, że „dziecko narodziło_się dla_nas”,
zatem proroctwo musiało być spełnione już w czasie jego ogłoszenia,
a nie mówić o czymś, czego doświadczą dopiero przyszłe pokolenia,
zatem mówi ono o człowieku, który miał budować dobrą przyszłość,
dlatego słusznie może być nazwany „patriarchą wieczności”…
Trudność z właściwym zrozumieniem tego fragmentu wynika także z tego,
że często jest czytany i rozważany według podziału Biblii na rozdziały i wersety,
który nie jest oryginalnym sposobem organizacji tekstu przez autorów ksiąg,
ale został opracowany przez katolickich biblistów i powszechnie przyjęty
po wielu setkach lat – dopiero odpowiednio w XIII i XVI wieku n.e..
Sama idea podziału i numeracji jest oczywiście bardzo użyteczna,
bo pozwala prosto i jednoznacznie wskazywać fragmenty tekstu,
które każdy może rozpoznać niezależnie od języka i przekładu Pisma
inaczej niż cytaty, wcześniej podawane zawsze jako cały tekst;
zaś odbiorca musiał sam określić ich autentyczność i lokalizację,
znaleźć źródło podanych słów i kontekst, w którym je zapisano;
a jeśli tego nie potrafił, to mógł uznać fałsz lub przekręcenie…
Problemem są jednak kryteria dokonania tego podziału tekstu,
bo nie są to np. granice zdań, myśli, wypowiedzi ani zdarzeń,
a bywają np. długości tekstu i jakiś podział na strony lub kartki;
dlatego zdarzają się rozdzielenia czegoś, co powinno być połączone
i łączenia czegoś, co właściwe stanowi oddzielne elementy…
Przykłady tego to Iz 48,16-17 gdzie w pierwszym wersecie
kończy się treść wcześniejszego objawienia ze słowami Boga
i dalej zaczyna ogłaszanie kolejnego przez proroka Jeszajahu
(w podstawowym sensie część o posłaniu prorok stwierdza o sobie);
zaś błędny podział sugeruje, że mówiący uczestniczył w stwarzaniu
(żeby tekst sprawiał wrażenie obecności „mnie” (syna), יהוה [Boga] i ducha);
gdy zdanie „A_teraz Adonai, יהוה [Bóg] posłał_mnie” to kolejne objawienie,
które zaczyna się od ogłoszenia posłania i dania słów, które powiedział Bóg.
Mylący jest też właśnie podział Księgi Jeszajahu na 8. i 9. rozdział,
który nie przypada np. na słowa pewnie dzielące kolejne proroctwa,
jakimi są np. stwierdzenia, że mówi Bóg rozpoczynające objawienia;
dlatego istnieje tu bardzo istotna niepewność i różnica numeracji:
w różnych przekładach wersety Iz 8,23 i 9,1 mają tę samą treść
(gdy nie ma 8,23, to jego treść jest w 9,1 i reszta rozdziału przesunięta);
zaś czytanie razem 8. i 9. rozdziału pozwala zrozumieć więcej i lepiej…
Iz 8,18 mówi, że znakami w Iszraelu miały być dzieci proroka Jeszajahu
i Iz 8,1-4 wskazuje syna, który potwierdzi podbój Aramu i Iszraela przez Aszur,
co miało wskazywać bezpieczeństwo Jeruszalaim, które te 2 kraje atakowały;
zatem w Iz 8 jest mowa o synu proroka i ten temat jest kontynuowany…
Słuszne jest też czytanie i rozważanie zaczynające się jeszcze wcześniej,
bo sprawa spełniona w Iz 8,1-4 zaczyna się sytuacją i zapowiedzią w Iz 7,1-16,
co obejmuje słowa z Iz 7,14 cytowane w Mt 1,23…
Iz 7,14:
לכן יתּן אדני הוּא לכם אות”
„הנּה העלמה הרה וילדת בּן וקראת שׁמו עמּנוּ אל
uważaj, ta_panna pocznie i_porodzi syna i_nazwą imię_jego Amanu El.”
Ten „syn panny”, o którym prorok Jeszajahu mówił do króla Achaza miał być znakiem,
że inwazja Iszraela i Aramu będzie powstrzymana, a oba kraje upadną w 65 lat,
zatem syn musiał się się urodzić znacznie wcześniej niż podana w Iz 7,8 granica,
bo po tym czasie ten znak nie byłby już wcale potrzebny w tej sprawie.
Choć Iz 7,16 i Iz 8,4 podają różne umiejętności chłopca z tych proroctw,
to oba wskazują to samo wydarzenie zanim przestanie być niemowlakiem,
zatem wyraźnie i oczywiście mówią o tym samym synu proroka Jeszajahu,
który miał być synem panny – zaręczonej mu żony, ale zanim zamieszkali razem
(tak samo jak Miriam była „panną zaślubioną Josefowi” – Mt 1,18-20; Łk 2,5).
Ponieważ Iz 9,5-6/6-7 wydaje się być proroctwem o królu danym Achazowi,
istnieją interpretacje, że chodzi w nim o Hezekjahu (Ezechiasza/Hiskiasza),
który był pobożnym władcą, któremu Bóg błogosławił i dawał zwyciężać.
Choć jest to możliwość dokonanego dania syna w tamtym czasie,
tę interpretację wykluczają jednak inne fakty podane w Biblii:
1. Hezekjahu został królem w wieku 25 lat – 2Krl 18,1-2; 2Krn 29,1-2;
a jego ojciec, król Achaz panował tylko 16 lat – 2Krl 16,1-2; 2Krn 28,1-2
(teksty mogą pomijać 2. cyfrę wieku Achaza i mógł on być o kilka lat starszy,
ale nie wpływa to na różnicę 16-25 lat i wcześniejsze narodziny jego syna);
zatem Hezekjahu (Ezechiasz) urodził się zanim Achaz został królem
i był już na progu dorosłości gdy ogłoszone zostało proroctwo.
2. Na pewno nie może też chodzić o kolejnego króla – Menaszego,
bo proroctwa spełniły się do około 5. roku Hezekjahu – 2Krl 17,1-6;
podczas gdy Menasze(h) urodził się dużo później – 2Krl 21,1-2; 2Krn 33,1;
dopiero w drugiej połowie rządów Hezekjahu, po jego chorobie,
a był to też król bardzo daleki od Boga i czyniący wiele zła…
Jak zostało już wspomniane i wyjaśnione wcześniej
proroctwa w Iz 7-9 mówią o synu proroka Jeszajahu (Izajasza),
który według tradycji też był członkiem rodziny królewskiej,
bo jego ojciec Amoc miał być bratem króla Amacijahu (2Krl 14,1).
Syn proroka Jeszajahu mógł później być przodkiem dalszych królów,
np. jako ojciec lub dziadek matki króla Jaszijahu (2Krl 22,1; 2Krn 34,1),
który po 2 bezbożnych władcach – Menaszem i Amonie,
na pobożnego musiał być wychowany przez matkę.
2.3.13. 1Kor 10,4 – Mesjasz Towarzyszący Iszraelowi na Pustyni
Teza o „”preegzystencji” i działaniu Jeszui przed wcieleniem
jest też argumentowana w oparcu o werset 1Kor 10,4:
1Kor 10,4:
„καὶ πάντες τὸ αὐτὸ πνευματικὸν ἔπιον πόμα
ἔπινον γὰρ ἐκ πνευματικῆς ἀκολουθούσης πέτρας
ἡ πέτρα δὲ ἦν ὁ Χριστός”
pili bowiem z duchowej towarzyszącej skały,
tą skałą zaś był ten Mesjasz.”
Padają tu słowa, że „skałą towarzyszącą Iszraelowi był Chrystus/Mesjasz”,
co w „chrześcijaństwie” jest interpretowane jako „Jezus Chrystus”,
choć w rzeczywistości w tekście nie ma imienia tu Mesjasza!
Tanakh (Biblia Hebrajska) nazywa Mesjaszami proroków, kohenów (kapłanów) i królów
świadcząc, że tę funkcję może pełnić wiele osób, które otrzymały namaszczenie od Boga, np.:
Aharon, Szaul i Cyrus (Wajikra/3Moj/Leutikon/Kpł 4,3; 6,15/22; 1Sm 24,8-10/9-11; Iz 45,1);
więc tytuł nie jest związany z konkretną osobą, ale właśnie z namaszczeniem,
które w drodze Iszraela z Micraim mieli np. Aharon i Mosze(h) (Mojżesz).
W następstwie błędu interpretacji 1Kor 10,4 obecność Jeszui wmawia się
do historii w wielu miejscach, gdzie relacje nijak tego nie wspominają, np.:
– posłanie anioła, który nie przebaczy win (Szemot/2Moj/Exodos/Wj 23,20-33)
(ten anioł miał być surowy – mieć cechę przeciwną temu, co reprezentował Jeszua);
– ukazania (chwały) Boga 70 starszym Iszraela (Szemot/2Moj/Exodos/Wj 24,9-11);
– odwiedzenie Abrahama i zniszczenie Sodomy (Bereszit/1Moj/Genesis/Rdz 18-19);
– pomieszanie języków przy budowie wieży Babel (Bereszit/1Moj/Genesis/Rdz 11,6-9);
– stworzenie ludzi na podobieństwo Boga (Bereszit/1Moj/Genesis/Rdz 1,26-28)
(z małżeństwem – relacją męża i żony, a nie zupełnie inną relacją Ojca i syna);
co jednak nie stanowi w sprawie argumentów o choćby minimalnej wartości,
bo opiera się wyłącznie na dopowiadaniu, a nie wnioskowaniu z tekstów,
gdzie nie są określone tożsamości aniołów, z którymi Bóg rozmawia i ich posyła
(i tak jak w Sdz 13,17-18 nie potrzeba tego wiedzieć, skoro tego nie podano);
więc te fragmenty wcale nie dostarczają podstaw do stawianych tez
tak samo jak zostało to już wyjaśnione co do Listu do Hebrajczyków.
Stwierdzenie, że Ducha Mesjaszowego mieli wcześniej inni ludzie
przekazał i utrwalił wprost apostoł Kefa (Piotr) w swoim 1. liście:
1P 1,10-11:
„περὶ ἧς σωτηρίας ἐξεζήτησαν καὶ ἐξηραύνησαν προφῆται
οἱ περὶ τῆς εἰς ὑμᾶς χάριτος προφητεύσαντες
ἐραυνῶντες εἰς τίνα ἢ ποῖον καιρὸν ἐδήλου
τὸ ἐν αὐτοῖς πνεῦμα Χριστοῦ προμαρτυρόμενον
τὰ εἰς Χριστὸν παθήματα καὶ τὰς μετὰ ταῦτα δόξας”
ci o tej względem was łasce zaczynający_prorokować;
badając na jaką lub jakiego_rodzaju porę ujawniał
ten w nich Duch Mesjaszowy wcześniej_świadczący
(o_tych) na Mesjasza cierpieniach i tych po tamtych chwałach.”
Jest to jasny dowód tego, że „Duch Mesjasza” to nie „osoba Mesjasza”,
bo różne osoby otrzymały tego samego ducha i działały pod jego wpływem
między innymi wskazując i zapowiadając czego dokona ostetczny Mesjasz;
trzeba więc rozróżniać osobę pełniącą funkcję od daru, który otrzymała;
bo gdy natchnienie pochodzące od Boga jest czymś odwiecznym,
to otrzymują je ludzie żyjący każdy w swoim czasie.
2.3.14. Podsumowanie Omówionych Wersetów
W rozdziałach tego tekstu omówione zostały najważniejsze fragmenty Biblii,
które są przytaczane w dyskusjach na temat „preegzystencji” i ogólniej chrystologii;
wskazano fałszywe założenia, uproszczenia, nadużycia i błędy w interpretacji,
pokazano różne faktycznie możliwe znaczenia słów i powody wyborów właściwych,
a ogólniej metody sprawdzania, oceny i wyboru zrozumienia Słowa Bożego,
przy pomocy których można podobnie rozważyć też inne fragmenty Biblii:
– czy słowa są rozumiane w normalnych, powszechnie stosowanych znaczeniach,
które odbiorca może sam zrozumieć w oparciu swe doświadczenie i starsze teksty,
czy trzeba zacząć od wprowadzenia nowych doktryn i dziwnych definicji pojęć,
żeby po tym tekst mógł uzyskać takie znaczenie, do którego chce się przekonać;
– czy różne możliwości znaczeń słów są wiadome i brane pod uwagę w rozważaniu,
czy narzucane bezpodstawnie przedstawia się jako jedyną możliwość i ukrywa inne;
– czy wykładnia fragmentu jest spójna z bliskim i dalszymi kontekstami czy nie,
w szczególności czy cytaty ze starszych tekstów są wykorzystane w wiernym sensie
czy ignorują właściwe znaczenie i przekręcają to, na co się powołują;
– czy rozważane teksty podają wszystkie fakty niezbędne dla tezy,
czy teza opiera się na dopowiedzeniu do tekstu, który wykorzystuje.
Ogólnie poprawna kolejność rozważania musi być taka,
że najpierw trzeba rozpoznać co właściwie zawiera sam tekst
(bo słowa, szczególnie przetłumaczone, mogą być błędne i mylące),
a dopiero potem próbować zrozumieć co autor w nim wyraża
(a nie co chciałoby się z niego wyczytać dopowiadając swoje).
2.4. Mądrość Boga Przejawia Się w Celowym Działaniu
Jednym z bardzo istotnych czynników w tej sprawie
jest uznanie Mesjasza za Mądrość Boga – przejaw Mądrości w praktyce;
a to nie polega na zbędnym popisywaniu się nadludzką mocą bez sensu,
lecz na działaniu, które ma konkretny cel i do czegoś ważnego prowadzi.
Mesjasz nie został ustanowionym przez Boga tylko po to,
żeby mógł zadziwiać ludzi i być przedmiotem czci jak pogańskie bożki
(w tym m.in. takie, które według mitów są hybrydami bożków z ludźmi),
bo tego od dawna ludzkości nie brakowało i coś takiego nic by nie zmieniło,
nadal czczenie nadludzkich bytów tylko odwracałoby uwagę od świętego życia.
Mesjasz został posłany jak wzór pokory, uniżenia, poświęcenia i świętości,
żeby zachęcić innych do nawrócenia, poprawy i naśladowania go (Mt 16,24),
dlatego musi być kimś, kogo naśladować możemy i potrafimy.
W związku z tym ważne jest też znaczenie zabrania Jeszui po przemienieniu,
kiedy faktycznie stał się bytem duchowym przewyższającym ludzi…
Gdyby Jeszua (Jezus) w przemienionej formie jawnie pozostał wśród ludzi,
to wiedząc, że on już teraz potrafiłby lekko spełnić każdą prośbę (Mt 28,18),
że to dla niego „pestka” czy „pstryknięcie palcami”, po prostu żaden trud,
ludzie oczekiwaliby, że będzie dla nich czynił wszystko, o co tylko poproszą
z pewnością, że skoro usłyszał ich słowa, to też na pewno to wykona
i nikt nawet nie próbowałby już robić czegokolwiek własnymi siłami,
a prosić o pomoc tylko w tych problemach, które przerastają nasze siły
(dlatego Jeszua został zabrany i jest posyłany tylko do niektórych;
może działać z ukrycia gdy potrzeba, a nie zawsze dla wszystkich);
w związku z czym bez doświadczeń ludzie przestaliby się rozwijać…
Słowo Boże mówi jednak, że mamy stać się podobni do Jeszui (1J 3,2),
a żeby tak się stało potrzebujemy podobnych doświadczeń i prób postępowania,
dlatego ważne jest, żeby dalej żyć jako ludzie w świetle danych pouczeń;
aż odpowiednio ukształtujemy nasze sposoby myślenia i postawy,
żebyśmy przy powtórnym przyjściu Mesjasza mogli być przemieni jak on,
jak to jest zapowiedziane w 1Kor 15,51-52…
Skoro mamy wtedy stać się podobni do aniołów (Mt 22,30; Mk 12,25; Łk 20,35-36),
w tym uzyskać podobną do nich moc, a nawet osądzać aniołów (1Kor 6,3);
to potrzeba nam nie tylko chęci i zdolności korzystania z takich darów,
ale w szczególności opanowania i powstrzymywania się od złego użycia,
bo nawet doczesne bogactwo i władza potrafią mocno skorumpować ludzi,
którzy mając możliwości czerpią z nich osobiste korzyści kosztem innych;
zaś moc aniołów jest znacznie większa niż wszystko, co ludzie potrafią…
Biblijne przykłady działania aniołów świadczą między innymi że:
– 1 anioł zgładził 185 000 ludzi z armii Aszuru (Asyrii) – 2Krl 19,35; Iz 37,36;
– 1 anioł zabił w 1 chwili wszystkich pierworodnych z Micraim (Egiptach),
a więc precyzyjnie trafił we właściwe łóżka w całym kraju i ominął inne;
– 2 aniołów zniszczyło Sodomę, (G)Amorę, Admę i Ceboim
mając w swych rękach potęgę porównywalną do bomb jądrowych;
dlatego przed otrzymaniem czegoś takiego trzeba się na to przygotować,
trzeba być nauczonym odpowiedzialności i opanowania w praktyce,
trzeba umieć okiełznać i zatrzymać złe emocje, gniew, popędliwość,
żeby bez potrzeby, zbyt wcześnie, nie zgładzić razem z winnymi innych,
czego niewłaściwie chcieli nawet apostołowie nim Jeszua ich skarcił (Łk 9,54-55);
a w zapowiedzianym pierwszym zmartwychwstaniu udział będą mieli ci,
którzy będą gotowi, żeby stać się jak Mesjasz i panować z nim (Obj 20,4-6);
czego bardzo ważnym aspektem jest nie nadużywanie władzy.
2.5. Błędne Nauczanie – Antychryści?
Na podstawie wersetu 1J 4,3 zostało już wcześniej stwierdzone,
że nauczający o Jeszui (Jezusie) Mesjaszu błędnie – że nie przyszedł „w ciele”,
a więc np. głoszący doktryny o jego odwiecznym „bóstwie” lub „preegzystencji”
mają ducha antychrysta (zamiast-chrystusa), odwodzącego i przeciwnego Mesjaszowi;
więc w kontekście współczesnej sytuacji po wielu wiekach powszechnego odstępstwa,
gdy większość ludzi wierzyła lub nadal wierzy w błędne kościelne doktryny,
trzeba rozważyć pytanie – czy bezwarunkowo dotyczy to wszystkich?
Na pewno potępieni są ci, którzy zwodnicze doktryny wymyślają i wprowadzają,
a także ci, którzy mając już znajomość różnych możliwości i popełnianych błędów
świadomie wybierają, żeby uznawać i głosić treści sprzeczne ze Słowem Boga;
jednak w innej sytuacji są ludzie, którzy zostali wprowadzeni w błąd przez innych
i nie znając innych możliwości bronią i propagują jedyną znaną wykładnię…
Faktem jest, że współcześnie unitarianizm z chrystologią adopcjanistyczną
bardzo często jest na nowo odkrywany przez ludzi gorliwie studiujących Biblię,
którzy najpierw sami zmieniają swe zdanie, a potem przekonują do tego innych,
więc w zborach toczą się dyskusje i spory, w których stary błąd jest broniony,
a do uznania poprawnego zrozumienia może dochodzić stopniowo.
W takich sytuacjach przeszłość ostatecznie przestaje mieć znaczenie
i na pewno można mówić o uwolnieniu od „ducha antychrysta”,
a także o prowadzeniu przez Boga do nawrócenia w tej sprawie
podobnie jak ogólnie do nawrócenia z pogaństwa…
Występuje też jeszcze inny problem, który może pojawić się później:
sprawność ludzi, zarówno w zakresie siły, zręczności jak i pamięci i myślenia
może ulegać pogorszeniu w związku z podeszłym wiekiem lub chorobami,
a gdy tak się stanie, można zapomnieć do czego się doszło, co zrozumiało,
to zaś nie dzieje się całkowicie, równomiernie ani przypadkowo,
lecz dobrze pamięta się informacje ważne, używane długo i często,
a gorzej te znane krótko, o których więcej się słyszało niż mówiło;
dlatego np. pastor, który kilkadziesiąt lat głosił źle i tego bronił,
a potem zrozumiał prawdę i poprawił swoje stanowisko i nauczanie;
może na pewnym etapie znów mówić źle wbrew swym przekonaniom,
po prostu dlatego, że starsze stanowisko pamięta znacznie lepiej
i bardzo łatwo sprowokować go do wypowiedzi, która znów je wyrazi,
podczas gdy ostateczne pojmowanie wymaga pomocy w przypomnieniu,
zadania w rozmowie odpowiednich pytań lub wskazania wersetów,
w reakcji na które będzie mógł pokazać jak faktycznie wierzy…
Taki problem wystąpił między innymi w naszej społeczności
i nasz wieloletni przełożony wielokrotnie mówił publicznie,
że „mój komputer nie działa już tak jak dawniej”
nie mając na myśli żadnego komputera, którego nie używał,
ale raczej nosił ze sobą „twarde dowody” – torby z książkami,
żeby móc pokazywać co, gdzie jest napisane i jak kto nauczał;
a w ten sposób mówił właśnie o sprawności swego umysłu,
który nie pozwalał mu pamiętać i kojarzyć jak przed laty,
ale nie oznaczało to, że nie pamiętał nic i nie potrafił nauczać;
bo wystarczyło zadać pytanie lub stwierdzić kontrowersję,
żeby zapalić go do starego wykładu, jaki wygłaszał już wiele razy
i usłyszeć 40-minutowy lub dłuższy wywód pełen cytatów…
Ale jeśli znało i rozumiało się sytuację, w tym problem wieku,
i w związku z tym udzieliło bratu w rozmowie potrzebnej pomocy,
to sam opowiadał np. podobieństwo „tlenu w atmosferze i butli„
pokazujące, że Mesjasz jest jak cząstka ducha Boga,
która została wzięta z powietrza i zamknięta w butli,
ale pomimo tego niczego Bogu to nie umniejszyło;
brat mówił też 4 słowa „Jeszua człowiek, Mesjasz duch„,
które pokazywały, że nie utożsamiał Jeszui z Mesjaszem,
ale rozumiał, że Mesjasz oznacza więcej niż tylko Jeszuę,
zaś Jeszua otrzymał Ducha Mesjaszowego, co go wywyższyło,
a jego obrona preegzystencji dotyczyła namaszczenia, nie osoby,
co mogło być błędnie odebrane bez potrzebnych pytań i wyjaśnień;
szczególnie w kontekście poprawy i rozwoju zrozumienia sprawy.
Z szacunku do osób starszych słabości nie można wykorzystywać,
ale należy im pomagać w przypominaniu sobie i pełnym wyrażaniu.
Podobna kontrowersja dotyczy też użycia słowa „trójca”
w II/III wieku n.e. np. przez Teofila z Antiochii i Tertuliana
(„Apologia ad Autolycum” – „Obrona dla Autolika” II 15;
„Adversus Hermogenem” – „Przeciw Hermogenesowi” III;
„Adversus Praxean” – „Przeciw Praksesowi” IV-V),
dla których nie było to fundamentalne pojęcie teologiczne,
i obaj wierzyli w otrzymanie ducha przez człowieka
oraz hierarchię z Ojcem ponad synem, służbę syna Ojcu,
a nie w odwieczność Jeszui ani jego przyjście do ciała
(lecz odwieczny Logos złączony z Jeszuą w czasie);
zaś pochopne oceny ich pism mogą być bardzo mylące.
Choć słowo „trójca” nie musi mieć złego znaczenia,
współcześnie lepiej go nie propagować i nie potwierdzać,
bo według powszechnych doktryn jest pojmowane bardzo źle,
więc lepiej jasno mówić o unitarianizmie i adopcjanizmie,
które precyzyjnie wyrażają biblijną teologię i chrystologię.
Chwała Bogu!
